Rozkład lotów CIA do Polski

Mieszkańcy mazurskiej wsi Szymany oceniają wielkość samolotów na podstawie wycia silników. Kiedyś na ukrytym w lesie lotnisku lądowały odrzutowce. Ostatnio awionetki. Tylko czasami zjawiają się duże maszyny głów państw: kiedyś Honeckera z NRD i Tity z Jugosławii, a ostatnio Kwaśniewskiego i króla Hiszpanii
Ale jak utrzymują pracownicy lotniska i mieszkańcy oddalonej o parę kilometrów wsi Szymany, w ostatnich latach na lotnisku duże samoloty lądowały częściej. Nazywają je "szpiegami" i nie chcą o nich opowiadać pod nazwiskiem.

- Lądują zawsze w nocy. Ostatnio 1 listopada. Ledwie zdążyłam zasnąć, a obudził mnie ryk potężnych silników - mówi mieszkanka Szyman.

- W Święto Zmarłych na lotnisku znowu coś się działo. Ryk był jak cholera. W kuchni szklanki aż tańczyły na stole - powierdza mężczyzna w średnim wieku. Oboje proszą o anonimowość.

Jedyny udokumentowany przypadek "szpiega" to lądowanie olbrzymiego boeinga 737, który na parę godzin zatrzymał się w Szymanach 22 września 2003 r. Kolos przyleciał ok. godz. 21. Zatrzymał się na końcu pasa startowego. Czekały tam na niego dwa minivany z przyciemnionymi szybami. Nikomu nie wolno było zbliżać się do samolotu. Boeing stał przez godzinę na włączonych silnikach pod lasem na płycie lotniska. Po czym odleciał.

Według Human Rights Watch, międzynarodowej organizacji obrońców praw człowieka, która bada, czy w Polsce były tajne więzienia CIA - boeing należał do firmy przykrywki amerykańskich służb specjalnych. Samolot miał być jedną z latających katowni - służył do przewozu islamskich terrorystów z Afganistanu do bazy CIA w Guantanamo na Kubie.

"Szpiedzy" zawsze płacą gotówką

Według naszych ustaleń w Szymanach wielokrotnie lądowały tajemnicze samoloty z USA. W styczniu 2002 r. pas startowy kryła gruba warstwa zmarzniętego śniegu. Ówczesny dyrektor lotniska Jarosław Jurczenko nie wiedział, czy zdoła zapewnić bezpieczne lądowanie. - Podobno dzwonili do niego z góry i grozili, że jeśli lądowisko nie zostanie oczyszczone, to polecą głowy. W ostatniej chwili udało mu się sprowadzić ciężki sprzęt odśnieżający ze Szczytna - przypomina sobie jeden z pracowników.

Jurczenko (był szefem lotniska do połowy 2003 r.) jest pewien, że lądująca zimą w Szymanach maszyna to był Gulfstream z cywilnymi oznaczeniami. - To na pewno byli Amerykanie - mówi.

Takich tajemniczych samolotów było znacznie więcej. Zazwyczaj były to właśnie Gulfstreamy, odrzutowce o połowę mniejsze od boeinga 737. Zawsze czekały na nie dwa minivany z przyciemnionymi szybami. Raz nawet na samolot czekała karetka pogotowia. Minivany miały wojskowe tablice rejestracyjne zaczynające się na literę H (w okolicach Szczytna wszyscy wiedzą, że na takich numerach jeżdżą samochody z pobliskich Starych Kiejkut, gdzie mieści się tajna baza szkoleniowa polskiego wywiadu).

"Szpiegów" traktowano na specjalnych zasadach. Samoloty nigdy nie wyłączały motorów i wbrew obowiązującym procedurom nie były poddawane odprawie celnej.

Zazwyczaj następnego dnia na lotnisku pojawiał się przedstawiciel jakiejś polskiej firmy i regulowała rachunek za lądowanie. Za każdym razem była to inna firma i inny przedstawiciel, ale opłaty były tak samo wysokie. Za usługę, której cena zazwyczaj nie przekracza 1600 zł, firmy zamawiające lądowanie dla "szpiegów" płaciły nawet dziesięć razy tyle. Na lotnisku witano ich z otwartymi rękoma i nie zadawano zbędnych pytań. Klienci zawsze płacili gotówką, przelewy bankowe ich nie interesowały.

Dlaczego celnicy nie skontrolowali boeinga

Po ujawnieniu wizyty boeinga 737 w Szymanach podawano w wątpliwość, że tak duża maszyna w ogóle mogła wylądować na tak małym lotnisku. My jednak dotarliśmy do dowodu.

Na lotnisku pod Szczytnem działało lotnicze przejście graniczne obsługiwanie przez pograniczników z Bezled. O lądowaniu amerykańskiej maszyny pogranicznicy dostali informację z kilkunastogodzinnym wyprzedzeniem. Do Szyman dotarli na godzinę przed przylotem boeinga. - Z zapisków w książce odpraw wynika, że boeing wylądował o 21. Na pokładzie było siedmiu członków załogi. Wszyscy Amerykanie. W Szymanach dosiadło się pięciu Amerykanów. Maszyna odleciała o 22 - mówi major Roman Krzemiński z Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej.

Kim byli ci Amerykanie? - Z naszej dokumentacji wynika, że to był lot handlowy. Wnioskujemy, że byli to jacyś handlowcy - uzupełnia mjr Krzemiński i dodaje, że z dokumentacji nie wynika, ani skąd samolot przyleciał, ani dokąd odleciał. W książce odpraw nie ma żadnych nazwisk. W tym czasie nie trzeba było notować personaliów pasażerów - tłumaczą pogranicznicy.

Nie wiadomo, czy poza 12 Amerykanów na pokładzie był ktoś jeszcze. Do maszyny, która stała na końcu pasa z włączonymi silnikami, nikt się nie zbliżał na mniej niż 200 m. Nawet celnicy, bo jak się okazuje, nikt ich o przylocie tego boeinga nie powiadomił.

- A to jest bardzo dziwne! Wcześniej mieliśmy wszystkie loty zgłaszane z wyprzedzeniem i nasi ludzie ze Szczytna jechali na lotnisko. W tym przypadku nie wiedzieliśmy nic - Ryszard Chudy, rzecznik Izby Celnej w Olsztynie nie potrafi ukryć zdumienia.

Zgodnie z procedurami celnicy musieliby wejść na pokład maszyny i sprawdzić, co i kto jest w środku.

Czy we wrześniu 2003 r. Warmia i Mazury oczekiwały jakichś amerykańskich handlowców? Miejscowi przedsiębiorcy nie są w stanie przypomnieć sobie ani jednego amerykańskiego przedsięwzięcia gospodarczego w regionie. Co więcej, nie są w stanie skojarzyć wizyty żadnej delegacji z USA.

- Gdyby rozglądali się za jakimś miejscem do inwestowania, to na pewno byśmy o tym wiedzieli - mówią warmińscy biznesmeni.

A co z innymi lotami?

Na lotnisku w Szymanach nie ma żadnego zapisu lądowania boeinga 737 w rejestrze lotów (to obowiązkowy na lotniskach wykaz wszystkich startów, lądowań, numerów samolotów). Obecny szef lotniska zapewnia, że dokumentacja jest niekompletna. - Pewnie przez bałagan, który był w firmie w czasie ostatnich trzech lat - tłumaczył Tomasz Maria Starowieyski.

Zdaniem pracowników lotniska dokumentacja jest kompletna. Po prostu nigdy nie odnotowano obecności tego samolotu. - Na wieży kontroli lotów jest książka z adnotacjami o operacjach lotniczych. Dla własnej ciekawości przejrzałem wszystkie wpisy. Informacji o tym boeingu nie ma - mówi pracowników lotniska.

Czy to oznacza, że w książce nie wpisano także innych samolotów CIA? Główny udziałowiec lotniska Agencja Ruchu Lotniczego w Warszawie nie chce udostępnić wglądu do rejestrów lotów do Szymanów. - To tajemnica handlowa - mówi prezes Rafał Marczewski.

Również mjr Krzemiński ze straży granicznej nie chce rozmawiać o innych samolotach: - Tego nie sprawdzaliśmy. Dla nas ten temat jest zakończony.

Co więc słyszeli mieszkańcy Szymanów 1 listopada tego roku? Czy był to kolejny samolot CIA?

W tym czasie odbywały się natowskie ćwiczenia wojskowe "Otwarta Przestrzeń". Na małej wysokości leciały wojskowe samoloty transportowe z Krakowa przez Warszawę, nad Mazurami i dalej do Trójmiasta, Gorzowa, aż do Mirosławca na środkowym Wybrzeżu. Nie planowano jednak lądowań w Szymanach. Może któryś jednak lądował?

Obecny prezes PPL Mazury w Szymanach unika odpowiedzi. - Nic o tym nie słyszałem. Nie było mnie wtedy na lotnisku - mówi Tomasz Maria Starowieyski.

Nazajutrz, czyli 2 listopada, amerykańska gazeta " The Washington Post" opublikowała artykuł, że CIA przerzucała islamistów samolotami z Afganistanu do Polski. Czy to kolejny zbieg okoliczności?