Radni z Mazowsza zabalowali za 2 mln?

Wcześniej się wyłączyłem, więc wróciłem zdrowy. Inni baletowali do samego końca i pewnie do dziś są chorzy - tak radny Samoobrony opowiada o wyprawie silnej grupy mazowieckich samorządowców na targi ekologiczne w Norymberdze
Na międzynarodowe targi produktów ekologicznych BioFach sejmik Mazowsza wystawił dużą reprezentację. Kilkunastu urzędników z wicemarszałkiem Janem Engelgardem (LPR) plus 17 radnych: siedmioro z Samoobrony, pięciu z LPR, trzech z PSL i jeden z SLD. Do tego tabun dziennikarzy z regionalnych tygodników w zamian za przyrzeczenie napisania relacji, kucharze z Marriotta, artyści.

Ruszyli autokarami i pociągami. W Norymberdze rozlokowali się w trzech hotelach. - Wszystko według szarży - opowiada Zbigniew Rzewuski, radny Samoobrony (dawniej PiS). - W jednym VIP-y, oddzielnie my z prasą, w ostatnim kucharze i reszta obsługi.

Ekologiczna impreza trwała przez cały miniony tydzień. Polska była na targach Krajem Roku. Wyprawę mazowieckiej ekipy koordynował urząd marszałkowski.

Ale wyjazd okazał się klapą - uważa radny Rzewuski: - Mazowsze dostało 1200 metrów kwadratowych. Po prawej stał stół szwedzki z przysmakami z Marriotta, na pozostałej powierzchni błąkało się zaledwie kilku naszych wystawców. Naliczyłem może z pięciu. Więcej fajerwerków i wystawności niż sensu. Za dużo pieniędzy poszło w gwizdek.

Sfrustrowany jest też radny Adam Kapusta z Samoobrony: - Naszymi materiałami promocyjnymi nikt nie był zainteresowany. Ile zawieźliśmy, tyle wróciło. U innych coś się działo, a u nas cisza. Trochę się pokazaliśmy, ale niesmak pozostał.

Jeden z radnych od Andrzeja Leppera wpisał na listę siebie, ale zamiast niego pojechał sąsiad. - Ten młody człowiek rozpoczyna działalność i walczy o certyfikat dla swojego gospodarstwa. Pojechał za siebie - zapewnia radny Stanisław Górski. Jednak po chwili zmienia zdanie: - Nie tyle za siebie, ile za mojego syna. Ale na pewno nie za mnie.

Radny Górski i jego sąsiad muszą się liczyć z sankcjami. Zapowiada je skarbnik Mazowsza Marek Miesztalski: - Jeśli wszystko się potwierdzi, sąsiad radnego zostanie obciążony kosztami za hotel, przejazd i pobyt. To około 6 tys. zł. Do tego będzie musiał zwrócić 140 euro nieprawnie pobranych diet.

Urząd marszałkowski jeszcze nie wie, ile go będzie kosztować cała wyprawa do Norymbergi. - Ostatecznej kwoty jeszcze nie znamy, bo czekamy na ostatnie faktury z Niemiec - mówi skarbnik Miesztalski. Szacuje jednak, że jakieś 2 mln zł.

Wiesława Lipińska, rzecznik marszałka Mazowsza Adama Struzika (PSL), przekonuje, że takich imprez nie należy oceniać po doraźnych korzyściach, że promocja też kosztuje: - Płaciliśmy za promocję Polski, a nie tylko Mazowsza, a Mazowsze to przecież też Polska.

Na to dziennikarka jednego z mazowieckich tygodników: - Oficjalna narodowa prezentacja okazała się wielką lipą. Rzędy pustych krzeseł czekających na gości niczym w remizie strażackiej przed sobotnią potańcówką. Na stoisku Mazowsza dwóch panów - ludowych rzeźbiarzy z Kurpiów dłubiących swoje kaczuszki i aniołki. Jedyne wspomnienie z tej wycieczki to ubaw z pań z Samoobrony w czasie zwiedzania niemieckich gospodarstw ekologicznych. W szpilkach i futerkach z norek za nic nie chciały wejść do obory, bo w niej śmierdziało.