Rosja chce powrotu do macierzy etnicznych Rosjan z krajów poradzieckich

Kreml chce sprowadzić do ojczyzny Rosjan z krajów byłego Związku Radzieckiego. Imigranci mają zapobiec katastrofie demograficznej w Rosji. - Może uratują nasze wschodnie prowincje przed całkowitą dominacją Chińczyków - przekonują Rosjanie
Prezydent Władimir Putin nakazał komisji kremlowskich urzędników, aby do czerwca tego roku opracowała system zachęt dla rosyjskiej repatriacji. To odwrócenie polityki carskiej Rosji, a następnie komunistycznych władz ZSRR, które za pomocą dodatków płacowych, awansów i przydziałów mieszkaniowych popychały Rosjan do emigracji na tereny podporządkowywane lub podbijane przez Moskwę. Ten proces został nagle zahamowany, gdy w 1991 r. budowane przez stulecia imperium gwałtownie rozpadło się na Rosję oraz kilkanaście niezależnych krajów obszaru poradzieckiego. Poza granicami rosyjskiej macierzy zostało wtedy co najmniej 25 mln etnicznych Rosjan.

Ponad połowie z nich udało się przesiedlić do Rosji w latach 90., choć tylko niewielka garstka skorzystała z obiecywanego finansowego wsparcia Moskwy dla repatriantów. Potem było o wiele gorzej, bo nowa rosyjska ustawa o obywatelstwie z 2002 r. zrównywała obywateli spoza rosyjskich krajów byłego ZSRR z "normalnymi cudzoziemcami". Już po roku ogłoszono kilkuletnie moratorium, dzięki któremu posiadacze radzieckich dowodów mogą uzyskać obywatelstwo rosyjskie w przyspieszonym trybie, ale z powodu bezwładu biurokracji nadal w Rosji mieszka ok. 2 mln nielegalnych imigrantów o rosyjskich korzeniach. Aby ubiegać się o obywatelstwo, muszą oni m.in. dowieść urzędnikom, że potrafią na siebie zarobić w Rosji.

Piętrzenie barier dla rosyjskiej imigracji tłumaczono m.in. niechęcią Moskwy do zupełnego zerwania z imperialną tradycją. Nowy pomysł Kremla kłóciłby się z nią w przypadku zachęty do imigracji z Ukrainy, która dla wielu Rosjan nadal nie jest "prawdziwą zagranicą". Posmak kapitulacji wobec niewielkich sąsiadów ma też wspieranie wyjazdów Rosjan z krajów nadbałtyckich, które od początku lat 90. dążą - jawnie bądź nieoficjalnie - do zmniejszenia u siebie odsetka ludności rosyjskojęzycznej. Dlaczego Kreml zmienia teraz swą politykę wobec imigrantów? - To proste. Rosji grozi wymarcie. Może nas uratować tylko imigracja - odpowiada etnolog prof. Walerij Tiszkow z Rosyjskiej Akademii Nauk.

Istotnie, wskutek niskiej liczby urodzeń (pięć razy mniejsza niż na początku lat 90.), alkoholizmu, narkomanii i epidemii HIV/AIDS liczba mieszkańców Rosji kurczy się w zawrotnym tempie. Rosja liczy obecnie 143 mln mieszkańców - to o 2,2 mln mniej niż w 2002 r. i aż o 5,3 mln mniej niż przed dziesięciu laty. Rosyjscy i ONZ-owscy eksperci prognozują, że Rosję w 2050 r. będzie zamieszkiwać zaledwie 101 mln ludzi. To i tak dość optymistyczne szacunki - nie brakuje bowiem demografów straszących, że w połowie XXI w. Rosja będzie liczyć zaledwie 77 mln mieszkańców.

Planowana przez Putina repatriacja miałaby - przynajmniej częściowo - wypełnić tę demograficzną dziurę. Niewykluczone, że imigranci będą nęceni dodatkami finansowym, ulgami mieszkaniowymi i obniżonymi podatkami w Rosji. Eksperci szacują, że na obszarze poradzieckim obecnie żyje 5-8 mln Rosjan, którzy byliby gotowi przeprowadzić się do Rosji. To stosunkowo niewiele, dlatego część polityków postuluje rozszerzenie repatriacyjnych przywilejów na ludzi o tylko częściowo rosyjskim pochodzeniu - Tatarów czy Białorusinów. - Chodzi o narody blisko związane z historyczną wieloetniczną Rosją - tłumaczą demografowie.

Plany zwiększenia repatriacji są dość popularne w Rosji, której mieszkańcy obsesyjnie obawiają się zalewu chińskich przybyszów. Rosyjska prasa otwarcie debatuje o ryzyku secesji rosyjskiego Dalekiego Wschodu, gdzie Rosjan, którzy wymierają lub wyjeżdżają, mieliby zdominować Chińczycy. - Dodatki repatriacyjne powinny być najwyższe dla imigrantów chcących osiąść w zagrożonym przez Chińczyków Chabarowsku lub Władywostoku - przekonują moskwianie.