Novit - żerowanie na chorych na raka

Jan Nowacki nie był profesorem, novit nie jest lekiem. A jednak istnieją gabinety profesora Jana Nowackiego, w których tysiące osób chorych na raka zostawia pieniądze, wierząc, że w taki sposób ratują się przed śmiercią


Irena Molasy z Krakowa w lipcu dowiedziała się, że ma raka nerki - już z przerzutami i nie ma ratunku. Onkolodzy poddali się. Koleżanki z AGH (gdzie pani Molasy wykłada prawo) na wszystkie sposoby szukały dalej dla niej ratunku. Któraś dowiedziała się, że w Krakowie jest gabinet, w którym sprzedawany jest cudowny specyfik na raka - novit. Zapisały ją na wizytę.

- Lekarka, która mnie przyjęła, na początek uraczyła opowieścią o kuzynie, u którego nowotwór zmniejszył się o połowę już po zażyciu jednego opakowania novitu. Kupiłam więc tego paczkę. Zapłaciłam 78 zł - mówi Irena Molasy.

Siedząc w poczekalni, widziała kilku starszych, schorowanych ludzi. - Dziękowali za ratunek od śmierci ze łzami w oczach - opowiada pani Irena. Dopiero w domu znalazła czas, żeby spokojnie przeczytać materiały promocyjne i sprawdzić, co tak naprawdę kupiła.

W jednej z broszur przeczytała, że novit: "poprzez stymulację układu odpornościowego hamuje rozrost nowotworu, działa także bezpośrednio na komórki nowotworowe, spowalniając ich wzrost i powodując obumieranie". Tymczasem na pudełku odczytała, że to nie jest lek! Tylko suplement diety, w skład którego wchodzą m.in. związki żelaza, potasu, magnezu, miedzi, niklu.

Zaniosła to do swojego onkologa. - Złapał się za głowę, powiedział, że takie dawki żelaza, jakie są w novicie, akurat u mnie tylko przyśpieszą rozwój raka - opowiada. Zakazał używania, chyba że chcę szybciej umrzeć.

Profesor bez tytułu, lek bez badań

Preparat novit można kupić tylko poprzez gabinety Nowackiego. A te znajdują się w Warszawie i Krakowie. Jedynym producentem i dystrybutorem novitu jest warszawska firma Tivon. Zaś jej prezesem Paweł Zarzycki - wnuk nieżyjącego Nowackiego (tak się przedstawia).

Kiedy dziadek dostał profesorski tytuł i czy był lekarzem? - pytamy go. Odpowiada, że Nowacki był inżynierem po Politechnice Lwowskiej, ale pracownicy PAN, gdzie pracował po wojnie, zawsze zwracali się do niego "panie profesorze". Czy jednak miał prawo do tytułu profesorskiego? Twierdzi, że w rodzinie mówiło się, że była jakaś nominacja, ale gdzieś przepadła. W końcu przyznaje, że to tytuł grzecznościowy.

Czy novit przechodził badania kliniczne? Paweł Zarzycki twierdzi, że tak i że było to w 1978 r. w szpitalu w Wyrozębach. "W programie doświadczalnym wzięli udział ochotnicy leczący się z powodu nowotworów w szpitalu w Wyrozębach - dane kliniczne zostały zebrane przez ordynatora szpitala i były bardzo pozytywne" - czytamy w firmowych broszurach.

Ordynator ze szpitala w Wyrozębach nie żyje od kilku lat. Barbara Dumała, wdowa po nim: - Pani w sprawie novitu? Z całej Polski do mnie ludzie dzwonią. Mówię im prawdę, żeby się nie łudzili, że to ich wyleczy, żadnych badań klinicznych u nas nie było. Choć faktem jest, że na oddziale męża internisty pacjenci novit przyjmowali. Jedni spali po nim lepiej, innym poprawiał się apetyt, jeszcze inni wymiotowali. Ale wyleczeń żadnych nie było! - podkreśla Dumała.

Czy naprawdę brał to Papież

Tadeusz Czechowski, szef krakowskiej filii Gabinetu Profesora Jana Nowackiego, za wszelką cenę stara się przekonać, że preparat służy chorym na raka. Pokazuje księgę wpisów zadowolonych pacjentów. Daje film zatytułowany "Nie odbieraj nadziei bliźniemu swemu", który traktuje o życiu i dorobku Nowackiego.

Poczekalnia obwieszona jest plakatami z "profesorem". Żył w latach 1903-2002, nagrodzony przez Ojca Świętego Jana Pawła II medalami papieskimi Benemerenti. Ich kserokopie oprawione w ramki wiszą na ścianach.

W jednej z broszur znajdujemy opowieść, jak "Profesor pomagał Janowi Pawłowi II", i przedruk podziękowań z 1989 r. od biskupa Dziwisza: "dziękuje za trud doświadczeń naukowych zmierzających do ratowania zdrowia cierpiącego człowieka i przysłany novit". - Pacjenci widzą te plakaty, widzą zdjęcia z Papieżem w folderach i odbierają to jednoznacznie. - Biorę to samo co Papież - mówi Molasy.

- Ksiądz arcybiskup Dziwisz nie zna osoby o nazwisku Jan Nowacki. A papież Jan Paweł II nigdy nie przyjmował preparatu o nazwie novit - zaprzecza ks. Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii. Jak twierdzi, arcybiskupowi też nic nie wiadomo, by Nowacki był odznaczony przez instytucję kościelną.

- Rocznie w Polsce 80 tys. osób umiera na raka. Sądzę, że połowa z nich szuka pomocy u różnego rodzaju szarlatanów. Ile pieniędzy wydają na specyfiki bez udowodnionej skuteczności, nikt nie wie - mówi Grzegorz Luboiński z Warszawskiego Centrum Onkologii, ekspert Fundacji Batorego do walki z korupcją.

Chorzy na raka namawiani są do zakupu różnych cudownych preparatów. Panią Irenę Molasy namawiano m.in. do zażywania grzybków tybetańskich, biowapna i płetw rekina. Miesięczna kuracja grzybkami - ok. 600 zł. Rozpowszechniana jest też informacja, że Kamil Durczok zwyciężył nowotwór, bo zażywał ukrain - cena podobno wynosi 45 euro za ampułkę. Durczok zaprzecza: - Ukrainu nie brałem. To już drugi raz handlarze nadzieją żerują na moim nazwisku, sprzedając jakieś specyfiki na raka.

Co roku w Polsce u 120 tys. osób lekarze rozpoznają nowotwór. 40 proc. udaje się pomóc, pozostałym już nie.

Paweł Zarzycki i Tadeusz Czechowski odmówili autoryzacji wypowiedzi w tekście o novicie. Powodem podjęcia takiej decyzji jest przebieg rozmów z "Gazetą" "wskazujący nie na poszukiwanie obiektywnej informacji, a na udowodnienie wcześniej postawionej tezy, której istotą jest dezawuowanie postaci Profesora Jana Nowackiego i jego dzieła" - czytamy w oświadczeniu przysłanym do redakcji.