Pogróżki po filmie o krakowskiej SB

Były pracownik Służby Bezpieczeństwa zwolniony z pracy, telefony z pogróżkami do reżysera - to efekt filmu dokumentalnego o metodach pracy krakowskiego SB.
- Pogróżek się nie boję, ale zawiadomiłem policję - mówi Gawlikowski

22 marca TVP wyemitowała przejmujący dokument "Zastraszyć księdza" w reżyserii Macieja Gawlikowskiego i Ewy Nowickiej. Film opisywał metody działania IV Wydziału SB w Krakowie odpowiedzialnego za inwigilację księży. Gawlikowski dotarł do byłych funkcjonariuszy i nagrał ich opowieści ukrytą kamerą. Ujawnił także ich personalia. Jednym z bohaterów był kapitan SB Kazimierz Aleksanderek, szef krakowskiej "czwórki". W filmie ubolewał m.in. nad nieprofesjonalnym działaniem Grzegorza Piotrowskiego - jednego z zabójców ks. Popiełuszki. Gawlikowski nad zdobyciem zaufania dawnych esbeków pracował kilka lat.

- Aleksanderek dzwonił do mnie trzy razy. Wyzwał od kanalii i zapowiedział, że da mi nauczkę. Okazało się też, że znał poprzedni adres, pod jakim mieszkałem - opowiada Gawlikowski, w przeszłości aktywny działacz KPN. - Pogróżek się nie boję, ale zawiadomiłem policję. Podjęli postępowanie wyjaśniające.

Jednym z oficerów sfilmowanych przez Gawlikowskiego okazał się pracownik krakowskiego Muzeum AK odpowiedzialny za ochronę. Reżyser nagrał go na tle jednej z ekspozycji. Dyrektor muzeum Adam Rąpalski dzień później rozwiązał z nim umowę o pracę. - Tłumaczył mi, że nie robił nic złego, że nikogo nie skrzywdził. Ale nie wyobrażam sobie, że w takim miejscu będzie pracował były esbek - mówi Rąpalski. Część pracowników muzeum jest zniesmaczona, uważa bowiem, że dyrektor wiedział o przeszłości swojego pracownika. - Nie można człowieka skazywać na podstawie plotek. Dopiero w momencie, kiedy przed kamerą opowiedział o swojej pracy, otrzymałem niezbite dowody - odpowiada Rąpalski.

Gawlikowski twierdzi też, że zadzwoniła do niego pracownica SB, która przez 20 lat specjalizowała się w zakładaniu podsłuchów. Zarzuciła mu esbeckie metody.

Z kolei za reżyserem opowiedziało się Stowarzyszenie Wolnego Słowa, które pogróżki byłego esbeka uznało za niedopuszczalne i zaapelowało do ministra sprawiedliwości o ukaranie oficera.