W zamachu w Libanie zginął jeden z największych krytyków Syrii

Redaktor naczelny największego libańskiego dziennika, który jako jeden z pierwszych krytykował Syrię za jej politykę w Libanie, zginął w poniedziałek w zamachu na przedmieściach Bejrutu
Potężny wybuch nastąpił na trasie przejazdu samochodu Dżubrana Tueniego na wąskiej i stromej uliczce, którą jego kierowca skracał sobie drogę przez ruchliwe chrześcijańskie przedmieścia Bejrutu w porannej godzinie szczytu. Opancerzony samochód Tueniego stoczył się w przepaść. Zginęły co najmniej trzy osoby, a odłamki szkła raniły wiele osób, w tym robotników w pobliskiej fabryce. Wkrótce setki ludzi pojawiły się pod redakcją "An Nahar" w Bejrucie, którą Tueni kierował.

Tueni, który był także deputowanym do parlamentu libańskiego wybranego w maju w pierwszych wolnych wyborach po wycofaniu wojsk syryjskich z Libanu, wrócił do Bejrutu zaledwie poprzedniego dnia wieczorem po kilku miesiącach pobytu za granicą. Wiedział, że jest zagrożony. W sierpniu ujawnił istnienie listy libańskich dziennikarzy i polityków, którzy mają zginąć. Jego nazwisko było na pierwszym miejscu.

Ponad roku temu wuj Tueniego, minister Maruan Hamade, cudem ocalał z wybuchu bomby na trasie jego przejazdu. W czerwcu w zamachach bombowych zginął znany komentator "An Nahar" Samir Kassir i polityk partii komunistycznej George Hawi. We wrześniu bomba eksplodowała w samochodzie prezenterki telewizji libańskiej May Chidiac, ciężko ją kalecząc. Wszyscy byli znani z krytyki pod adresem Syrii, która kontrolowała Liban od 1990 roku.

Według Tueniego czarna lista osób do likwidacji dotarła do niego dzięki ekipie śledczej ONZ, która prowadzi międzynarodowe dochodzenie w sprawie śmierci byłego premiera Libanu Rafika Hariri zamordowanego w lutym w zamachu bombowym w Bejrucie. Odchodzący szef ekipy śledczej niemiecki prokurator Detlev Mehlis przedstawi Radzie Bezpieczeństwa ONZ swój raport. W jego pierwszej wersji opublikowanej w październiku Mehlis zarzucił udział w zamachu na Haririego wysokim funkcjonariuszom libańskich i syryjskich służb bezpieczeństwa. Zaś w raporcie, do którego wczoraj dotarł Reuters wysłannik ONZ pisze, że Syria nie współpracuje jak należy ze śledczymi ONZ. I wzywa władze w Damaszku by wreszcie zatrzymały wszystkich, których komisja ONZ podejrzewa o zorganizowanie i wykonanie zamachu na Haririego.

W swoich wstępniakach Tueni otwarcie krytykował Syrię i oskarżał ją o udział w zabójstwie Haririego. Podczas marcowej rewolucji cedrowej, kiedy setki tysięcy Libańczyków wyszło na ulice w proteście przeciwko obecności Syrii, Tueni jako pierwszy wezwał otwarcie Damaszek do zwrócenia Libanowi pełnej suwerenności i nawiązania równorzędnych stosunków między oboma krajami.

W jednym z ostatnich artykułów ostrzegał przywódców syryjskich, którzy mają na sumieniu masakry Libańczyków podczas wojny domowej w Libanie w latach 1975-90, że czeka ich los dyktatorów takich jak Hitler, Ceau escu, Miloszević czy Saddam Husajn. "Zachowanie władz syryjskich od chwili powstania komisji dochodzeniowej ONZ dowodzi, że Syria boi się prawdy i wyjścia na jaw jej praktyk w Libanie" - pisał Tueni.

Do Bejrutu wrócił pod naciskiem swoich współpracowników, którzy obawiali się, że przedłużająca się nieobecność głównych działaczy osłabia pozycję obozu antysyryjskiego. W radzie ministrów stworzonej po wyborach współzasiadają politycy antysyryjscy i prosyryjscy, przede wszystkim radykalny Hezbollah, który jako jedyna siła polityczna ma własną armię.

Damaszek wypiera się udziału w morderstwie Haririego i w pozostałych zamachach. Syria twierdzi, że zamach na Dżubrana Tueniego został przeprowadzony po to, by obciążyć Damaszek przed spotkaniem Rady Bezpieczeństwa i publikacją raportu Mehlisa.