Gołąb wart 10 tys. zł przyleciał z katowickiej hali do właściciela

- Aż mi się łezka w oku zakręciła. To mój najlepszy gołąb, ba, najlepszy w Polsce, wyczynowiec. Najdalej to 900 km przeleciał, ale nie w takich warunkach - cieszy się 53-letni Józef Krzywania ze Starokrzepic koło Olesna. Jego gołąb, niebieski szpic, numer 493, wrócił cały i zdrowy z Katowic. - Ja nie pojechałem w tym roku. Przekazałem go tylko prezesowi naszego okręgu do reprezentacji.
Nie sądziłem, że wróci. Miał niesamowite szczęście - uważa. Ptak musiał sam wydostać się z klatki, a potem w mrozie leciał do swojego gołębnika aż 100 kilometrów. - Normalnie gołębie wypuszcza się do lotów, jak jest ciepło, przynajmniej 10 st. Celsjusza. Poza tym po drodze musiał uważać na drapieżniki. Nie mogę się nadziwić, że miał na tyle odwagi, żeby szukać domu - dodaje dumny hodowca.

493 nie ma imienia, numer wystarczy do identyfikacji. Jego matka pochodzi z hodowli pana Józefa, była latała, ojca znalazł mu w Holandii, też nie brał nigdy udziału w zawodach, oboje mają jednak doskonałe pochodzenie i najlepsze geny przekazali swojemu potomkowi. Wykluł się z jaja w 2000 r., od tego czasu nigdy nie zawiódł. Zdobył mistrzostwo Polski w lotach. Właściciel wycenia go na jakieś 10 tys. zł. Dopiero za taką cenę pan Józef mógłby rozważyć jego sprzedaż.

- To mój ulubieniec. Wiadomo, cenię go, bo zdobywa nagrody, jestem z niego dumny - opowiada hodowca ze Starokrzepic. - To ogromna satysfakcja wyhodować takiego ptaka. Tu nie wystarczy dobra krzyżówka, chociaż tak jak przy koniach ważne jest, jakich ma rodziców. Żeby gołąb dobrze latał, musi mieć zaufanie do właściciela. Wystarczy raz go przestraszyć i już się będzie chował, bał. Musi mu tu być dobrze, skoro zdecydował się na taką podróż - wyjaśnia.

Józef Krzywania ma stado 180 gołębi. Pierwsze ptaki dostał, kiedy miał siedem lat. Od tamtej pory miał tylko ośmioletnią przerwę w ich hodowli. Dziś to jego życiowa pasja. Wydaje na ptaki około 600 zł miesięcznie. - To trzeba kochać, ale jak ktoś przeżyje taką radość jak ja, kiedy 493 wrócił, zrozumie, dlaczego warto hodować gołębie - tłumaczy. 493 po powrocie do domu dostał najlepszą karmę. A na deser pan Józef wpuścił do jego klatki samiczkę. - Teraz będzie już tylko reproduktorem. Szkoda go na zawody, to zbyt niebezpieczne - mówi.