Zdrapki już nie "tankują" naszych komórek

Zasilanie komórkowych kont drogą elektroniczną wypiera popularne karty-zdrapki. W tym roku Polacy ?zatankują? komórki za 5 mld zł!
W Polsce jest blisko 30 mln użytkowników telefonii komórkowej, z czego ponad połowa (15-16 mln) nie płaci stałego abonamentu, rozmawiając po uprzednim zasileniu konta u operatora poprzez karty-zdrapki, internet, bankomaty czy terminale elektroniczne tzw. POS-y. Rynek takich usług kwitnie jak nigdy dotąd.

Zdaniem szefa Heyah Wojciecha Kliniewskiego 60-70 proc. nowych aktywacji na rynku przypada na telefony na kartę. - Można szacować, że liczba takich użytkowników zwiększy się w tym roku o 3-5 mln.

Zdaniem prezesa Grupy LEW zajmującej się obsługą systemu doładowań Andrzeja Basiaka w ubiegłym roku wartość rynku doładowań telefonów komórkowych przekroczyła 4 mld zł. W tym może to być nawet 4,8 mld zł. - Wzrost byłby jeszcze szybszy, gdyby nie spadek przychodów od statystycznego klienta - dodaje dyrektor Bartłomiej Gast z sopockiej firmy Blue Media.

Przyczyną są obniżki cen i promocje, np. ładujesz za 50 zł i dostajesz gratis jeszcze 20 zł. Czasem jest to podwojenie stanu konta, np. obecnie w Heyah. - Takie rozwiązania zwiększają przywiązanie klientów do sieci. W dłuższej perspektywie przynoszą wymierne korzyści - mówi Wojciech Kliniewski.

Zyskuje nie tylko operator, ale i liczne firmy zajmujące się obsługą systemu doładowań. Są to m.in.: Milo, Kolporter, Euronet, Polcard (VIA), Blue Media, LEW (Hallo Power), Connex i Liberty. Za pośrednictwo inkasują przeciętnie kilkanaście procent wartości doładowania.

Użytkownik telefonu na kartę zwykle zostawia w kasie operatora 25-30 zł miesięcznie, wielokrotnie mniej niż abonent. Odpowiednio do wybranej kwoty doładowania przedłuża okres ważności swojego konta. Gdzie "tankujemy" swoje telefony? Z badań Grupy LEW wynika, że w zeszłym roku najczęściej szliśmy do kiosku lub salonu operatora i kupowaliśmy kartę-zdrapkę. Coraz większą rolę odgrywają jednak stacje benzynowe i supermarkety. I elektroniczne metody zasilenia konta.

Zwycięskie POS-y

Kiedy telefony w systemie pre paid pojawiły się w końcu lat 90., klienci mogli korzystać tylko z jednej możliwości doładowywania - kart-zdrapek o nominałach od 10 do 150 zł. Po zakupie klient wprowadza do telefonu zapisany na niej 14-cyfrowy kod, przez co powiększa stan konta. Zdrapki można kupić niemal wszędzie, nawet w zwykłym kiosku.

Choć w 1999 r. pojawiła się wprowadzona przez Euronet możliwość elektronicznego zasilania przez bankomaty, to prawdziwa rewolucja nadeszła trzy lata później i polegała na wykorzystaniu terminali POS, za pomocą których klienci płacą kartami kredytowymi w sklepach za zakupione produkty lub obiad w restauracji. W Polsce jest około 150 tys. takich terminali, ale tylko część z nich jest przystosowana do obsługi telefonów pre paid. Dzięki POS-om klienci mogą doładować komórkę za kwoty od 20 do 500 zł. W grę wchodzi dowolny nominał w tym przedziale, podczas gdy zdrapka ma tylko kilka określonych wartości.

Klient podaje sprzedawcy obsługującemu terminal POS numer telefonu oraz kwotę doładowania. Może zapłacić gotówką lub kartą płatniczą. Otrzymuje potwierdzenie transakcji w postaci papierowego wydruku z terminalu oraz informacyjnego SMS-a.

Za sprawą firmy Blue Media w zeszłym roku popularne stało się zasilanie konta przez internet. Firma zaczynała od wydawania CD-romów z poradami, jak korzystać z internetu. Potem opracowała platformę technologiczną i dogadała się ze wszystkimi operatorami i licznymi bankami. Użytkownik komórki może doładować swoje (lub czyjeś) konto pre paid poprzez wydanie zlecenia na witrynie internetowej, np. banku. Transakcję może opłacić kartą lub z konta w banku internetowym (ewentualnie przelewem bankowym).

W Orange z doładowań online korzysta już kilka procent użytkowników usług pre paid. Zaletą tej metody jest wygoda, ale nie mogą jej docenić osoby, które nie mają komputera wraz z dostępem do internetu. Zdaniem dyrektora Gasta w Polsce proporcjonalnie znacznie więcej doładowań niż w innych krajach przypada na zwykłe przelewy.

Czy zdrapki znikną?

- Ostatnie trzy lata to okres intensywnego rozwoju elektronicznych form doładowań kont pre paid. W zeszłym roku ich udział w rynku doładowań sięgnął 50 proc. - mówi dyrektor Kliniewski z Heyah.

Zdaniem Andrzeja Basiaka na koniec tego roku na elektroniczne sposoby przypadnie już 75 proc. obrotów, czyli tyle, ile obecnie w Europie Zachodniej. Na przykład w sieci Grupy LEW sprzedaż doładowań elektronicznych poprzez POS-y wzrosła w 2005 r. aż o 316 proc. Do tak szybkiego wzrostu przyczyniają się operatorzy, promując doładowania elektroniczne. Tak robi Era w swoim Tak Taku. W końcu produkcja i magazynowanie zdrapek wiąże się z wielkimi kosztami. Czy więc los zdrapek jest już przesądzony? Bartłomiej Gast uważa, że nie. - Karty-zdrapki są świetnym nośnikiem reklamowym. "Drapacze" szybko nie znikną - mówi.

Główni gracze na rynku zaczynają już sprzedawać dzwonki, tapety i gry, ale i wychodzą poza telefonię komórkową, np. oferując doładowania kart do telefonii internetowej. Z taką ofertą dla użytkowników Skype wyszedł LEW, inwestując również w automaty samoobsługowe stawiane w ruchliwych punktach miast. Takie autowamty zrobiły furorę w Irlandii. - Chcemy wejść na rynek doładowań dla odbiorców energii. Jeśli ktoś wynajmuje komuś mieszkanie, to idealnym rozwiązaniem jest płatność poprzez doładowanie. Nie grozi nabicie ogromnego rachunku. Można sobie z góry kupić prądu, np. za 50 zł - mówi Bartłomiej Gast. Jego firma rozmawia obecnie z operatorami na Ukrainie, by zaoferować im usługi doładowań pre paidów.



Cudzym kosztem

Rozkwit branży ma także swoje ciemne strony. Jesień ubiegłego roku. Na stację benzynową w Gostyninie o godz.1 w nocy telefonuje mężczyzna. Przedstawia się jako pracownik firmy serwisującej terminale płatnicze, podaje nazwisko i numer legitymacji... - Jest jakiś problem z waszymi wydrukami kodów. Zawiesza się system - mówi. Chce sprawdzić, co jest przyczyną awarii, i przekonuje pracownika, by podał mu przez telefon 99 kodów, potrzebnych do doładowań. Serwisant naciąga stację paliwową na 15 tys. zł. Okazuje się oszustem.

To za sprawą oszustów Ery musiała się niedawno wycofać z usługi doładowań komórek SMS-em. Orange (jeszcze wówczas Idea) przyznał się do problemów z oszustami, którzy powtórnie foliowali zużyte karty ze zdrapkami i wprowadzali je jako "nowe" do obiegu w porozumieniu z właścicielami kiosków, a klienci skarżyli się, że nie mogą doładować konta. Z kolei Plus musiał niedawno ostrzec klientów, że wielka partia kart-zdrapek o wartości 10 zł "pochodzi z przestępstwa". Złodzieje wykorzystują nawet linie TP SA (podpinając się np. w piwnicy), która umożliwia swoim abonentom doładowanie komórki poprzez numer 0-300 900 900.