Po serii zwycięstw w walce z serwisami oferującymi darmowe pliki muzyczne w internecie koncerny fonograficzne poniosły w ojczyźnie szampana dotkliwą porażkę. Izba niższa francuskiego parlamentu w środę wieczorem przegłosowała legalizację serwisów darmowej wymiany plików (P2P). Sala posiedzeń była prawie pusta: za poprawkami do ustawy głosowało 30 deputowanych przy sprzeciwie 28. Nowelizację musi jeszcze zaakceptować izba wyższa parlamentu.
Gdyby jednak prawo weszło w życie w obecnej formie, ściąganie plików z serwisów P2P byłoby we Francji legalne pod warunkiem, że odbywa się tylko na użytek prywatny i internauta uiszcza "ogólną opłatę z tytułu praw autorskich". - To otwarcie drogi do legalizacji P2P w grupie 8 mln użytkowników internetu ściągających stamtąd pliki - powiedział w wywiadzie dla serwisu informacyjnego CNet Jean-Baptiste Soufron ze Stowarzyszenia Audiofilów, które reprezentuje sto osób pozwanych o nielegalne korzystanie z serwisów P2P.
Serwisy takie umożliwiają internautom dzielenie się plikami - np. muzyką czy filmami. Ich szybki rozwój (na całym świecie korzysta z nich kilkadziesiąt milionów osób) sprawił, że stały się one głównym wrogiem koncernów muzycznych i wytwórni filmowych. Darmowe wymienianie się plikami - najczęściej chronionymi prawami autorskimi - przynosi im bowiem rocznie straty liczone w miliardach dolarów.
Proponowane przez francuskich deputowanych zapisy dopuszczałyby, co prawda, tylko "kopiowanie na własny użytek", ale pojęcie to obejmuje tu przekazywanie kopii również znajomym. Inna sprawa, że w systemie peer to peer trudno w ogóle mówić o własnym użytku. - Nie da się tylko pobierać plików, jednocześnie ich nie udostępniając [obcym osobom korzystającym z sieci P2P]. Na tym polega istota tej usługi - podkreśla mec. Zdzisław A. Kaleta z kancelarii prawnej JurisConsulting.
Zdaniem Soufrona nowe prawo nie oznaczałoby złupienia autorów i firm, gdyż internetowi dostawcy podnieśliby o 2-5 euro miesięczny abonament osobom, które ściągają pliki. Ta dodatkowa opłata, przypominająca istniejącą już opłatę od nośników i urządzeń nagrywających, zasilałaby konta twórców.
Co innego uważają stowarzyszenia francuskiego przemysłu rozrywkowego, które zaprotestowały przeciw "wywłaszczaniu z praw autorskich w internecie" i zaapelowały do rządu o powstrzymanie niekorzystnych dla branży zmian prawnych. - Jeśli muzyka ma być darmowa, niech przedstawiciele rządu również pracują za darmo - powiedział francuski piosenkarz Michel Sardou.
Wieści z Francji "głęboko zaniepokoiły" również IFPI, światową organizację przemysłu muzycznego, która ściąganie plików cyfrowych z sieci w systemie peer to peer uznaje za piractwo. Według IFPI, zamiast promować rozwój legalnych serwisów muzycznych w internecie, Francja szkodzi rozwojowi swojego "przemysłu kulturalnego".
To, co się stało we francuskim parlamencie, było szokiem dla branży rozrywkowej, gdyż inne kraje obecnie zaostrzają przepisy przeciw internetowemu piractwu (tylko w Kanadzie w ubiegłym roku sędzia uznał, że ściąganie plików z internetu jest legalne). Na drodze prawnej udało się niedawno pokonać m.in. jeden z największych serwisów P2P Grokster.