Boom na ministrantki w Polsce

W polskich kościołach coraz częściej przed ołtarzem widać dziewczyny. W całym kraju jest ich już ponad pół tysiąca. Ale nie wszystkim to się podoba
8-letnia Agnieszka Kotarbska chwali się, że 2005 rok był dla niej wyjątkowo szczęśliwy. - Zostałam ministrantką i teraz mogę pomagać księdzu podczas mszy - mówi. W ostatnią niedzielę pochwalił ją sam proboszcz. - Zginął mu śpiewnik, a ja go w porę znalazłam - cieszy się Agnieszka.

Dziś w całej Polsce jest ponad 500 ministrantek, czyli dwa razy więcej niż rok temu. Skąd ten wysyp? Według ks. Stanisława, w którego parafii służy Agnieszka, stało się tak dzięki sierpniowym Dniom Młodzieży w Kolonii. - W telewizyjnych relacjach pokazano, że wśród ministrantów służących Benedyktowi XVI były dziewczyny. Mnie samemu wcześniej by to do głowy nie przyszło, ale wtedy stało się oczywiste: skoro papież przyzwala, to czemu nie?

Ksiądz Stanisław myśli więc, że wtedy wielu innych księży mogło postąpić tak samo jak on - we wrześniu jak co roku zapytał dzieci, które chcą służyć do mszy. Ale tym razem dodał, że mogą się zgłaszać także dziewczynki. Zgłosiło się jedenaście.

Ale choć ks. Stanisław jest z nich zadowolony i zgodził się na publikację zdjęcia, prosi, by nie podawać nazwy jego parafii. - Oficjalnie biskup mojej diecezji zabrania przyjmowania dziewczynek w poczet ministrantów - mówi.

To prawda! Mimo że już 11 lat temu Jan Paweł II zezwolił dziewczynkom służyć do mszy, nasz Episkopat ustalił, że ostateczna decyzja - wolno czy nie - należy do biskupa konkretnej diecezji. Skutek jest taki, że dziś na 40 diecezji w Polsce w 21 dziewczyny mogą być ministrantkami, a w 19 - nie. Zakaz obowiązuje m.in. w diecezji warszawskiej, krakowskiej i przemyskiej, a przyzwolenie m.in. w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, olsztyńskiej i opolskiej.

Dlaczego biskupi nie są jednomyślni? Wytłumaczył nam to o. Dariusz Kowalczyk, jezuita: - Wielu biskupów uważa, że kiedy dziewczęta byłyby dopuszczone do ołtarza, z czasem wypchnęłyby chłopców. Wiadomo, że w tym wieku dziewczynki są bystrzejsze, lepiej czytają i są bardziej śmiałe, a to deprymowałoby chłopców. Ci rezygnowaliby i z czasem mogłoby być więcej ministrantek niż ministrantów. A to mogłoby mieć zły wpływ na liczbę nowych powołań.

Diecezja opolska nie boi się spadku powołań. To właśnie tam zaraz po tym, jak Jan Paweł II na to zezwolił, pojawiły się pierwsze ministrantki w Polsce (dziś jest ich ponad 100). Jednym z pierwszych kościołów tej diecezji, w którym zaczęły służyć dziewczyny, była parafia pw. św. Michała Archanioła w Pawłowie k. Raciborza.

- Któregoś dnia zauważyłem, że dziewczęta nudzą się po lekcjach i postanowiłem je zaangażować w coś pożytecznego. Pomyślałem, że mogą być ministrantkami - mówi ks. Zygmunt Hupka, miejscowy proboszcz. Sprawdziły się - dziś do mszy w Pawłowie służy ich aż dziewięć i z roku na rok zainteresowanie jest coraz większe. Niedawno zgłosiły się trzy kolejne kandydatki.

Jak ministrantki trafiły do Polski

W wielu krajach Europy Zachodniej pierwsze ministrantki pojawiły się już 20 lat temu. Pozwolił na to - choć niejednoznacznie - Sobór Watykański II. Dlatego powstały w Kościele kontrowersje: wolno czy nie wolno? Biskupi podzielili się na zwolenników i przeciwników ministrantek. Wydawało się, że spór w 1994 rozwiąże Jan Paweł II (zatwierdził instrukcję zezwalającą dziewczynkom służyć do mszy), ale podział pozostał.

W 1995 w Polsce pojawiło się pierwsze 30 ministrantek. Do r. 2004 roku ich liczba wzrosła do ok. 300, a w ciągu ostatniego - prawie się podwoiła. Przełomem, oprócz transmisji z Kolonii, było ogłoszone przez Watykan "Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego", w którym jest powiedziane, że dopuszcza się, aby ministrantami zostawały dziewczęta.