W latach 80. miałem pecha uczestniczyć w spotkaniu studentów z ekologiem z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. No i stało się. Zostałem degeneratem. Nie żeby tam jakieś panienki, alkohol, marihuana... Gorzej. Protestowałem przeciw budowie koksowni w czeskiej Stonawie, która miała zatruwać Śląsk, przeciw bezsensownemu zabijaniu zwierząt, żądałem zamknięcia centrum Katowic dla samochodów. Później była już absolutna katastrofa - zacząłem pracować w "Gazecie Wyborczej", choć dziś widzę, że mogłem upaść niżej - zostać wegetarianinem albo joginem. Mam zatem propozycję dla młodzieżówki PiS-u: jeśli trzeba będzie pokazać uczniom, jak kończą się spotkania z ekologami, przytoczcie mój przykład. Dzieci rozpłaczą się na sam mój widok.