Polscy muzułmanie: Chcemy swoich duchownych w wojsku

- Chcemy mieć swojego duchownego w wojsku. W ciągu roku powinien zacząć pracę w armii - zdradzają nam polscy muzułmanie. Rząd traktuje sprawę serio. Gdy imam zostanie powołany, w naszych jednostkach pojawią się sale do modlitw. Zmieniona zostanie także dieta dla wyznawców Allaha. MON nie boi się, że islamiści w turbanach staną się piątą kolumną w armii.
Szeregi wojska co roku zasilane są przez poborowych wyznających islam. W ciągu ostatnich pięciu lat było ich ponad 100, część z nich pełniła np. funkcję tłumaczy języka arabskiego. - Zależy nam, by przy polskiej armii powstał imamat. Niedługo spotkamy się w tej sprawie ze stroną rządową - zdradza nam mufti (islamski duchowny) Tomasz Miśkiewicz, przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP.

Muzułmanie, którzy w tej chwili pełnią służbę w armii, chcą, by ich duchowny pojawiał się na uroczystościach oficjalnych obok przedstawicieli Kościoła katolickiego, prawosławnego i ewangelicko-augsburskiego. Rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej Piotr Paszkowski potwierdza, że muzułmanie od kilku lat starają się o powołanie imamatu przy wojsku.

Po skandalu, jaki wywołało opublikowanie obrazoburczych karykatur Mahometa przez polski dziennik "Rzeczpospolita", mają duże szanse. Wyznawców Allaha za druk rysunków przeprosił już nasz rząd, ale gazeta nie wyraziła dostatecznej - ich zdaniem - skruchy. W czasie wczorajszego spotkania muftiego Miśkiewicza z wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych Ludwikiem Dornem muzułmanie na razie zrezygnowali z kierowania sprawy o obrazę uczuć religijnych do sądu. Nie rozmawiali z wicepremierem o utworzeniu imamatu, ale niedługo w tej sprawie ma się odbyć osobne spotkanie.

- Ostatniego imama w polskiej armii mieliśmy w 1939 r. Teraz jest szansa, że przed upływem roku znów zacznie działać - mówi mufti Miśkiewicz. - To byłby dowód, że Polska jest krajem tolerancyjnym i szanuje inne religie. W Europie imam działa np. w armii austriackiej - tłumaczy muzułmański duchowny z Białegostoku. Wyznawcy Allaha mają też swoich duchownych w wojsku amerykańskim.

Jak mufti wyobraża sobie praktykowanie islamu w polskiej armii i obowiązkowe modlitwy pięć razy dziennie? - Nie byłoby problemu. W garnizonie nie trzeba od razu budować meczetu, wystarczą sale modlitewne. Zresztą można się modlić nawet na poligonie - zapewnia. Kłopotem byłby posiłki. - Nie możemy jeść wieprzowiny i jej pochodnych np. smalcu, ale problem dotyczy niewielu osób, więc dałoby się to zorganizować - wyjaśnia Miśkiewicz. MON nie boi się zmian ani tego, że muzułmanie staną się piątą kolumną w szeregach naszego wojska. - Nawet gdyby został powołany imam, nie byłoby to niebezpieczne dla armii. Myślę, że jak w przypadku innych wyznań udałoby się pogodzić religijne i duchowe potrzeby żołnierzy z potrzebami wojska - mówi rzecznik Paszkowski.

Komentuje Marek Kubicki, arabista, redaktor naczelny portalu www.arabia.pl

- Powołanie immama jest słuszne, tym bardziej, że w polskiej armii działają również inni duchowni. Przecież muzułmanie, którzy trafiają do wojska, to obywatele naszego państwa, a nie imigranci z innych krajów. Polscy muzułmanie, zwłaszcza Tatarzy pokazali w przeszłości, że są wojskiem lojalnym i bardzo bojowym. W dwudziestoleciu międzywojennym były oddziały złożone wyłącznie z nich. Warto jednak pamiętać, że służba w polskiej armii, zwłaszcza teraz gdy bierzemy udział w misjach wojskowych w krajach islamskich, stawia wyznawców Allaha przed dylematem natury religijnej: muzułmanie nie powinni walczyć przeciwko innym muzułmanom, tak mówi jedna z interpretacji prawa muzułmańskiego. Z tej przyczyny osoby, które służyły np. w polskiej armii w Iraku jako tłumacze, są postrzegane przez część współwyznawców jako zdrajcy.