W Łódzkiem prawie połowa maturzystów, którzy mieli wczoraj zdawać język polski w sesji poprawkowe... nie przyszła na egzamin - ustaliła ?Gazeta?
Fot. Sergiusz Pęczek / AG
To osoby, które już zdały polski w maju, ale - niezadowolone z wyniku - chciały go poprawić. Taką możliwość dała nowa matura. W Łodzi postanowiły z niej skorzystać 463 osoby.
Najwięcej z nich miało pisać polski w aulach prywatnej uczelni przy ul. Kilińskiego. Przygotowano tam 194 miejsca. Siedemdziesiąt świeciło pustkami - tylu maturzystów nie przyszło. W VIII LO miało zdawać 51 osób. Zdawało 26, pozostali byli nieobecni. W szkole Cosinusa - kolejnym punkcie egzaminacyjnym - czekano na 129 maturzystów. Doczekano się zaledwie na 74. - W sumie w całej Łodzi nie przystąpiło do egzaminu prawie dwustu maturzystów z grupy ulepszającej majowy wynik - informuje Wiesława Zewald, dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.
Dlaczego masowo rezygnują z szansy poprawienia wyników? Tych, którzy najlepiej znają odpowiedź, wczoraj w szkołach nie było. Mówią za nich ci, którzy przyszli na egzamin.
- Latem, gdy trzeba było zapisywać się na poprawkę, wydawała się ona prosta, łatwa i przyjemna. Ale wiedza po kilku miesiącach wyparowała. Wielu osobom nie chciało się wkuwać od początku - powiedział jeden z maturzystów. Inny dodał: - Poprawka to także dodatkowy stres. Do części osób dociera to dopiero tuż przed egzaminem.
Trzecią hipotezę przedstawiła nauczycielka Iwona Jachowicz z komisji egzaminacyjnej: - Wiele osób, które zdały maturę i chciały ją tylko poprawić, teraz studiuje. Mają na głowie sesję, a nie drugą maturę.
W Łódzkiem na sesję poprawkową zapisało się ponad 3 tys. osób. To rekord. Podobne padły także w innych województwach. Przyczyna? Nowa matura zastąpiła egzaminy wstępne na uczelnie. Studentami zostają najlepsi maturzyści. Latem wielu nie dostało się na studia, inni dostali się, ale nie na wymarzone kierunki. Jedni i drudzy chcieli poprawiać zdaną maturę, by wreszcie zdobyć indeks upragnionego wydziału. Jak Tomek z II LO w Łodzi, który nie dostał się na anglistykę (zabrakło mu czterech punktów) albo Karolina przyjęta na polonistykę, ale marząca o prawie. - Dlatego zimą piszę maturę ponownie. Chcę zdobyć więcej punktów i znów startować na prawo - mówiła "Gazecie".
Osoby zgłaszające się na poprawki niczym nie ryzykowały. Jeśli - zamiast poprawić - pogorszyłyby majowy wynik, na świadectwie i tak zostaje ten lepszy.
Niska frekwencja na wczorajszym egzaminie oznacza wyrzucenie pieniędzy w błoto. Zwłaszcza że maturzyści nawalili również w innych województwach. W Centralnej Komisji Egzaminacyjnej dowiedzieliśmy się, że przygotowanie arkusza dla jednego maturzysty kosztuje ok. 12 zł. Sesja potrwa do końca stycznia, codziennie będzie zdawany inny przedmiot. Jeśli na matematyce, historii, geografii i kolejnych egzaminach powtórzy się sytuacja z języka polskiego, budżet państwa straci prawie ćwierć miliona złotych. Dlatego ministerstwo edukacji już teraz myśli o wprowadzeniu opłat za poprawianie zdanych przedmiotów. "Za" jest Wiesława Zewald z łódzkiej komisji: - Maturzysta dwa razy pomyśli, zanim zapisze się na ulepszanie wyniku i straty będą mniejsze.
- Ostateczna decyzja zapadnie po sesji - powiedział nam wczoraj Mieczysław Grabianowski, rzecznik resortu edukacji.