Kolekcja "Gazety": "Casablanca" - mistrzowski Bogart



Co świadczy o tym, że jakiś film zyskał nieśmiertelność? Choćby to, że kadry z niego są wydawane na pocztówkach. Tę można kupić na całym Zachodzie: w otwartych drzwiach swej knajpy stoi Rick Blaine (Humphrey Bogart). Ma ciemne buty, spodnie i muszkę, do tego białą koszulę i takąż marynarkę. Lewą dłoń schował w kieszeni spodni, a w zgiętej prawej trzyma papierosa. Nad drzwiami jest neon "Rick's Café Américain".

To oczywiście "Casablanca" (1942) Michaela Curtiza, którą zwykło się nazywać "przypadkowym arcydziełem", bo nikomu z twórców nie śniło się nawet, że kręcą film legendę.

Zgodnie z tytułem trafiamy do Casablanki we francuskim Maroku w grudniu 1941 r. Gromadzą się w niej ludzie uciekający przed Niemcami - przez Lizbonę do Ameryki. Amerykanin Blaine (Humphrey Bogart), były antyfaszysta z frontów w Etiopii i Hiszpanii (teraz powiada, że nie miesza się do polityki), prowadzi tu knajpę. Przypadkowo staje się posiadaczem listu tranzytowego (chowa go w pianinie) gwarantującego legalny wyjazd do Lizbony dwóm osobom. Czy odda go Victorowi Laszlo (Paul Henreid), liderowi środkowoeuropejskiego ruchu oporu, który zbiegł z obozu koncentracyjnego? Niekoniecznie, albowiem Ilsa Lund (Ingrid Bergman), żona Laszlo, miała z nim romans w Paryżu przed wkroczeniem tam Niemców. Wspólnie planowali ucieczkę do Marsylii, ale Ilsa nie przyszła ma dworzec (w tej smutnej scenie, pokazywanej w retrospekcji, oczywiście leje)...

To, co Bogart wyczynia w "Casablance", na wieki pozostanie lekcją poglądową dla facetów, którzy pozują na romantycznych twardzieli. No bo jak najlepiej nauczyć się szlachetnego cynizmu? Słuchając odpowiedzi Ricka na pytania kapitana Louisa Renault (Claude Rains): "Co, na Boga, sprowadziło cię do Casablanki?". "Zdrowie. Przyjechałem tu do wód". "Wód? Jakich wód? Przecież jesteśmy na pustyni". "Zostałem wprowadzony w błąd".

A skąd czerpać wzór nonszalanckiego odnoszenia się do kobiet? Naśladując Ricka zagadywanego przez zakochaną w nim Yvonne (Madeleine LeBeau): "Gdzie byłeś ostatniej nocy". "To było dawno temu. Nie pamiętam". "Zobaczymy się dziś wieczór?". "Nigdy nie planuję tak daleko w przód".

"Casablanca" została opisana i przeanalizowana na wszelkie możliwe sposoby - są nawet elaboraty na temat tego, jak Bogart-Blaine znacząco kiwa tu głową. Choćby w słynnej scenie pojedynku na pieśni. Gdy Laszlo słyszy, jak Niemcy śpiewają w knajpie Ricka patriotyczno-wojskową pieśń "Die Wacht am Rhein", zachęca miejscowy band, by zaintonował "Marsyliankę"; zaczyna nimi nawet dyrygować. Ale nim muzycy zagrają francuski hymn, zezują w stronę Ricka - co on na to? To przecież on jest tu szefem. Rick przyzwalająco kiwa głową.

Co ciekawe, Bogart zagrał to w ciemno. Curtiz poprosił go, by stojąc na knajpianych schodach, patrzył w dół i kiwnął głową, a potem poszedł sobie do domu. "W jakiej sprawie kiwam?"- dopytywał się Bogart, na co Curtiz odpalił: "Nie zadawaj tylu pytań".

Do dziś znana jest lista płac z "Casablanki": Bogartowi dano 36 667 dol., zaś Bergman i Henreidowi po 25 tys. Czarnoskóry Dooley Wilson za rolę pianisty Sama, śpiewającego "As Time Goes By" dostał tylko 3,5 tys. Cały film kosztował 950 tys. dol. W Stanach zarobił 10,5 mln. O światową dystrybucję było wtedy trudno - trwała przecież wojna.