Generalski kłopot Bundeswehry

Jaką siłę rażenia mogą mieć faszystowskie wypowiedzi młodego porucznika Bundeswehry? Ogromną, zwłaszcza wtedy, gdy jego ojciec jest generałem, któremu nie podobają się proponowane przez ministra obrony reformy w armii
Porucznik Ruwe, student Akademii Dowódczej im. Helmuta Schmidta w Hamburgu, prestiżowej uczelni Bundeswehry, w zeszłym roku podczas kłótni obrzucił kolegów faszystowskimi i seksistowskimi obelgami. Ponieważ w tak politycznie poprawnej armii jak niemiecka takie zachowanie nie jest tolerowane, przeciwko porucznikowi z miejsca wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Jednak, choć postępowanie ciągnie się już ósmy miesiąc, porucznikowi kary nie wymierzono. Być może dlatego, że jego ojciec, generał porucznik Jürgen Ruwe, jest wiceinspektorem, czyli zastępcą dowódcy wojsk lądowych.

Ale to nie koniec dziwnych zdarzeń. Generał Ruwe dostał akta sprawy od swojego przyjaciela generała porucznika Hansa Heinricha Dietera, zastępcy generalnego inspektora Bundeswehry (to drugie stanowisko dowódcze w armii), któremu podlegają uczelnie wojskowe. Akta studiował ponoć razem ze swoim synem.

Gdy sprawa wyszła na jaw, minister obrony Franz Josef Jung (CDU) z miejsca postanowił wysłać obydwu generałów na emeryturę, uznając, że utracili jego zaufanie. Tyle tylko, że minister chciał odwołać generałów, nie podając przyczyn, ale szczegóły i tak przedostały się do opinii publicznej. I zaczęła się awantura.

Według generała Ruwe cała sprawa to wielka manipulacja, którą jego przeciwnicy rozpowszechniają w mediach, by go zdyskredytować. Wściekły generał wysłał do Bundestagu list, w którym określił decyzje Junga "skandalem", powody swojego zwolnienia "groteską" i prosił parlamentarzystów o interwencję. Ruwe odrzucił zarzut, że pokazał akta synowi. Jako ojciec chciał jedynie zapoznać się z ich treścią. Według wyjaśnień generała w ministerstwie dano mu najpierw do wyboru: albo emerytura, albo śledztwo w sprawie złamania tajemnicy wojskowej. Gdy wybrał śledztwo, mimo to postanowiono się go pozbyć.

- Popełniliśmy błąd, ale nie był on na tyle poważny, by nas usuwać ze służby - twierdzi z kolei w "Stuttgarter Zeitung" generał Dieter.

Oficerom nie udało się powstrzymać ministra Junga. A prezydent po krótkim wahaniu zaakceptował wniosek ministra obrony i przeniósł Ruwego i Dietera w stan spoczynku.

Teraz sprawa ich zwolnienia stała się przedmiotem debaty publicznej. FDP i Zieloni zmusili ministra Junga do publicznych wyjaśnień. Poza tym coraz więcej wskazuje na to, że sprawa porucznika Ruwego to tylko pretekst, by pozbyć się niewygodnych generałów. Jak podaje "Die Welt", Dieter i Ruwe sprzeciwiali się planowanej reformie Bundeswehry polegającej na ujednoliceniu dowodzenia poszczególnych rodzajów sił zbrojnych. W efekcie zlikwidowano by osobne dowództwa wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki, zastępując je jednym wspólnym dowództwem. Zwolennicy tego rozwiązania, m.in. generalny inspektor Bundeswehry Wolfgang Schniederhan, podkreślają oszczędności, jakie ono przyniesie. Przeciwnicy twierdzą, że jest ono niezgodne z niemiecką tradycją i zaszkodzi sprawności armii.

Nie wiadomo, jak potoczą się losy zwolnionych generałów. W 1984 r. w podobnie niejasny sposób zwolniono ze służby generała Kießlinga, którego po cichu oskarżono o homoseksualizm i odwiedzanie barów dla gejów, co miało być zagrożeniem dla bezpieczeństwa Niemiec. Po długiej politycznej batalii generała przywrócono do czynnej służby. Ruwe i Dieter na razie zapowiadają, że zaskarżą decyzję ministra do sądu.

Skomentuj:
Generalski kłopot Bundeswehry
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX