Wilk, Bieszczady i Kapturek

12.12.2005 00:00
W ostatnim felietonie pisałem o powrocie wilków do Parku Narodowego "Yellowstone" i korzyściach z tego płynących. Myślałem, że do wilków już długo nie będę wracał. Okazało się, że nic z tego
Otóż jakiś czas temu pojawiła się w lokalnej prasie podkarpackiej, a później w krajowej informacja, że wilki zaatakowały w Bieszczadach nastolatka. Jak twierdzili miejscowi przedstawiciele władz leśnych i łowieckich, chłopiec miał wracać wieczorem do domu, gdy otoczyły go cztery wilki. Spłoszyły je światła samochodu, który tamtędy przypadkowo przejeżdżał. Między wierszami można przeczytać, że tylko to uratowało mu życie. Po jakimś czasie pojawiła się notka, że nie chodzi o jeden przypadek, ale "odnotowano kilka prób ataków wilków na ludzi". Czytając te doniesienia, można było odnieść wrażenie, że południowy wschód Polski nawiedziła plaga wilków ludojadów. Brakuje w tym tylko jednego dość ważnego szczegółu, a mianowicie ofiar. Nawet nie chodzi mi o to, że ktoś został zagryziony i zjedzony przez wilczą watahę. Pomimo prób nie udało mi się znaleźć kogokolwiek, kogo by bieszczadzkie wilki choć zadrapały. Zresztą naukowcy zajmujący się wilkami w tym rejonie twierdzą, że takiego wypadku raczej nie znajdę. Na czym więc polegają wilcze ataki?

Otóż okazuje się, że nastolatek szedł nocą do domu i czegoś się przestraszył. Zatrzymał więc jadącego samochodem kuzyna i po jakimś czasie zobaczyli w światłach samochodu wilki. Inna historia to chory na wściekliznę wilk, który zbliżał się do ludzi i został zastrzelony. Wygląda więc na to, że ataki to raczej przypadkowe spotkania z wilkami i nic poza tym, bo nawet sprawa z chorym na wściekliznę wilkiem nie skończyła się choćby małym zranieniem jakiegoś człowieka. Na pierwszy rzut oka wygląda to wszystko na jakieś nieporozumienie i pomyłkę. Przecież jeżeli przyjmiemy, że atakiem jest spotkanie jakiegoś zwierzęcia, to nasze lasy, w których poza wilkami żyją jelenie, łosie, dziki, a czasami żubry, powinny należeć do niezwykle niebezpiecznych. Dlaczego nikt o tym nie pisze i nie alarmuje, gdy ktoś zobaczy niedźwiedzia, który w przeciwieństwie do wilków naprawdę czasami może wytarmosić i poranić człowieka, jeżeli ten wejdzie mu w drogę? Skąd nagle te wilki takie groźne? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Otóż wilk to gatunek od blisko ośmiu lat chroniony na terenie całego kraju. I choć jest chroniony, to wielu myśliwych chciałoby do niego postrzelać. A jak tu strzelać do chronionego zwierzęcia bez powodu? Najpierw trzeba to jakoś społeczeństwu wytłumaczyć, a wielu ludzi nie da już sobie wcisnąć bajki o tym, że "wilki to szkodniki zagryzające jelenie dla przyjemności mordu". Trzeba znaleźć coś mocniejszego. A co może być lepsze niż ataki na ludzi. Niech się wszyscy boją bestii. Metoda prosta i bardzo skuteczna, no i wypróbowana, bo żywcem wzięta z bajki o Czerwonym Kapturku.

Zobacz najnowsze wideo

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje