J. Kaczyński: Nie ma w Polsce wolnych mediów

27.02.2006 00:00
Nie ma w Polsce wolnych mediów - oskarża Jarosław Kaczyński. A ministrowie Ziobro i Wassermann nie wykluczają powrotu do śledztwa sprzed pięciu lat mającego wykazać, że za artykułami dziennikarzy ?Rzeczpospolitej? o aferach z udziałem polityków prawicy stały służby specjalne
W listopadzie ub. r."Gazeta" opisała szczegóły śledztwa prowadzonego na przełomie lat 2000 i 2001. Rządziła wówczas AWS, a ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński. Zbigniew Ziobro był w jego resorcie wiceministrem, a Zbigniew Wassermann pełnił obowiązki prokuratora generalnego.

W poniedziałek o tym śledztwie szeroko przypomniał "Newsweek", podając je jako przykład podejrzliwości polityków PiS wobec mediów.

Wczoraj na konferencji prasowej w Krakowie minister Ziobro zapewnił, że celem prokuratorów była wtedy działalność nie dziennikarzy, lecz służb specjalnych przekazujących mediom "wybiórcze albo nieprawdziwe informacje". - Ponad wszelką wątpliwość ustalono, że służby specjalne przekazywały informacje do środowiska dziennikarskiego - mówił.

Wassermann, dziś koordynator służb specjalnych, dodał: - To jest kapitalny przykład, co może wynikać z braku kontroli służb specjalnych.

Powoływał się na zeznania świadków i opinię anonimowego naukowca z zakresu dziennikarstwa, który potwierdził tezę o przeciekach ze służb specjalnych do mediów. Zaprzeczał, aby prokuratorzy zlecali czynności operacyjne wobec autorów artykułów.

Notatka Elżbiety Kruk

Śledztwo sprzed pięciu lat zaczęło się od notatki służbowej Elżbiety Kruk - wówczas szefowej gabinetu ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego, a dziś przewodniczącej KRRiT. "Pozyskałam informację, że dziennikarze »Rzeczpospolitej « Anna Marszałek i Bertold Kittel (...) otrzymali zlecenie wykorzystania mediów do wyeliminowania z życia politycznego trzech polityków: Marka Kempskiego, Jerzego Widzyka i Lecha Kaczyńskiego (...). Działania te prowadzone są w porozumieniu z UOP" - napisała Kruk 9 grudnia 2000 r. Po tej notatce prokurator Wassermann powołał trzyosobową grupę prokuratorską. Miała zbadać, czy to UOP stał za publikacjami "Rzeczpospolitej".

Po wstępnej analizie artykułów z kilku gazet prokuratorzy uznali, że "zachodzi uzasadnione podejrzenie, że inspiracja tych publikacji nastąpiła w wyniku przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy UOP". 8 stycznia 2001 r. wszczęto śledztwo.

Prokuratorzy przesłuchali braci Kaczyńskich jako świadków i potencjalnych pokrzywdzonych. Obaj byli przekonani, że to służby specjalne stoją za tekstami prasowymi o aferach z udziałem polityków prawicy. - Nie dzieje się to bez wiedzy kierownictwa UOP - zeznawał jako minister Lech Kaczyński.

Jarosław Kaczyński twierdził: "Obecne kierownictwo służb specjalnych (...) jest zainteresowane w ochronie grupy polityków i funkcjonariuszy państwowych, która kierowała MSW i UOP (...) do połowy lat 90. (...) Z tych samych źródeł mogą być inspirowane działania przeciwko mojemu bratu".

Czy będzie powrót do śledztwa?

Konflikt ze służbami skończył się latem 2001 r. odwołaniem Lecha Kaczyńskiego z funkcji ministra i umorzeniem śledztwa. Niczego nie udowodniło, ale zostało po nim 4 tys. stron akt.

Tymczasem Wassermann powiedział wczoraj, że w 2001 r. "zarysowały się takie wątki, które sensownym czynią dalsze prowadzenie śledztwa". Ziobro ewentualne wszczęcie śledztwa na nowo uzależnił od lektury akt.

- W tym momencie nie ma żadnych podstaw, by ingerować w umorzone postępowanie - zapewnia Julita Sobczyk, rzeczniczka Prokuratury Generalnej. I dodaje: - Każde postępowanie może być wznowione, gdy pojawią się nowe dowody.

Kaczyński: "Gazety Wyborczej" nie biorę poważnie

Obecny na konferencji prezes PiS Jarosław Kaczyński przekonywał, że sam odczuł wpływy tajnych służb w prasie i polityce. Miały inspirować np. kampanie medialne przeciw Porozumieniu Centrum, którym kierował w latach 90.

Poza inwigilacją prawicy podał sprawy Anastazji P. (młodej kobiety, która uwodziła w Sejmie posłów i opisała to potem w książce), oraz ucieczki córki ówczesnego wicemarszałka Sejmu Andrzeja Kerna jako dzieła tajnych służb "przy ścisłej współpracy Urbana".

Przy okazji oskarżył polskie media o stronniczość i niechęć do PiS. Jako przykład wymienił wczorajszy sondaż w "Gazecie", z którego wynika, że większość Polaków nie popiera takich ideologicznych pomysłów PiS jak cenzura obyczajowa czy zakaz handlu w niedziele.

- W ogóle "Gazety Wyborczej" nie biorę poważnie - powiedział prezes PiS, wspominając "kompletną kompromitację" sondaży przed wyborami.

- W Polsce tak naprawdę wolnych mediów nie ma. Jest pewien układ i dziennikarze, których pozycja jest bardzo trudna - dodał. I zapowiedział, że chce przygotować zmiany w prawie, które uniemożliwią zwolnienie z pracy dziennikarza, który nie zgadza się z redaktorem naczelnym.

Zobacz także
  • PiS chce ''incydentalnie zmienić konstytucję''
  • Sondaż: Polacy nie lubią zakazów
Skomentuj:
J. Kaczyński: Nie ma w Polsce wolnych mediów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje