Bush: Skończyć z uzależnieniem od ropy

W dorocznym orędziu o stanie państwa, prezydent George Bush największy nacisk położył na zmniejszenie uzależnienia USA od ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. Opowiedział się za biopaliwami nowej generacji oraz energią nuklearną.
W części przemówienia zgodnie uznawanej przez komentatorów za najważniejszą, Bush wezwał do zastąpienia ropy naftowej, która od dziesięcioleci jest jednym z filarów amerykańskiej gospodarki, przez inne źródła energii.

- Ameryka jest uzależniona od ropy, często sprowadzanej z niestabilnych części świata - mówił Bush. - Najlepszą metodą poradzenia sobie z tą sytuacją jest rozwój technologiczny.

Prezydent najbardziej zaskoczyl chyba obietnicą zredukowania o 75 procent uzależnienia Ameryki od ropy z Bliskiego Wschodu do roku 2025.

By to osiągnąć Bush zaproponował znaczne zwiększenie funduszy rządowych na badania nad "rewolucyjnymi" źródłami energii alternatywnej - słonecznej i wiatrowej, a także "czystej" energi z węgla kamiennego i nuklearnej. Wskazał też na budowę samochodów na wodór, oraz przede wszystkim na "biopaliwa nowej generacji" - etanol produkowany nie tylko jak dotąd w Ameryce z kukurydzy, ale także z odpadów drewnianych. DO tej pory produkcja biopaliw była niepraktyczna, gdyż pochłaniała zbyt wiele energii. - Naszym celem będzie uczynienie etanolu paliwem praktycznym i konkurencyjnym cenowo w ciągu sześciu lat - mówił Bush.

W ubiegłym roku ceny ropy - a co za tym idzie benzyny na stacjach - osiągnęły rekordowy poziom, stając się jedną z najbardziej palących kwesti politycznych w kochającej samochody Ameryce. Postępująca destabilizacja Bliskiego Wschodu - wojna w Iraku, kryzys wokół Iranu, a także huragany pustoszące ośrodki naftowe na Południu USA spowodowały, że potrzeba zmian stała się bardziej paląca niż kiedykolwiek wcześniej.

- Przez rozwój nowych technologii, Ameryka drastycznie poprawi stan środowiska naturalnego, odejdzie od gospodarki opartej na ropie naftowej, a nasze uzależnienie od Bliskiego Wschodu przejdzie do historii - zadeklarował Bush.

- To było bardzo zielone przemówienie - komentował konserwatywny redaktor Fox News Mort Kondracke. - Bush do tej pory raczej kojarzył się z postulatami zwiększenia wydobycia ropy. Tym razem przedstawił listę postulatów niemal żywcem ukradzioną z programu wyborczego Johna Kerryego.

Jednak mniej przychylni Bushowi dziennikarze "New York Timesa" natychmiast przypomnieli, że zmniejszenie uzależnienia Ameryki od ropy z Bliskiego Wschodu nie jest wcale tak ambitnym celem, jakim się wydaje, gdyż obecnie USA importuje stamtąd jedynie 20 proc. zużywanej ropy. Najwięcej sprowadza z Kanady i Meksyku.

Poza tym Bush nie zdecydował się zadrzeć z amerykańskimi koncernami motoryzacyjnymi, wprowadzając np. wyższe podatki od samochodów spalających zbyt dużo benzyny.

"W rzeczywistości w przemówieniu brakowało wielkich nowych inicjatyw prezydenta, który przez poprzednie pięć lat takich prowokacyjnych inicjatyw nie unikał" - skomentował NYT.

Aplauzy i mileczenie

Orędzie o stanie państwa - "State of the Union" - to coroczny spektakl. Prezydent wygłasza je do obu izb kongresu w najlepszym czasie telewizyjnym. Gdy wchodzi na salę witają go gromkie oklaski i okrzyki rozentuzjazmowanych zwolenników, podczas przemówienia, niemal po każdym zdaniu zrywają się oni z kolejnymi aplauzami. Opozycja - czasem też wstaje, ale raczej przez grzeczność. A częściej, gdy aplauz dotyczy najbardziej palących politycznie spraw - siedzi z zaciśniętymi ustami. W tym roku, gdy Republikanie wiwatowali, Demokraci siedzieli w ten sposób gdy Bush mówił o kontynuowaniu programu podsłuchiwania bez nakazów sądowych w sprawach związanych z terroryzmem, albo w momencie, gdy przedstawiał nowych, konserwatywnych sędziów w składzie Sądu Najwyższego.

Drodzy Irańczycy

W części niemal godzinnego przemówienia, poświęconej polityce zagranicznej prezydent odniósł się do bieżących tematów: wezwał palestyński Hamas do wyrzeczenia się terroryzmu i uznania Izraela. Zwrócił się też bezpośrednio do "obywateli Iranu": - Ameryka szanuje was, szanuje wasz kraj. Respektujemy wasze prawo wybrania własnej przyszłości i własnej wolności. A nasz naród ma nadzieję, że nadejdzie dzień, w którym będziemy w bliskiej przyjaźni z wolnym i demokratycznym Iranem.

Bush chciał w ten sposób wysłać sygnał do Irańczyków, że walka administracji z irańskim programem nuklearnym i groźba sankcji dyplomatycznych i gospodarczych są wymierzone w wąską teokratyczną klikę, która rządzi Iranem, a nie w ogół społeczeństwa. Eksperci od spraw Iranu od lat przedstawiają bowiem to społeczeństwo jako o wiele bardziej liberalne, otwarte na Zachód, wykształcone i gotowe do czerpania idei wolności i demokracji, niż chcieliby tego islamscy fundamentaliści.

Mówiąc o krajach, których społeczeństwa cierpią z powodu braku demokracji, wymienił Syrię, Koreę Płn., Iran, Birmę, Zimbabwe. Nie wymienił np. Białorusi, nie mówiąc już o Rosji.