Uczciwe państwo z uczciwym Lepperem

Koalicji jeszcze nie ma, ale są już pierwsze wspólne dokumenty
"Prawo i Sprawiedliwość, Samoobrona RP oraz ..... świadomi odpowiedzialności za losy Ojczyzny, w trosce o zapewnienie najlepszych możliwości rozwoju narodu, wypełniając wolę najwyższego suwerena - Narodu, wyrażoną w wyborach parlamentarnych w dniu 25 września 2005 r., zawierają porozumienie koalicyjne". Tak się zaczyna deklaracja koalicyjna PiS i Samoobrony. Kilka kropek w powyższym cytacie to miejsce na jeszcze jakąś partię, która pozwoli skompletować wymarzoną większość koalicyjną.

Uczciwie z Lepperem

Koalicjanci zapisali, że ich "celem jest budowa silnego i uczciwego państwa". Aż w dwóch koalicyjnych dokumentach zamieścili tak samo brzmiące akapity o tym, że funkcje publiczne mogą pełnić tylko "osoby uczciwe i kompetentne". Sprecyzowali jakie: "Strony zobowiązują się nie zgłaszać i nie powoływać na stanowiska i funkcje publiczne osób prawomocnie skazanych za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego o charakterze kryminalnym lub osób podejrzanych o popełnienie przestępstw o podłożu korupcyjnym albo o związki ze światem przestępczym".

Czy to znaczy, że Andrzej Lepper może być wicepremierem, czy nie? Bracia Kaczyńscy, odkąd zaczęło się mówić o funkcji wicepremiera dla Leppera, podkreślali, że nie miał on wyroków za czyny "kryminalne", ale za takie, które dotyczyły jego działalności politycznej.

Zdaniem Henryka Dzido, byłego adwokata Leppera, jego klient ma co najmniej trzy prawomocne wyroki za przestępstwa umyślne ścigane z oskarżenia publicznego. Problem w tym, czy można je określić jako "czyny o charakterze kryminalnym", skoro dotyczyły zniesławień i obrazy konstytucyjnych organów (m.in. prezydenta Kwaśniewskiego nazwał nierobem, ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera Janusza Tomaszewskiego bandytą) i blokady terminalu celnego w Świecku. Proces o zniszczenie mienia, czyli wysypanie zboża należącego do posła PSL Zbigniewa Komorowskiego, nie zakończył się jeszcze prawomocnym wyrokiem. A skazanie za wychłostanie i ogolenie w 1994 r. zarządcy komisarycznego gospodarstwa uległo już zatarciu.

Poprawią III RP

Deklaracja programowa tylko raz odnosi się do historii, czyli przemian po 1989 r. Koalicjanci uważają, że zbyt dużo było w tym czasie kontynuacji "wielu wadliwych mechanizmów i powiązań z okresu PRL". Doprowadziło to ich zdaniem do korupcji i częstego dążenia "do realizacji partykularnych interesów kosztem dobra całej wspólnoty".

Poza tym obie partie skupiają się na przyszłości. Chcą zwalczać "w duchu solidarności" bezrobocie, nędzę, brak mieszkań. Dokument programowy na dwóch stronach wylicza, co koalicjanci zamierzają. Np. chcą wykorzystywać fundusze unijne, rozwijać badania naukowe, walczyć z przestępczością, powołać Centralne Biuro Antykorupcyjne, zlikwidować WSI i zreformować cywilne służby specjalne. Podkreślają, że państwo nie powinno służyć "głównie osobom tworzącym nieformalne układy, często o rodowodzie postkomunistycznym".

Deklaracja "Solidarne państwo" jest wyciągiem z programu rządu Marcinkiewicza. Nic więc dziwnego, że potwierdza priorytety Polski także co do stosunków międzynarodowych. NATO, UE, dobre stosunki z krajami w naszym regionie i pomoc w budowie demokracji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Jeszcze w lipcu zeszłego roku Lepper mówił, aby Łukaszenkę potępić za łamanie praw człowieka, ale żeby normalnie rozmawiać z władzami Białorusi.

Ludzie pod lupę

Na trzech stronach koalicjanci uregulowali sposób funkcjonowania koalicji. Samoobrona będzie miała więcej niż jedno ministerstwo. Na nominacje na stanowiska powyżej dyrektora departamentu w całej administracji państwowej musi się zgodzić premier, a w resortach Samoobrony - także wicepremier. Zapewne Lepper. Szczególnie wnikliwie mają być rozpatrywane kandydatury wiceministrów - "pod kątem dotychczasowej działalności zawodowej lub innej". Kolejne obostrzenie personalne to zakaz wysuwania na stanowiska państwowe ludzi rekomendowanych w latach 2001-05 przez SLD.

Koalicjanci zobowiązali się do popierania projektów ustaw wymienionych w dokumentach koalicyjnych. Tak jak w pakcie stabilizacyjnym wszystkie poprawki muszą być uzgadniane. Partiom nie wolno bez uzgodnienia popierać żadnych wniosków personalnych: zmiany marszałków i wicemarszałków Sejmu i Senatu, szefostwa komisji parlamentarnych, odwoływania rządu lub poszczególnych ministrów.

Koalicjanci deklarują solidarną współpracę w parlamencie, rządzie i na "forum (...) innych gremiów". Mają też prowadzić "politykę informacyjną budującą wzajemne zaufanie pomiędzy stronami".

A w razie czego spory mają rozstrzygać prezesi partii.