UE: Bliski koniec drogiego roamingu

Koniec z drogimi rozmowami z komórki za granicą - zapowiada Komisja Europejska. Kiedy wejdzie w życie jej rozporządzenie, będziemy płacić taką stawkę, jak u siebie w domu
Komisja Europejska ujawniła we wtorek projekt rozporządzenia, które ma doprowadzić do ścięcia opłat za rozmowy z komórki w innych sieciach na terenie Unii Europejskiej. - Jeszcze przed latem 2007 r. konsumenci mogą odczuć pierwsze korzyści - zapewnia "Gazetę" unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego Viviane Reding.

Propozycja Brukseli jest radykalna. - Użytkownik telefonu komórkowego będzie zawsze płacić stawkę, którą płaci u siebie w domu, zarówno za połączenia międzynarodowe, jak i lokalne - wyjaśnia "Gazecie" Reding. Czyli Polak przebywający na wakacjach w Hiszpanii, za wezwanie taksówki płaciłby według taryfy lokalnej swojej polskiej sieci, zaś dzwoniąc z Hiszpanii do Polski płaciłby tyle, ile zapłaciłby za połączenie międzynarodowe wykonane z macierzystej sieci. Co więcej, nie płaciłby nic za odebrane połączenia (tak samo jak w kraju).

- Konsumenci nie mogą być karani wyższymi rachunkami tylko dlatego, że przekroczyli granicę. Tak naprawdę tylko używając telefonu komórkowego, boleśnie przypominamy sobie, że w Europie wciąż istnieją granice - podkreśla Reding.

Komisja jest przekonana, że obecne stawki roamingowe są wzięte z sufitu i nie mają wiele wspólnego z faktycznymi kosztami usługi. Przykładowo, Maltańczyk korzystający z telefonu na Łotwie, może zapłacić nawet 13,05 euro (prawie 51 zł) za każde cztery minuty rozmowy w godzinach szczytu. Polacy płacą niewiele mniej. Dzwoniąc z Wielkiej Brytanii z komórki Plusa zapłacimy za takie 4 minuty nawet 7,76 euro. Dla porównania, Fin dzwoniący ze Szwecji płaci... 20 eurocentów.

Uderzenie w roaming Komisja zapowiadała od dawna. W połowie 2004 r., próbowała wykorzystać prawo antymonopolowe. Sposób okazał się jednak mało skuteczny i Komisja zapowiedziała, że wykorzysta reguły prawne rynku wewnętrznego. Zakazują one ustanawiania barier, które utrudniałyby przepływ towarów i usług między krajami UE. W ten sposób zmuszono banki do rezygnacji z wysokich prowizji za transgraniczne transfery pieniężne. - Pół roku temu ostrzegałam, że jeśli ceny nie spadną, to zaproponuję reformę prawa. I mam wrażenie, że firmy mnie nie zrozumiały - mówi Reding. W październiku 2005 r. ruszyła specjalna strona internetowa opisująca ceny roamingu w UE (europa.eu.int/information_society/activities/roaming/index_pl.htm). Gdy półroczne ultimatum minęło, urzędnicy Komisji ponownie sprawdzili stawki. Wyniki badania były tak frustrujące (jeden z hiszpańskich operatorów podwyższył opłatę aż o 1,10 euro), że Reding zadecydowała: czas na interwencję. Popierają ją organizacje konsumenckie. - Od lat mówiliśmy, że ceny roamingu są absurdalne, a klienci naciągani - mówi "Gazecie" Muriel Danis, rzeczniczka BEUC, największej unijnej federacji konsumentów.

Reakcja koncernów nie była zaskakująca. - Wprowadzenie nowej regulacji w sprawie roamingu może mieć nieprzewidywalne konsekwencje. Konkurencja jest najlepszym sposobem, żeby sprostać oczekiwaniom konsumentów - stwierdza Rob Conway, szef GSMA, lobby zrzeszającego europejskich operatorów. Firmy niedwuznacznie sugerują, że utracone zyski (nawet do 10-15 proc.) odbiją sobie w inny sposób, np. likwidując dotowanie nowych aparatów telefonicznych.

Komisarz Reding wzrusza ramionami: - Tak samo mówiły banki, kiedy w 2001 r. zabranialiśmy im stosowania zawyżonych prowizji za zagraniczne transfery - mówi.

Żeby rozporządzenie weszło w życie, musi być przyjęte przez Parlament Europejski oraz unijne rządy. - Jestem przekonana, że PE poprze tę inicjatywę. My też uważamy, że stawki roamingu są za wysokie - powiedziała "Gazecie" Angelika Niebler, wpływowa niemiecka eurodeputowana z CSU, reprezentująca EPL, główną frakcję europarlamentu. - I nie sądzę, żeby nawet bardzo intensywny lobbing ze strony koncernów mógł cokolwiek zmienić. Komisarz Reding ma rację - dodaje.