Jak się robi film na podstawie komputerowej gry

Machinima to kino zrobione z gier komputerowych. W Polsce właśnie ukazała się gra "The Movies", która bardzo ułatwia jej tworzenie


Według gier komputerowych nakręcono już niejeden film. "Tomb Rider", "Mortal Kombat" czy "Doom" to najsłynniejsze przykłady. Dzieło filmowe można również stworzyć z samej gry, wystarczy za punkt wyjścia wziąć obrazy wyświetlane na monitorze.

Nowa gałąź twórczości nazywa się machinima. To zbitka od słów "machine" (komputer) i "animation" (animacja). Machinima ma już swój festiwal, wydano kilka książek na jej temat, a

animacje tego nurtu plenią się w internecie. Ponieważ walory graficzne gier z roku na rok rosną, zwolennicy machinimy nie mają wątpliwości, że stanie się ona wpływową dziedziną animacji. Tym bardziej że jej przygotowanie jest bardzo proste.



Dlaczego czerwoni nie lubią niebieskich?

Źródłem machinimy jest zabawa. Pierwsze filmy kręcili fani gier komputerowych jako krótkie parodie znanych seriali i filmów albo teledyski do ulubionej muzyki. Reżyserowanie własnych historii umożliwił im rozwój gier sieciowych. Dzięki połączeniu kilku komputerów ekipa filmowa mogła się podzielić na "aktorów" sterujących wirtualnymi bohaterami i wykonującego ujęcia "operatora". To dlatego zwolennicy machinimy nazywają ją "kinem z wirtualnej rzeczywistości".

Ostatnio twórcy tego nurtu coraz częściej korzystają z programów, które ingerują w kod gry. W ten sposób dzieło jest w stanie nakręcić jedna osoba, a cyfrowe postaci można zmusić do wykonywania karkołomnych układów choreograficznych, tak jak w teledysku zrobionym w grze "Half Life 2" do piosenki "Jerk it Out" zespołu Ceasars.

Machinima doczekała się już seriali. W "Red vs Blue" kosmiczni komandosi z gry "Halo" zadają sobie filozoficzne pytania (głos podkładają autorzy): "co ja tu robię?", "czym jest ten świat" albo "dlaczego my, czerwoni, musimy walczyć z niebieskimi?". Rozpoczęty w 2003 r. serial ma już 70 odcinków wydanych na trzech płytach DVD. Można go również ściągnąć z internetu, ale najpierw trzeba zasponsorować twórców, grupę Rooster Teeth. Wobec żądania część fanów zbuntowała się i powołała do życia bezpłatny antyserial - "Sponsors vs Freeloaders", który ma 29 części.

Podobnych dzieł powstają setki, a twórczy zapał użytkowników próbują wykorzystywać producenci gier. Niedawno odbył się konkurs na najlepszy film nakręcony w świecie popularnej internetowej gry "World of Warcraft". Prace można było zgłaszać w kategoriach "teledysk", "komedia" i "dramat". Suma nagród wyniosła 10 tys. dol.

Na całym świecie odbywają się festiwale machinimy, a jeden z poważniejszych odbył się w listopadzie ub.r. w Nowym Jorku. Wygrał filmik "Game on" stworzony na bazie gry "Unreal Tournament", w którym ujęcia z monitora przeplatają się w nim ze scenami z udziałem aktorów. Bohater "Game on" doznaje bowiem pomieszania rzeczywistości - prawdziwej i wirtualnej, po tym, jak wsiada do nowego modelu Volvo.

Hollywood i francuska demokracja

20 lat temu pisarz science fiction William Gibson wymyślił słowa "cyberprzestrzeń" i "cyberpunk". W najnowszej powieści "Rozpoznanie wzorca" opisał modę na internetowe filmiki, tzw. emefy. Ponieważ ekscytują się nimi internauci, wielkie koncerny chcą dotrzeć do ich autora, żeby złożyć mu propozycję reklamowej współpracy. Wygląda na to, że i w tym przypadku Gibson okazał się prorokiem.

Ojciec cyberpunkowej literatury nie przewidział jednak, że powstaną rozrywkowe tytuły, których celem będzie kręcenie machinimy. Taką grą jest wydana właśnie w Polsce "The Movies". To zabawny symulator wytwórni filmowej z czasów złotej epoki kina - od lat 30. do 50.

W "The Movies" sterujemy wirtualnym studiem filmowym w Hollywood. Musimy budować laboratoria, baraki scenarzystów, biura produkcyjne i postprodukcyjne, a także plany filmowe - dla westernów, filmów akcji, horrorów itd. Projektować fabrykę snów trzeba z głową. Jeśli toalety umieścimy zbyt od daleko planu, to zdjęcia się przeciągną.

Pasjonującym elementem gry jest prowadzenie kariery gwiazd - aktorów i reżyserów, których trzeba zatrudniać i obsadzać wedle ich talentu i doświadczenia. Wirtualni filmowcy mają swoją osobowość, toteż rozgrywka przypomina trochę słynną grę "Sims". Powierzenie przystojnemu dandysowi roli potwora w horrorze może się skończyć nie tylko klapą filmu, ale także stresem i alkoholizmem naszej gwiazdy.

W "The Movies" możemy szczegółowo zaplanować scenariusz powstającego dzieła. Każdy gatunek składa się z właściwych sobie "cegiełek", np. film akcji nie może obyć się bez pościgu czy bójki. Nakręcony obraz możemy przemontować i poddać osądowi wirtualnej publiczności. Jej przychylna reakcja pozwoli odzyskać zainwestowane pieniądze i zarobić na nową produkcję. W "The Movies" nie ma dotacji państwowych - kto kręci gnioty, ten bankrutuje.

Filmy z wirtualnej wytwórni możemy wyeksportować do plików WMV i umieścić w internecie, gdzie będą konkurować z innymi produkcjami z gatunku machinimy. Tutaj obejrzy je widownia z krwi i kości.

Co można nakręcić za pomocą gry? W listopadzie po zamieszkach we Francji zrobiło się głośno o nakręconym przy użyciu "The Movies" filmie "Francuska demokracja", który uznano za pierwszy sygnał dojrzewania machinimy do poważnych problemów. Film obejrzały setki tysięcy internautów, napisał o nim m.in. "Washington Post", a sam autor wystąpił w MTV.

13-minutową "Francuską demokrację" przygotował Alex Chan, 27-letni syn emigrantów z Hongkongu mieszkający na przedmieściach Paryża, który chciał zaprotestować przeciw rasizmowi i pokazać, co tak naprawdę skłoniło młodych ludzi do rewolty.

Film zaczyna się od tragicznej śmierci włamywaczy w budce transformatora, w której schronili się przed policją. Tło rozruchów, które nastąpiły później, poznajemy na przykładzie trójki kolorowych Francuzów. Jeden zostaje aresztowany, drugi nie dostaje pracy, bo "klienci muszą mieć zaufanie do pracowników firmy". Trzeci pada ofiarą pobicia.

Nakręcony za pomocą gry komputerowej film kończy się konstatacją, że w dzisiejszej Francji "wolność, równość i braterstwo" zostały wyparte przez "biedę, kłamstwa i nieporozumienia".

"The Movies", USA, 2005, dystr. Licomp Empik Multimedia