Potwór ze Szczecina skazany na dożywocie

Mordował szczecińskich bezdomnych, bo "miał uraz do pijanych i brudnych". - Ten człowiek stanowi fizyczne zagrożenie dla każdej osoby, którą spotka na ulicy - stwierdził wczoraj sąd, skazując 27-letniego Daniela Wojtukiewicza na dożywocie. I orzekł, że o warunkowe zwolnienie ten bestialski morderca będzie mógł ubiegać się za 40 lat.
Sąd, prokuratura, policja - wszyscy są zszokowani tym, co opętało tego młodego człowieka. Dwóch ludzi zabił. Dwóch zabić próbował, ale chociaż był przekonany, że zakatował ich skutecznie. Piątemu prawie wyłupił oczy. A wszystko w ciągu letnich dni w 2004 r.

Policja początkowo nie łączyła nawet tych zbrodni. Nikomu nie przyszło do głowy, że jeden człowiek może być zdolny do takiego bestialstwa. Dopiero, kiedy Daniel Wojtukiewicz został zatrzymany za ostatnie zabójstwo - 31 sierpnia 2004 r. opowiedzial , zdumionym policjantom co zrobił wcześniej.

Nie chcieli mu wierzyć, bo np. napaści na jednego z bezdomnych w ogóle nie odnotowano w policyjnych kartotekach. Sprawdzanie zeznań Wojtukiewicza zajęło kilka tygodni: wtedy jeszcze chętnie współpracował, szczegółowo opowiadał o miejscach i metodach zbrodni. Nie wstydził się opowiadać o ważnych okolicznościach, o których mógł wiedzieć tylko on i jego ofiara. Np. o czerwonym termosie - oprawca wyznał policjantom, że jego ofiara miała taki termos przy sobie przed napaścią. I policjanci znaleźli termos - zapomniany w wielkiej stercie śmieci, tam gdzie spał w noc napaści kloszard.

Skakał mu po głowie

Pierwszą ofiarą szczecińskiego "czyściciela" był kloszard Marek - jego zwłoki znaleziono w lipcu 2004 r. w parku w centrum Szczecina. Był uduszony, miał zmasakrowaną twarz. Daniel Wojtukiewicz przyznał, że najpierw go poddusił, potem skopał i skakał po jego głowie.

Drugi był bezdomny Jan, który nocował w komórce na podwórku w starym śródmieściu Szczecina (to ten z termosem). Wojtukiewicz wytropił go tam celowo, szedł za nim 31 sierpnia w nocy i poderżnął mu nożem gardło. Zostawił go przekonany, że umarł. Ale ktoś wezwał pomoc, lekarze zdążyli uratować bezdomnego, zanim się wykrwawił. Zdaniem lekarzy ocalenie tego człowieka było cudem.

Tej samej nocy oprawca zaatakował śpiącego na ulicy w swoim wózku pijanego inwalidę - Kazimierza. Wojtukiewicz dusił go taśmą do pakowania palet. Odszedł również przekonany, że Kazimierz nie żyje. Ale on również przeżył, może dlatego, że był pijany - w szpitalu nie pamiętał nawet, że cudem wywinął się śmierci.

Ostatniej sierpniowej nocy Daniel Wojtukiewicz zaatakował na dworcu głównym PKP. Podszedł do bezdomnych śpiących przy kasach bagażowych. Nad Bogdanem pochylił się z nożem kuchennym, włożył mu palce w oko i pytał, co mu urżnąć: ucho czy nos. Wtedy obudził się 56-letni Jan i przestraszony zaczął uciekać. "Czyściciel" pobiegł za nim. Dopadł go pod schodami i zasztyletował, po czym wsiadł do taksówki i odjechał. Jednak świadkowie zawiadomili policję i w ten sposób "czyściciel" wpadł.

Jakby zabijał muchy na ścianie

- O zbrodniach opowiadał beznamiętnie, bez śladu stresu związanego z takimi czynami. Tak jakby zabijał muchy na ścianie - mówił wczoraj zbulwersowany sędzia Maciej Strączyński. W wyroku zakazał wypuszczać warunkowo Wojtukiewicza przed upłynięciem 40 lat od rozpoczęcia odsiadki. - Stanowi fizyczne zagrożenie dla każdej osoby, którą spotka na ulicy. Dla bezpieczeństwa będzie mógł wyjść z więzienia dopiero wtedy, kiedy z powodu wieku i upływu sił nie będzie już stanowił zagrożenia - mówił sędzia Strączyński.

Wyrok nie jest prawomocny.

Czyściciel.

Tak nazwali go policjanci. W czasie śledztwa opowiadał im, że chciał wyczyścić miasto z pijaków i brudasów, do których "miał uraz". Podczas sądowego procesu odwołał wszystkie swoje wcześniejsze zeznania i nie przyznawał się winy. Choć sąd, wymierzając karę, decydował o całym jego dalszym życiu, on w tym czasie beztrosko poprawiał koszulę, oglądał sufit albo głupio się uśmiechał. Lekarze stwierdzili z całą pewnością, że jest poczytalny.

Czy normalny człowiek jest zdolny, aby chodzić z nożem po mieście i mordować niewinnych ludzi? Na to zakończony wczoraj proces nie dał odpowiedzi. Jedynie uspokoił przerażonych uczynkami zbrodniarza mieszkańców - bestia Daniel Wojtukiewicz już do końca swoich dni będzie oglądał słońce zza więziennych krat.