Kto rozkręcił awanturę o Mahometa

Od publikacji karykatur Mahometa w duńskim dzienniku "Jyllands-Posten" do wybuchu zamieszek w świecie muzułmańskim minęły aż cztery miesiące. Czemu pożar nie wybuchł wcześniej? I kto go rozpalił? Wszystkie tropy prowadzą do upartego duchownego muzułmańskiego z Kopenhagi.
Kiedy 30 września zobaczyłem karykatury, byłem zaszokowany - wspomina Ahmed Abu Laban, skromny imam meczetu w Kopenhadze i szef tamtejszego Muzułmańskiego Centrum Kulturalnego. Zgodnie z tradycją islamu przedstawianie wizerunku Proroka jest zabronione. Ma to uchronić wiernych przed pokusą modlitwy do obrazka, a nie do Boga. Dlatego Abu Laban skrzyknął swoich 11 kolegów, przywódców społeczności muzułmańskich imigrantów w Danii, na naradę wojenną. Napisali dwa listy protestacyjne - do "Jyllands-Posten" i duńskiego ministerstwa kultury. Jedyną odpowiedzią była nota z ministerstwa, że sprawę przekazano premierowi Andersowi Fogh Rasmussenowi.

W połowie października w Kopenhadze demonstrowało 5 tys. muzułmanów. Protest był pokojowy, a jego efekty mizerne. Wkrótce potem do akcji wkroczyli dyplomaci państw muzułmańskich. 11 ambasadorów zażądało spotkania z duńskim premierem. Wśród nich była ambasador Turcji, kandydata do UE, która mówiła o "obrażaniu islamu w imię demokracji i wolności". Chcieli rozmawiać z Rasmussenem nie tylko o karykaturach, ale o rzekomym prześladowaniu 200 tys. muzułmanów w Danii, o prywatnym Radiu Holger które po zamachach w Londynie latem ubiegłego roku wezwało do "eksterminacji islamskich radykałów w Europie". A również o ministrze kultury Brianie Mikkelsenie, który na konferencji konserwatywnej Partii Ludowej stwierdził: "Mniejszości tworzą równoległą rzeczywistość, w której kultywują średniowieczne zasady i niedemokratyczne poglądy!". I o deputowanej ludowców Louise Frevert, która na swojej stronie internetowej napisała, że "muzułmanie najwyraźniej myślą, że mogą gwałcić duńskie kobiety. Musimy ich twardo wsadzać do więzień". Ponieważ jednak duńskie zakłady karne są pełne, pani Frevert zaproponowała osadzenie duńskich muzułmanów w więzieniach rosyjskich.

Dyplomaci mieli też gorzkie słowa dla samego premiera Rasmussena, który, choć jest liberałem, a nie konserwatystą, też ma coś na sumieniu. To on wprowadził pięć lat temu, po zamachach al Kaidy na Nowy Jork i Waszyngton, restrykcyjne prawo imigracyjne. Dania, która w latach 90. była rajem muzułmańskich imigrantów, nagle przestała nim być.

Na to wszystko ambasadorzy chcieli poskarżyć się premierowi, ale Rasmussen odmówił spotkania. - To kwestia zasad - wyjaśniał. - Nie spotkam się z nimi, bo jako premier nie mam - i nie chcę mieć - żadnego wpływu na dziennikarzy. Jeśli ktoś czuje się obrażony, niech idzie do sądu.

Zgodnie z jego radą Abu Laban i jego przyjaciele zaskarżyli "Jyllands-Posten" do prokuratury. Tymczasem ambasadorzy odesłali sprawę do Ligi Arabskiej i Organizacji Konferencji Islamskiej, która grupuje kraje muzułmańskie z całego świata. OKI przekazała list z protestem do duńskiego rządu, ale sprawa przycichła i wydawało się, że umrze śmiercią naturalną.

Wtedy znów wziął ją w swoje ręce Abu Laban. Postanowił sprawę karykatur "umiędzynarodowić". - Rząd duński musi zrozumieć, że karykatury obrażają nie tylko muzułmanów w Danii, ale na całym świecie - mówił.

Po pomoc na Bliski Wschód

Pod koniec listopada na Bliski Wschód wyrusza delegacja muzułmanów z Kopenhagi. Najpierw docierają do Egiptu, gdzie spotykają się z duchownymi, uczonymi, dziennikarzami i aktywistami radykalnego Bractwa Muzułmańskiego. Przyjmują ich ludzie wpływowi: wielki imam Mohammed Sayed Tantawi, rektor uniwersytetu al Azhar w Kairze (najważniejszej uczelni w świecie islamu), mufti Egiptu Ali Dżuma i sekretarz generalny Ligi Arabskiej Amr Mussa.

Delegacja ma ze sobą 43-stronicowe dossier, w którym opisano czarno na białym, jak w Danii prześladuje się muzułmanów. Jest tam oczywiście 12 karykatur z "Jyllands-Posten", ale są też trzy dodatkowe, wyjątkowo wulgarne. Na jednej prorok Mahomet ma zamiast nosa ryj świni, na drugiej jest pedofilem. Na trzeciej pies gwałci modlącego się muzułmanina (świnia i pies to według muzułmanów zwierzęta nieczyste).

- W Egipcie pokazali rysunki, których nigdy nie zamieściliśmy - oburzał się Flemming Rose, redaktor "Jyllands-Posten". Skąd się zatem wzięły w dossier? Abu Laban wyjaśnia, że ktoś przysłał je do duńskich muzułmanów w listach z pogróżkami. Kiedy duńscy dziennikarze proszą go o kontakt z adresatem, odmawia. - Nikt nie twierdził, że wydrukowano je w "Posten", na ich przykładzie tylko pokazaliśmy "antyislamskie nastroje" panujące w Europie - wyjaśnia.

Dziś wiadomo już, że rzekomy Prorok ze świńskim ryjem to fatalnej jakości ksero zdjęcia z ludycznego konkursu we francuskim miasteczku Trie-sur-Baise. Zawody "Kwicz jak świnia" odbyły się 15 sierpnia. W świńskim przebraniu występuje jeden z uczestników, niezwiązany w żaden sposób z Prorokiem, ani nawet nie muzułmanin.

Ale delegacja z Danii skwapliwie pokazuje go egipskim dygnitarzom i dziennikarzom. Po spotkaniach w egipskich gazetach pojawiają się niestworzone historie: że w Danii toczy się kampania przeciw islamowi, że rząd planuje ocenzurowanie Koranu, wreszcie - że karykatur jest nie 12, lecz 120 i będą sukcesywnie publikowane. - Sprawa niczym wulkan wybuchła w egipskich mediach - chwali się Abu Laban. - I, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, wulkan poruszył masy.

Tymczasem w Danii powoli rozkręca się nagonka na "Jyllands-Posten". Redakcja została włączona do listy celów na internetowej stronie al Kaidy. Bliżej nieznane Chwalebne Brygady Północnej Europy rozpuściły w internecie obrazki krwi spływającej po duńskiej fladze. Redakcja otrzymywała fałszywe alarmy o zamachach bombowych, a redaktorzy dowiadywali się, że zlecono ich zabójstwo.

Na początku grudnia sprawa wyszła poza Danię. W Pakistanie Radykalna partia religijna Dżamat Islami zaoferowała 7 tys. euro dla śmiałka, który zabije autora karykatur. Redaktorzy "Jyllands-Posten" nigdzie nie ruszają się bez ochrony, ale nie tracą bojowego ducha. W komentarzu redakcyjnym 1 stycznia oskarżają duńskich muzułmanów podróżujących po Egipcie o oczernianie Duńczyków. - Nie mam słów na określenie ludzi, którzy otrzymali prawo życia w Danii, a teraz wędrują po krajach arabskich, siejąc nienawiść do Danii i jej obywateli - komentuje sprawę premier Rasmussen. Pia Kjarsgaard, przywódca Partii Ludowej, otwarcie mówi o "zdradzie".

- Nic złego nie zrobiliśmy. Skorzystaliśmy tylko za granicą z naszej wolności słowa - bronił się, nieco przewrotnie, jeden z uczestników wyprawy. Przecież wolność wypowiedzi była argumentem przy publikacji karykatur.

Byle do telewizji

Z Egiptu delegacja jedzie do Libanu, gdzie występuje na antenie radykalnie antyzachodniej i bardzo popularnej telewizji al Manar. Rajd zakończył się w Katarze, gdzie duńskich muzułmanów przyjął szejk Jusef al Kardawi, jeden z największych duchowych autorytetów islamu, którego fatwy i religijne zalecenia cieszą się szczególnym mirem. Szejk, z pochodzenia Egipcjanin, jest związany z radykalnym Bractwem Muzułmańskim. Oprócz autorytetu ma największe możliwe audytorium, bo prowadzi audycje religijne w katarskiej telewizji al Dżazira, najpopularniejszej na Bliskim Wschodzie. Na jej antenie al Kardawi wzywa muzułmanów na całym świecie do protestów.

Na początku grudnia w Mekce odbyło się spotkanie Organizacji Konferencji Islamskiej, na której byli przywódcy większości krajów muzułmańskich. Przemawia na nim szejk al Kardawi, a w kuluarach barwnie opowiada o duńskich karykaturach. Na świecie głównym doniesieniem z konferencji były wypowiedzi prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada, który zaproponował przeniesienie Izraela do Niemiec, Austrii lub na Alaskę. Jednak w cieniu tego efektownego apelu uczestnicy konferencji oficjalnie potępili karykatury. "Niepokoi nas rosnąca nienawiść do islamu i jego wyznawców. Potępiamy niedawne zhańbienie Proroka Mahometa w mediach niektórych krajów. Wolność słowa jest pretekstem do obrażania religii" - czytamy w oświadczeniu, które zostało przyjęte jednogłośnie.

W połowie stycznia karykatury były tematem nr 1 w al Dżazirze i w al Arabii, gdzie sprawę podchwycił inny, konkurencyjny dla al Kardawiego, kaznodzieja - szejk Salman Al Ouda. Do protestów wzywają też popularne strony internetowe - np. alsaha.com ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Założona przez radykalną sektę wahabitów, regularnie zamieszcza ona nagrania przywódców al Kaidy. Codziennie odwiedza ją ponad 100 tys. ludzi. Na początku stycznia alsaha.com poinformowała, że w centrum Kopenhagi regularnie odbywa się rytualne palenie Koranu.

Pod koniec grudnia Islamska Organizacja Edukacji, Nauki i Kultury, zrzeszająca 51 krajów, wezwała do bojkotu duńskich produktów. W piątek 20 stycznia identyczny apel wygłaszają imamowie w meczetach Arabii Saudyjskiej i duchowni z Kairu. Po protestach klientów z półek supermarketów zaczynają znikać duńskie produkty: klocki lego, buty ecco i przede wszystkim - żywność. Duńska firma Arla ma na Bliskim Wschodzie więcej klientów niż u siebie w kraju, co roku sprzedaje tam produkty za 500 mln dol. - Tracimy około 1,5 mln dol. dziennie - mówi pod koniec stycznia rzecznik firmy. W Arabii Saudyjskiej jedna z dostawczych ciężarówek Arli zostaje obrzucona kamieniami. Rząd Danii wezwał obywateli przebywających w Arabii Saudyjskiej do "najwyższej czujności", a Saudyjczycy odwołują z Kopenhagi swojego ambasadora. W Danii pojawiają się złowróżbne szacunki, że jeśli bojkot będzie trwał, pracę straci 11 tys. ludzi. Przerażone duńskie firmy zaczęły naciskać na "Jyllands-Posten", żeby wreszcie przeprosiło.

29 stycznia dziennik drukuje swoich łamach list do "szacownych obywateli Królestwa Arabii Saudyjskiej" - po arabsku i po duńsku. Redakcja wyraża żal, że została źle zrozumiana, ale słowa "przepraszam" nie używa. - Nie przeprosimy, bo gdybyśmy to zrobili, zdradzilibyśmy całe pokolenia naszych przodków, które walczyły o wolność słowa - argumentował redaktor naczelny Carsten Juste. Ale już dzień później zmienia zdanie. "Rysunki nie są sprzeczne z duńskim prawem, ale obraziły wielu muzułmanów, za co przepraszamy" - pisze.

Sytuację próbuje też ratować premier Rasmussen. - Jestem przybity faktem, że wielu muzułmanów widzi w karykaturach obrazę proroka Mahometa - mówi w telewizji al Arabija. - Wiem, że nie takie były intencje gazety. Przeprosiła ona za publikację i mam nadzieję, że to wystarczy.

Rasmussen jeszcze raz podkreśla, że nie może kontrolować mediów ani przepraszać w ich imieniu.

Okażcie wściekłość

Miesiąc temu prokurator okręgowy z Viborg odrzucił skargę duńskich muzułmanów przeciw "Jyllands-Posten". Ustalił, że karykatury nie dyskryminują ani nie obrażają. Muzułmanie zapowiedzieli, że kierują sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Pod koniec stycznia karykatury zaczęły masowo przedrukowywać europejskie gazety, a atmosfera w świecie arabskim jeszcze się rozgrzała. W piątek tydzień temu szejk al Kardawi wygłosił kazanie transmitowane przez katarską telewizję publiczną. - Musimy pokazać światu naszą wściekłość - mówił. - Przestrzegam słabe rządy, które z obawą patrzą w stronę Ameryki i próbują wysondować jej stanowisko: jak tam zareagują na nasz gniew? Zaprawdę powiadam wam, możemy żyć bez Ameryki i Europy. Nie potrzebujemy ich produktów. Kupimy je w Chinach, Japonii czy Malezji. Nie potrzebujemy nawet ich pieniędzy za ropę. Możemy wrócić do dawnego, prostego, ale godnego życia: pić mleko naszych wielbłądów i zjadać daktyle z naszych palm. Dziś zagrożony jest honor wszystkich muzułmanów, naszego Proroka i naszej religii. Powstańcie i pokażcie, że jesteście muzułmanami i że będziecie bronić swojej wiary z żarliwością!

I ludzie powstali. Dzień później zapłonęły duńskie ambasady w Bejrucie i Damaszku.

Tymczasem kopenhaski imam Abu Laban jest rozchwytywany przez media. W duńskiej telewizji potępia bojkot duńskich towarów, a kilka godzin potem w telewizji al Dżazira, już po arabsku, cieszy się, że bojkot jest powszechny. Dziennikarze badają jego przeszłość. Ma 60 lat, pochodzi z Palestyny. Na początku lat 90. miał kontakty z egipskimi terrorystami z Dżamaja Islamija, był asystentem jej przywódcy. W tym czasie tłumaczył też dla Aymana Zawahiriego, człowieka nr 2 w al Kaidzie, kiedy ten na krótko zatrzymał się w Danii.

Sam Abu Laban skromnie twierdzi, że to nie on jest sprawcą pożaru w świecie islamu. - W całej sprawie przypisują mi znacznie większą rolę, niż miałem - mówi. - A przecież ludzie nie mają pojęcia o moim istnieniu. Są wściekli, bo obrażono Proroka.

Skomentuj:
Kto rozkręcił awanturę o Mahometa
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX