Skandal z przepisami o reklamie alkoholu

04.12.2005 00:00
Jeśli reklamujesz alkohol - czy to podając w barze podstawkę z nazwą piwa, czy instalując wielkie reklamy - musisz płacić podatek ministrowi sportu. Taki przepis obowiązuje od roku, tyle że nie wiedzą o nim nawet urzędy skarbowe
Chodzi o pieniądze, które Ministerstwu Sportu należą się z mocy nowelizacji do ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Trafiają one do Funduszu Zajęć Sportowo-Rekreacyjnych dla Uczniów. Przepis nakłada na wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób "świadczą usługę będącą reklamą alkoholu", 10-proc. podatek od uzyskanych w ten sposób przychodów. W tym celu wypełnić trzeba specjalną deklarację DRA-1 i wpłacić pieniądze na konto resortu sportu. Przepis wszedł w życie 17 lipca 2004 r. i - jak się zdaje - wszyscy natychmiast o nim zapomnieli.

O podatku przypomniano sobie dopiero teraz - gdy po zwycięskich wyborach PiS podzielił edukację i sport na dwa resorty. Nowe Ministerstwo Sportu postanowiło sprawdzić, co się dzieje z jego pieniędzmi. Departament ekonomiczny resortu przesłał do ministra finansów pismo, prosząc o przekazanie Izbom Skarbowym w kraju zalecenia, by pieniądze te ściągać. Izby przesłały zalecenie urzędom skarbowym.

Jedni nie wiedzą, inni obchodzą

I zaczęła się burza. Zdaniem Agaty Kaloty, prezes firmy PJH Doradztwo Gospodarcze, obowiązkiem tym objęci są wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób reklamują markę alkoholu lub nazwę i logo firmy produkującej alkohol. I to niezależnie od procentowej zawartości alkoholu w reklamowanym napoju. - Chodzi tu więc zarówno o domy mediowe i agencje reklamowe, poprzez które promuje się piwo w marketach czy na billboardach, jak i właścicieli pubów dających klientom podstawki pod kufle oraz drobnych sklepikarzy, którzy mają u siebie lodówki z logo marki alkoholu. I to również niezależnie od tego, czy za reklamowanie wzięli pieniądze, czy nie, bo w tym drugim wypadku jest to nieodpłatne świadczenie usług - podkreśla Kalota.

Roman Dera, prezes Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług, zapewnia jednak, że o takiej opłacie nigdy nie słyszał i jest przekonany, że nie wie o niej zdecydowana większość właścicieli pubów i sklepów ze stoiskami alkoholowymi. - To kolejny podatek, który nakłada się na nasze barki - oburza się.

O podatku od reklamy alkoholu nie słyszał też właściciel jednej z poznańskich agencji reklamowych (nie poda nazwiska, bo podatku siłą rzeczy nigdy nie zapłacił). - Nie wiedzą także o nim właściciele pubów, którzy wieszają u siebie banery z markami wódki, i plakaty reklamujące piwa - zapewnia.

O opłatach wiedzą duże domy mediowe, bo mają stały monitoring aktów prawnych. Ale i od nich resort sportu za wiele nie dostanie. - Obchodzimy ten przepis - przyznaje właściciel jednego z domów. - Wynagrodzenie z firmy produkującej alkohol dzielimy na dwie części: 25 proc. fakturujemy jako przychód podlegający temu podatkowi i 10 proc. tej sumy odprowadzamy, ale 75 proc. to już na fakturze koszt utrzymania reklamy (np. billboardowej) w czystości i dobrym stanie. Od tej kwoty minister sportu nie zobaczy ani złotówki - zaznacza.

Zdaniem prezesa Kaloty przedsiębiorcy, którzy dotychczas podatku nie płacili, powinni sporządzić zbiorcze deklaracje, podatek zapłacić wraz z odsetkami i wystąpić do fiskusa z tzw. czynnym żalem. Nieznajomość prawa bowiem nie tłumaczy.

Nie wiemy, o co chodzi

Inna sprawa, że trudno się dziwić przedsiębiorcom, skoro mało która księgowa w urzędzie skarbowym czy urzędnik odpowiedzialny za ściąganie tego podatku wie, o że taki obowiązek na podatników nałożono.

Sprawdziliśmy to, podając się za Andrzeja Nowaka - właściciela baru odpowiednio na warszawskim Mokotowie, łódzkim Widzewie, w Krakowie i w jednym z miast powiatu poznańskiego. - DRA-1? - dziwi się osoba, z którą połączono nas w urzędzie Warszawa Mokotów. - Nie mam pojęcia, o czym pan mówi. Proszę to sprawdzić, bo ten skrót raczej wygląda na deklarację ZUS-owską, a nie podatkową - tłumaczy zniecierpliwionym głosem rozmówczyni po wielokrotnych próbach ustalenia w innych działach, o co chodzi podatnikowi. Pracownica księgowości urzędu skarbowego Kraków Śródmieście bardzo chce pomóc, ale o 10-proc. podatku od reklamy alkoholu też w życiu nie słyszała. - Ale czy to jest VAT, czy dochodowy? - pyta. - A może powinien pan dzwonić do Izby Celnej? - zastanawia się i w końcu przełącza do operatora centrali. W Łodzi urzędnicy przyjmują inną taktykę. Też nie wiedzą, w czym rzecz, ale tak łatwo się do tego nie przyznają. - A czy pan na pewno jest naszym podatnikiem? Proszę o NIP - rozkazuje urzędniczka.

Dopiero w Pierwszym Urzędzie Skarbowym w Poznaniu, obsługującym powiat poznański, główna księgowa wie, o czym mówimy. Ale nie zmienia to faktu, że i tu nie otrzymujemy informacji. - Ja panu numeru konta nie podam. To zbyt poważna sprawa, by o tym rozmawiać przez telefon. Numer konta powiesimy w gablocie - zapewnia urzędniczka. "Andrzej Nowak": - Przecież przepis obowiązuje już od roku...

Główna księgowa: - No tak. Ale my też się dowiedzieliśmy o tym niedawno - przyznaje. - A numeru konta niech pan szuka na stronach Ministerstwa Sportu - podpowiada.

Ministerstwo Finansów nie chce sprawy komentować i odsyła do resortu sportu. Tu jednak - mimo wielu prób - nie udało nam się uzyskać informacji, ile pieniędzy wpłynęło na konto Ministerstwa od czasu obowiązywania ustawy i jakich kwot minister sportu spodziewa się w przyszłości.

Skomentuj:
Skandal z przepisami o reklamie alkoholu
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje