Opłakujemy kolegów, ale osieroconych gołębi też żal - mówią hodowcy

- Naszych kolegów opłakujemy, ale i gołębi żal - mówią hodowcy, którzy ocaleli z katastrofy. I dlatego już wczoraj rano członkowie Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych zabrali się za inwentaryzację ocalałych z katastrofy ptaków. Z tysiąca udało się uratować sześćset. - Musimy rozpoznać osierocone ptaki i zaopiekować się nimi. Bo ptakami też trzeba się zająć - wyjaśnia Kazimierz Ludyga z Piekar, prezes katowickiego okręgu hodowców gołębi.
Ludyga i Marian Paraszczak, hodowca z Piekar, byli w sobotę w środku, kiedy zawaliła się konstrukcja.

- Przynajmniej połowa z tych, co zginęli, to nasi koledzy. A jeszcze nie wszyscy się odnaleźli, pewnie zostali pod blachami - cicho mówi Paraszczak. - Po niektórych z tych, co już nie żyją, to gołębie zostały.

Skrzynie z gołębiami wynosili z ruin strażacy i policjanci. Z równie wielkim poświęceniem, co ludzi.

- Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni - podaje Ludyga. - Każdego ptaka dokładnie oglądamy, czy nie ucierpiał, czy ma całe skrzydła. Po obrączce identyfikujemy, skąd jest i wypytujemy, czy jego właściciel żyje.

Ptaki zmagazynowano w siedzibie śląskiego oddziału związku, przy ul. Różanej w Chorzowie. Szare, ciemnowiśniowe, wielokolorowe i zupełnie białe. Wszystkie rasowe, za niektóre trzeba by zapłacić równowartość średniej klasy samochodu. Przebierają nogami, podfruwają i gruchają dobrotliwe. Wydaje się, że już otrząsnęły się po sobocie i najchętniej poszybowałyby w stronę nieba.

- Są w dobrej formie, często dużo lepszej niż ich właściciele - ocenia Paraszczak. - Będą jeszcze ładnie bujały na śląskim niebie. Tam będą bliżej naszych tragicznie zmarłych kamratów. A oni może, za przyzwoleniem świętego Piotra, wypatrzą stamtąd ptaki i im się radośniej na duszy zrobi. Bo gołębiarzem to się zostaje na całe życie i pewnie po śmierci ta pasja też nie mija.

Część ptaków podczas katastrofy samodzielnie wydostała się z klatek. Od tego czasu napuszone ciągle siedzą na przekrzywionej ścianie hali.

- Te też byśmy chcieli wyłapać, ale policja nam nie pozwala. Ruiny budynku ciągle grożą zawaleniem - wyjaśnia prezes Ludyga. - Ale jak tylko będziemy mogli wejść, to natychmiast zaopiekujemy się i tymi ptakami. Do tego czasu muszą na nas poczekać. Powinny przetrwać. Gołąb, jak się napuszy, to mu ciepło jest.

Co dalej będzie z Polskim Związkiem Hodowców Gołębi Pocztowych?

- Będziemy dalej działać! - gromkim głosem zapewnia prezes Kazimierz Ludyga. - Jesteśmy to winni naszym kolegom, którzy zginęli. Każdego roku 28 stycznia będzie dla nas datą szczególną. Kiedy już posprząta się ten złom, który pozostał z hali, to dobrze byłoby upamiętnić miejsce katastrofy. Może należałoby pomyśleć o pomniku z gołębiarzem i gołębiami na cokole. Żeby nikt nie zapomniał tej tragedii.

Hodowcy dyżurują i dokarmiają gołębie

W Katowicach hodowcy gołębi rasowych zrobili dyżury i codziennie przez kilka najbliższych dni będą dokarmiać ptaki, które uciekły z klatek i siedzą na dachach. - Hodowle są przetrzebione. Nadal nie mamy najbardziej utytułowanych okazów. Teraz każdy uratowany gołąb jest na wagę złota - przyznaje Dominik Langiewicz, prezes katowickiego Związku Hodowców Gołębi Rasowych.

Hodowcy z Katowic na wystawie prezentowali 888 gołębi rasowych. Udało im się uratować tylko 470 sztuk. Ptaki trzymają w klatkach w altance na ogródkach działkowych przy ul. Karłowicza. Ponad połowę uratowanego ptactwa wczoraj już odebrali hodowcy.

Pan Dominik jest załamany. Stracił trzynaście gołębi ze swojej kolekcji. Trzy okazy musiał uśpić, bo były ranne. Nie było sensu, żeby się męczyły. W niedzielę nic nie jadł. Od dwóch dni śpi po cztery godziny na dobę. Jest zmęczony, ale wie, że teraz nie może się poddać.

- Setka gołębi może jeszcze siedzieć na dachach - mówi Dominik Langiewicz, prezes Związku Hodowców Gołębi Rasowych w Katowicach. - Jest szansa, że uda nam się je wyłapać. Będziemy dyżurować i je dokarmiać. Gołębie są odporne na niskie temperatury. Mróz im nic nie zrobi. Same do domów nie dofruną, bo to nie są gołębie pocztowe, ale ozdobne. Za ciężkie są na takie podróże.