Naukowcy wiedzą, kim był Gall Anonim

Daina Kolbuszewska, Poznań
13.02.2006 00:00
A A A Drukuj
Gall Anonim był mnichem z klasztoru św. Mikołaja na Lido w Wenecji - uważa prof. Tomasz Jasiński z poznańskiego Uniwersytetu im. A. Mickiewicza. Zdradził go jego kunszt, niechęć do jedzenia solonych ryb oraz spisana przez niego historia sprowadzenia relikwii św. Mikołaja do weneckiego klasztoru
Zdaniem badacza Gall Anonim był mnichem z klasztoru św. Mikołaja na Lido w Wenecji. Kronikarza zdradził kunszt literacki, niechęć do jedzenia solonych ryb oraz spisana przez niego historia sprowadzenia relikwii św. Mikołaja do weneckiego klasztoru.

Na pewno nie Francuz

- Zawsze na dobranoc czytam sobie oryginalne wersje historycznych tekstów. W czasie lektury Galla Anonima zaskoczył mnie niezwykle szczegółowy opis południowej Słowiańszczyzny. Tak dobrze mógł ją znać jedynie Wenecjanin - po prostu właśnie tamtędy prowadził szlak handlowy z Wenecji na Północ. Pomyślałem, że Gall Anonim mógł być właśnie Wenecjaninem - opowiada prof. Tomasz Jasiński, ceniony w Polsce źródłoznawca, przewodniczący Komisji Badań na rzecz Rozwoju Nauki w Radzie Nauki. Kiedy sprawdził swoje przypuszczenia, okazało się, że Gall Anonim, wbrew temu, czego wszyscy uczyliśmy się na lekcjach historii, na pewno nie był Gallem. - Wywody prof. Jasińskiego w pełni mnie przekonują. Wygląda na to, że nasz pierwszy kronikarz rzeczywiście był mnichem weneckim! - mówi prof. Tomasz Jurek, mediewista z PAN.

Rybny ślad

"Kronika polska" - najstarsza kronika powstała w latach 1112-16, opowiada dzieje Polski od czasów najdawniejszych do 1113 r. Jej autor, który przybył do Polski ok. 1110 r., pracował w kancelarii Bolesława Krzywoustego. - Od dawna przyjmowano, że kronikarz był obcokrajowcem, zresztą sam wprost o tym pisał. Był na pewno bardzo wykształconym człowiekiem i musiał przybyć z któregoś z intelektualnych centrów Europy. Uznano, że była to Francja i stąd Gall Anonim - wyjaśnia prof. Jurek.

Podczas lektury kroniki prof. Jasiński zwrócił uwagę na zniecierpliwienie autora, który przyzwyczajony do jedzenia świeżych ryb z codziennych połowów (takimi żywili się mieszkańcy południa Europy) w Polsce musiał się żywić rybami "słonymi i cuchnącymi" (solone ryby były wówczas jednym z najczęstszych dań serwowanych na polskich stołach).

Kolejną przesłanką przemawiającą za weneckim pochodzeniem kronikarza była jego świetna znajomość żeglugi morskiej (Wenecjanie byli znakomitymi żeglarzami).

Ostatecznie autora "Kroniki polskiej" zdradził niezwykły kunszt literacki. - Kronikarz kształcił się w ośrodku benedyktyńskim we Włoszech oraz we Francji, na co wyraźnie wskazuje sposób, w jaki pisał. - To był fenomen literacki, dla którego pisanie po łacinie było zabawą słowami - zachwyca się prof. Jasiński. Stosował m.in. specyficzny rozkład akcentów w prozie, którego używano wtedy jedynie na dworze papieskim. Właśnie analiza stylu i niezwykła giętkość językowa autora ostatecznie utwierdziły prof. Jasińskiego w przekonaniu, że Gall Anonim był Wenecjaninem.

Z ziemi włoskiej do polskiej

Pomogło w tym znane dzieło historiografii weneckiej "Historia o translacji św. Mikołaja..." (powstała po 1102 r.) i jej zbieżność z "Kroniką polską". - Konwencja literacka "Historii..." opowiadającej o zdobyciu i przywiezieniu z Myry do Wenecji relikwii świętego jest identyczna jak naszej "Kroniki"! - mówi prof. Jasiński, który szczegółowo przeanalizował obydwa dzieła i nie ma wątpliwości, że obydwa wyszły spod jednego pióra. Kim był autor "Historii..."? Mnichem z klasztoru św. Mikołaja na Lido w Wenecji.

- Jaką jednak mamy pewność, że autor "Historii..." i Kroniki to jedna i ta sama osoba? - Konstrukcyjnie oba dzieła zbudowane są na tym samym pomyśle - ich kluczowym elementem są modlitwy. A one są identyczne! - podsumowuje profesor.

Galla Anonima ze względu na jego częste upominanie się o zapłatę za swoją pracę pomawiano o chciwość. - Być może jednak zbierał pieniądze na odnowienie swojego weneckiego klasztoru, choć nie mam pewności - opowiada prof. Jasiński.

Na początku XII w. Wenecja została podtopiona przez fale morskie. Prawdopodobnie ucierpiał wtedy również klasztor na Lido. Mnisi rozeszli się więc po Europie, szukając środków na przywrócenie mu świetności. Może jeden z nich trafił wtedy do Polski.

Co się stało z "Gallem Anonimem", kiedy w 1116 r. przerwał prace nad kroniką polską?. Tego, niestety, nadal nie wiadomo.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX