Białoruska milicja poluje na demonstrantów

Milicja coraz brutalniej traktuje opozycjonistów demonstrujących w centrum Mińska. Kto próbuje na chwilę wyjść z miasteczka namiotowego, jest bity albo aresztowany. Ale miasteczko się nie poddaje. Namiotów przybywa


Patrole czają się we wszystkich przejściach podziemnych wokół placu Październikowego. Kiedy wypatrzą kogoś, kogo biorą za naszego, katują. Rano dopadli studenta. Bili pięściami, kopali. Trafił do szpitala. Ale wrócił. Twarz ma jak befsztyk. Teraz śpi, ale obiecuje, że nie odejdzie z naszej Płoszczy - powiedział mi Aleś Mazur, komendant miasteczka namiotowego, w którym od wczoraj stoi już nie 15, jak we wtorek, lecz 30 namiotów.

Patrole polują też na mieszkańców Mińska, którzy niosą zaopatrzenie na plac. Ale są coraz mniej skuteczne. - No, potrzymaj mi kurtkę - złości się na mnie postawny mężczyzna, zdejmując przyodziewek. A pod kapotą, jak się okazuje, ma nawieszane na szyi i ramionach kiełbasy, połcie wędzonki. Jak z piosenki z czasów okupacji: "Spod serca kap, kap - słonina i schab".

Obok rosły brodacz też zrzuca z siebie kurtkę. Przyniósł pod nią transparent: "Płoszcza Kostusia Kalinowskaga". Za chwilę transparent wznosi się nad miasteczkiem. - Wczoraj Aleksandr Milinkiewicz, nasz demokratyczny kandydat na prezydenta, ogłosił, że nasza Płoszcza nie będzie już nosić imienia bolszewickiego października, tylko naszego bohatera narodowego dowódcy powstania styczniowego na terytorium Białorusi. To namalowałem transparent i jest - tłumaczy mi brodacz.

- Nasi rewolucjoniści dzięki wsparciu mieszkańców stolicy mają co jeść, mają ciepłą herbatę i kawę. Ale rewolucjoniści muszą też, przepraszam za wrażenie, sikać. A tu naokoło milicja kazała zamknąć wszystkie bary, kawiarnie, toalety publiczne - mówi Aleś Mazur. - Ale poradziliśmy sobie. Otworzyliśmy luk kanalizacyjny. Postawiliśmy na nim namiot i była toaleta. Musieli jednak wypatrzyć, co się dzieje. Przecież stale obserwują nas z dachów domów. Przysłali "inspekcję sanitarną", a ta zaspawała nasz luk. Ale znaleźliśmy inny, niezaspawany. W nocy urządzimy nową toaletę.

Miasteczko musi wytrzymać do soboty 25 marca. Wtedy opozycja obchodzi Dzień Wolności. Milinkiewicz wezwał wszystkich swoich zwolenników, by w południe przyszli do niego na wielką demonstrację i zaprotestowali przeciw sfałszowaniu wyników niedzielnych wyborów prezydenckich, które z miażdżącą przewagą wygrać miał Łukaszenko.

- W nocy, kiedy trzymając się pod ręce stoimy wokół naszych namiotów i szykujemy się do odparcia milicyjnego szturmu, panuje tu taki nastrój, że wierzymy, że przetrwamy. Nad ranem, kiedy część z nas idzie do pracy czy na wykłady, ogarnia nas zniechęcenie. A wieczorem, kiedy na plac przychodzą tysiące ludzi, znowu wraca nadzieja - powiedział mi Stanisław Poczobut, brat Andrzeja, polonijnego dziennikarza, który uwięziony w Grodnie od dziesięciu dni prowadzi głodówkę.

Władze też się szykują na sobotę - w całym kraju trwają aresztowania opozycjonistów. W samym Mińsku w ostatnich trzech dniach zatrzymano ponad 200 osób. Wczoraj w Grodnie z więzienia wyszła grupa pracowników sztabu wyborczego Milinkiewicza. Byli na wolności tylko dwie godziny, po których milicja, nie tłumacząc powodów, znowu ich aresztowała.