Czy ujawnienie instrukcji Kiszczaka wpłynie na procesy lustracyjne?

Tajne zarządzenia MSW nakazywały wpisywanie informacji z podsłuchów do raportów agentury. - Oznacza to, że uczciwa lustracja jest możliwa tylko przed sądem - mówi "Gazecie" rzecznik interesu publicznego sędzia Włodzimierz Olszewski
Sprawa zarządzeń dotyczących konspirowania informacji z podsłuchów i wpisywania ich do raportów agentury wyszła po tym, jak na procesie autolustracyjnym Małgorzaty Niezabitowskiej kolejni esbecy opowiadali, skąd się wzięły informacje w jej raportach.

Zacieranie śladów

- Powtarzali, że wpisywano tam to, co odnotowano w podsłuchach - opowiada jeden z obserwatorów zamkniętego dla prasy procesu b. rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego. - Potem okazało się, że faktycznie w mieszkaniu Niezabitowskiej był podsłuch, ale stenogramy zniszczono. Sąd zwrócił się do IPN i dostał dwie instrukcje w sprawie podsłuchów - z 1979 i 1982 r.

Żadnej z nich nie ma w opublikowanym przez IPN w 2004 r. biuletynie z instrukcjami SB z lat 1945-89.

Z obu instrukcji wynika, że zacieraniu śladów po podsłuchach służyły ścisłe zasady ich niszczenia (w ciągu dziesięciu dni). Oznacza to, że do dziś ocalało niewiele taśm czy stenogramów, przechowywano je tylko w wyjątkowych przypadkach.

Ocalały natomiast donosy tajnych współpracowników, do których esbecy wpisywali informacje uzyskane dzięki podsłuchom.

Olszewski: tylko sąd

Wysokiej rangi funkcjonariusz b. MSW mówi nam, że te instrukcje nie świadczą o tym, że bezpieka fałszowała raporty. - Chodziło tylko o zakonspirowanie techniki - wyjaśnia. Przyznaje, że teraz trudno będzie rozdzielić, które informacje w dokumentach SB pochodzą z raportów agentury, a które z podsłuchu.

Obecny na sprawie Niezabitowskiej sędzia Andrzej Ryński, zastępca rzecznika interesu publicznego, nie chce mówić o procesie, ale potwierdza, że do biura rzecznika trafiły ostatnio kopie instrukcji dotyczących konspirowania podsłuchów. - Będziemy teraz sprawdzać, czy te zarządzenia były stosowane na szeroką skalę. Jeżeli tak, to wiele materiałów wymaga weryfikacji - przyznaje Ryński. I dodaje: - Całe nieszczęście tych przepisów wynika z tego, że są bardzo ogólne, nie precyzują, jak dokładnie ukrywać informacje z podsłuchów. Daje to ogromne pole do nadużyć.

Sędzia Olszewski jest zaskoczony, że instrukcje odnalazły się tak późno. Jego zdaniem ta sprawa pokazuje, że oddanie lustracji w ręce archiwistów IPN (jak chce PiS) nie jest rozwiązaniem sprawiedliwym. - Tylko postępowanie w biurze Rzecznika Interesu Publicznego, a potem przed sądem z udziałem świadków, lustrowanego i weryfikacją dokumentów gwarantuje uczciwy proces lustracyjny zakończony orzeczeniem, czy ktoś rzeczywiście był tajnym współpracownikiem - mówi Olszewski.

Friszke: dlaczego to ukrywali?

Prof. Andrzej Friszke, członek Kolegium IPN i historyk obeznany z lekturą esbeckich teczek, mówi "Gazecie": - Nigdy nie natknąłem się na tę instrukcję ani o niej nie słyszałem. Nie bardzo potrafię odgadnąć intencje jej autorów. Rozumiem, że SB chciała chronić swoich niektórych niezwykle ważnych agentów, ale dlaczego miałaby ukrywać ogólnie znany fakt zakładania licznych podsłuchów? Odkrycie tego dokumentu może posłużyć przeciwnikom lustracji do zakwestionowania dotychczasowych ustaleń Sądu Lustracyjnego. Obawiam się, że może być przez nich wykorzystane jako argument za likwidacją instytucji Rzecznika Interesu Publicznego i Sądu Lustracyjnego. Będą argumentować, że skoro trudno zweryfikować źródło tajnych informacji, to lepiej z tego zrezygnować i publikować po prostu informacje o zawartości esbeckich teczek.

Antoni Dudek, doradca prezesa IPN: - Nie słyszałem nigdy o tej instrukcji. Trzeba ją opublikować i zastanowić się, co ona oznacza dla procesu lustracji w Polsce.