Oral Celik - wspólnik Agcy z placu św. Piotra

Do papieża Jana Pawła II strzelał nie tylko Ali Agca. 13 maja 1981 r. pistolet w kierunku Ojca Świętego wymierzył też niejaki Oral Celik. Ten człowiek nigdy nie odpowiedział za próbę zamachu. Mało tego, niedoszły zabójca papieża Polaka jest dziś szanowanym biznesmenem. "Nowy Dzień" odnalazł go w tureckiej mieścinie Malatya.
W czasie pobytu w Malatyi, miejscu urodzin Alego Agcy, próbuję się czegoś dowiedzieć o jego dawnych kolegach. Pytam jego brata, czy ma kontakt z Szarymi Wilkami, organizacją terrorystyczną, do której należał Agca. Chodzą plotki, że to dawni towarzysze zamachowca opłacają jego prawnika, że to oni podstawili limuzynę, którą Turek odjechał spod więzienia Kartal, by spędzić kilka dni na wolności. Ale brat Agcy nabiera wody w usta. Milczy. Chętniej rozmawiają miejscowi dziennikarze. - Powinieneś porozmawiać z Oralem Celikiem - mówią. I wtedy otwieram szeroko oczy ze zdumienia: - To przecież człowiek, który też strzelał do papieża Polaka! I nigdy nie został za to osądzony!

- A więc jest tu!? - kręcę głową z niedowierzaniem.

Strzelali obaj

Oral Celik to przyjaciel Agcy jeszcze ze szkoły. Wychowywali się w prowincjonalnej Malatyi. To on wciągnął młodszego Agcę w środowisko terrorystów. Dawni kompani mówią, że Celik był wyjątkowo brutalny i bezwzględny.

- Nawet nie wiadomo, ilu ludzi zabił - zamyśla się Can Dundar, turecki dziennikarz. - Jest bardzo prawdopodobne, że to właśnie on zabił słynnego dziennikarza Abdiego Ipekci.

Za to zabójstwo odpowiedział jednak Agca. Według Claire Sterling, zmarłej już dziennikarki z USA, chodziło o wykreowanie Agcy na brutalnego przestępcę. To miało ułatwić zrzucenie na niego całej winy za zamach na Papieża i odwrócenie uwagi od mocodawców.

Prawda za fortunę

To Celik zorganizował ucieczkę Agcy z więzienia Kartal, gdzie był osadzony po zabiciu tureckiego dziennikarza. A potem był jednym z mózgów zamachu na Papieża. To on w kwietniu 1981 r. kupił w Wiedniu browninga 9 mm, z którego Agca strzelał do Papieża. To też on zareklamował Agcę zleceniodawcom jako pewnego strzelca. Na tym jednak jego rola się nie kończyła. W czasie zamachu stał 20 metrów od Agcy. Ubrany w skórzaną kurtkę, dżinsy i trampki miał przy sobie berettę 7,65 i granat zaczepny. Jeśli z jakiegoś powodu Agca nie mógłby strzelić, miał to zrobić Celik. Strzelili obaj, Agca dwa razy, Celik raz. Papież był ranny w brzuch, prawy łokieć i palec wskazujący. Miał szczęście: kula o milimetry minęła najważniejsze organy. Agca miał pecha. Liczył na to, że wmiesza się w tłum i ucieknie. Nie udało się. Dzielna siostra Letizia z USA rzuciła mu się na szyję i zatrzymała aż do przyjścia policji. Więcej szczęścia miał Celik. Jeszcze tej nocy, jak było zaplanowane, wyjechał z Włoch razem z bułgarską pocztą dyplomatyczną. Nigdy nie został skazany za swój udział w zamachu. Przez wiele lat nikt nie wiedział, gdzie się podziewa. Został jednak ważny dowód jego obecności na placu Świętego Piotra: jeden z fotografów zrobił mu zdjęcie, jak ucieka z placu z pistoletem w ręku. Mimo to przez wiele lat nie udawało się go złapać. Stało się to 12 lat po zamachu, w 1993 r. Okazało się, że Celik mieszka we Francji, ma się dobrze i robi to, co umie najlepiej: handluje narkotykami. Francuska policja przekazała go Włochom. Ci oskarżyli go, że strzelał do Papieża. Niestety, nic nie udało się udowodnić. Agca nie sypał starych kumpli. Miał zbyt wiele do stracenia. W 1997 r. Celik wyjechał do Turcji. Zaraz potem... zaoferował dziennikowi "Paris Match", że za 50 mln dol. opowie, jak strzelał do Papieża. Dziennik nie przyjął oferty.

Pogadamy, jak zapłacisz

Chcę się spotkać z Oralem Celikiem i zapytać o jego rolę w zamachu na Papieża. Prawnik Celika mówi, że jego klient nie ma ochoty rozmawiać na ten temat. Odsyła mnie do książki, którą Celik wydał rok temu zaraz po śmierci Papieża. Książka była reklamowana w Turcji jako "pierwsza całkowicie prawdziwa historia zamachu na Papieża". Okazuje się, że jego "dzieło" to trzystustronicowy stek bzdur. Celik dowodzi, że pieniądze na zamach dały włoskie służby specjalne w porozumieniu z jednym z kardynałów i że Bułgarzy nie mieli z tym nic wspólnego. - Udział Bułgarów w tym zamachu to fakt - odparowuje Can Dundar. - Tureccy dziennikarze wykonali ogrom pracy, by to udokumentować. Najlepszy - Ugur Umcu - zapłacił za to życiem. Zastrzelili go nieznani sprawcy.

Tureccy dziennikarze pomagają mi namierzyć Celika. Dostaję przy okazji numer do innego z dawnych przyjaciół Agcy Omera Bagciego. Dzwonię do pierwszego z nich. Były terrorysta jest wściekły. - Skąd pan ma mój numer! Proszę więcej nie dzwonić! - krzyczy i rzuca słuchawką.

Dzwonię dwa dni później. - No dobrze - wzdycha ciężko Celik. - Co mam panu powiedzieć?

Rozmawiamy kilka minut. Celik wyraźnie chce mnie zbyć. Kiedy pytam o dzień zamachu, bezczelnie zaczyna żartować. Na koniec sugeruje, że gdybym zapłacił, rozmawiałoby się nam lepiej. Równie mało rozmowny jest Omer Bagci, rzeźnik ze Szwajcarii. To on przekazał Agcy kupionego przez Celika browninga. Bagci mieszka dziś w tureckim Denizli. Jest biznesmenem, a także znaczącym członkiem jednej z tureckich partii politycznych - nacjonalistycznej MHP.



Witold Szabłowski: Co Pan robił 13 maja 1981 r.?

Oral Celik: Wstałem rano, umyłem zęby, poszedłem do łazienki...

Co Pan robił wieczorem?

Byłem w Rzymie. Poszedłem na plac Świętego Piotra.

Co Pan tam robił?

Spacerowałem (śmiech).

Strzelił Pan do Papieża?

Strzeliłem albo i nie. Nic panu do tego. To już jest historia. Dziś jestem poważnym biznesmenem, handluję owocami. Proszę zadzwonić, gdyby chciał pan kupić owoce. Mam pyszne morele. Wie pan, że w Malatyi mamy najlepsze morele na świecie? Dam panu dobrą cenę.

Ale...

Ale, ale, ale! Jest pan strasznie uparty! Ja i tak mam dużo problemów bez pańskiej pomocy. Teraz mam kłopoty finansowe. Brakuje mi jakieś 300 tys. dol. na podatki. Jak mi się uda znaleźć te pieniądze, to może porozmawiamy. Rozumie pan? Tak? To do widzenia.

Witold Szabłowski: Co Pan robił 13 maja 1981 r.?

Omer Bagci: A pan co robił? Nie pamiętam. Jak mam pamiętać. Czy ja to zapisuję?

To dzień zamachu na Papieża.

Ja z tym nie mam nic wspólnego.

Pan przekazał broń Alemu Agcy.

Tak, dałem mu browninga. Byliśmy wtedy w takich grupach paramilitarnych...

Terrorystycznych...

Paramilitarnych. Ali przyszedł i poprosił mnie o pistolet. Powiedziałem mu: "Jesteś moim bratem, czemu miałbym ci nie dać pistoletu!". Myśmy wtedy wszyscy nazywali się braćmi. Skąd miałem wiedzieć, że on będzie chciał zabić Papieża! Od tamtego czasu nie widziałem Agcy ani raz.

A gdyby Pan go zobaczył?

Uściskałbym go jak brata. Dużo razem przeszliśmy.