Demonstranci nocowali na głównym placu Mińska

Zwolennicy kandydata opozycji na prezydenta okupują część placu Październikowego w Mińsku. Spędzili na nim całą noc. Milicja próbowała wziąć ich zimnem, ale nie interweniowała.
Kilkuset zwolenników białoruskiej opozycji rozbiło wieczorem kilka niewielkich namiotów na placu (na zdjęciu). Było bardzo zimno, manifestujący postanowili jednak tu zostać. Protestują w ten sposób przeciwko oszustwom wyborczym i żądają powtórzenia głosowania.

Z młodymi na placu został kandydat opozycji na prezydenta Aleksander Milinkiewicz i jego żona Inna. Ich dwóch synów zatrzymała milicja, gdy nieśli rodzicom ciepłe ubranie.

Chłopcy trafili na posterunek, gdzie milicjanci zaczęli spisywać protokół aresztowania. Po chwili zjawił się tam jednak oficer KGB, który protokół podarł, a młodych kazał odwieźć na plac.

Nie wiadomo, jak interpretować takie zachowanie KGB. Milicja nie interweniowała, ale na ulicach wokół placu stały milicyjne wozy i autobusy przygotowane do wywiezienia zatrzymywanych.

Milicjanci otoczyli miasteczko namiotowe kordonem, przez który nie przepuszczali zwolenników opozycji z ciepłą herbatą i jedzeniem.

Wczesnym wieczorem na placu było jeszcze 5 tys. osób. To jednak o wiele mniej niż w niedzielę, gdy 15 tys. ludzi skandowało tu: "Łukaszenko, odejdź!".

Kilka godzin wcześniej przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jermoszyna oświadczyła, że przy rekordowej 93-proc. frekwencji Łukaszenko dostał 82,6 proc. głosów i wygrał w pierwszej turze. Jermoszyna tak się cieszyła, że aż klaskała.

Zachód nie uznaje jednak tych wyników. Zachodni obserwatorzy wczoraj uznali przebieg wyborów za niedemokratyczny. - Mandat Łukaszenki jest nieuczciwy. To farsa - oświadczył sekretarz generalny Rady Europy Terry Davis.

USA już ogłosiły, że nie uznają wyników. - Potrzebna jest powtórka wyborów - oświadczył rzecznik Białego Domu Scott McClellan. Amerykanie chcą zaostrzenia sankcji, ale w porozumieniu z UE.

Tymczasem Unia nie może się zdecydować. Choć Polska, Litwa, Słowacja i Czechy ostro naciskały, UE nie zaostrzyła wczoraj sankcji wobec Białorusi. Zrobi to pewnie 10 kwietnia. - Ale wszyscy zgodzili się, że wyborów nie można uznać za demokratyczne i uczciwe. I że teraz musimy być twardzi - mówił wiceminister polskiego MSZ Stanisław Komorowski.

Zachwycone są natomiast władze Rosji. Prezydent Putin pierwszy gratulował Łukaszence: "Głosujący mają zaufanie do Pańskiej polityki zmierzającej do dalszego wzrostu dobrobytu narodu" - napisał w depeszy. "Wybory odbyły się zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami" - oświadczył MSZ Rosji.

Zdaniem Łukaszenki wybory dowiodły, że opozycja poniosła "pełną porażkę", bo Białorusini "nie ulegli naciskom z zewnątrz" i pokazali, kto "rządzi w białoruskim domu".