1000 osób zginęło w katastrofie promu

Około tysiąc osób zginęło w katastrofie egipskiego promu, który w nocy z czwartku na piątek zatonął w Morzu Czerwonym, 70 km od egipskiego kurortu Hurghada. Do tej pory zdołało się uratować 378 rozbitków - poinformował w sobotę rzecznik egipskiego ministerstwa komunikacji i transportu.
Wśród uratowanych jest trzyletnie dziecko - podano. Akcja ratunkowa nadal trwa.

Prom "Salam Boccaccio 98" z 1272 pasażerami, stuosobową załogą i 220 samochodami na pokładzie wypłynął z saudyjskiego portu Dubah w czwartek o siódmej wieczorem. Zdecydowaną większość pasażerów stanowili wracający do domu egipscy robotnicy z Arabii Saudyjskiej.

Do odległej o 100 km i położonej na przeciwnym brzegu egipskiej Safadży prom miał dotrzeć o trzeciej w nocy. Gdy wyruszał w nocny rejs, pogoda na saudyjskim wybrzeżu była fatalna. Szalały tam burze piaskowe i wichury. Niespokojne było także morze.

Właściciel promu zapewnia, że statek, choć pływał już od 35 lat, wciąż znajdował się w znakomitym stanie technicznym, a niedawno był nawet remontowany. Nie był też przeciążony - mógł bowiem przewozić nawet 2,5 tys. osób.

Francuski ekspert morski Yvan Perchoc twierdzi jednak, że "Salam 98" to stary prom włoski, które pierwotnie był przystosowany do przewozu jedynie pół tysiąca pasażerów. Egipski armator przebudowywał go jednak, dodając coraz to nowe pokłady, by zwielokrotnić liczbę pasażerów.

Kontakt z promem urwał się około dziesiątej w nocy, potem statek zniknął z radarów. Nikt nie odebrał żadnych sygnałów SOS. Okazało się, że prom zatonął 70 km od egipskiego kurortu Hurghada.

Dopiero w piątek w południe, dziesięć godzin po katastrofie, egipskie ekipy ratunkowe dotarły na miejsce tragedii. Piątkowego wieczoru ratownicy wyłowili z morza kilkadziesiąt ciał. Zwłoki znaleziono też na egipskim wybrzeżu.

Wichury i wysokie fale bardzo utrudniają poszukiwania i ratowanie kolejnych rozbitków. Ich szanse przeżycia zwiększają na szczęście ciepłe wody Morza Czerwonego - w lutym temperatura wody sięga tam 20 stopni.

Morze Czerwone należy do najbardziej uczęszczanych szlaków wodnych na świecie. Statki i promy kursują tu między Egiptem i Sudanem a Półwyspem Arabskim, a także przez Kanał Sueski do portów Ejlat i Akabada w Izraelu i Jordanii.

Piątkowa tragedia nie jest pierwszą, w której udział wziął prom należący do tego samego egipskiego armatora. Jesienią 2005 r. prom "Salam 95" zatonął u wejścia do Kanału Sueskiego po zderzeniu z cypryjskim statkiem. Zginęły wtedy dwie osoby.

"Salam 98" nie jest też pierwszym promem, który zatonął w drodze do egipskiego portu Safadża. W grudniu 1991 r. po zderzeniu z rafą koralową zatonął tam prom "Salam Express". Zginęły wówczas 464 osoby.

Piątkowe zatonięcie "Salama 98" jest jednak jedną z najtragiczniejszych katastrof morskich współczesnych czasów. Tysiąc osób zginęło w wyniku zatonięcia pasażerskich promów - u wybrzeży Gambii we wrześniu 2002 r., na Haiti w lutym 1993 r. oraz w Japonii w 1954 r.

852 osoby zginęły w wyniku zatonięcia promu "Estonia" na Bałtyku we wrześniu 1994 r. Blisko 4 tys. osób zginęło w katastrofie chińskiego parowca "Kiangya" w 1948 r., a prawie 4,5 tys. - w wyniku zderzenia promu z tankowcem na Filipinach w 1987 r. W katastrofie brytyjskiego "Titanica" w 1912 r. zginęły 1503 osoby.