Sejmowa awanturka o becik

W czwartek Sejm nie odrzucił projektu LPR: 1000 zł becikowego na dziecko, niezależnie od dochodów rodziców. Za dalszą pracą nad projektem w komisjach były PiS, Samoobrona i PSL, które proponuje podniesienie zapomogi do 2 tys. zł. Zdecydowanie przeciw było PO
Liga proponuje "becikową" zapomogę na każde narodzone dziecko, ale chce też utrzymać dzisiejszy dodatek za urodzenie dziecka (500 zł dla rodzin z dochodem do 504 zł na osobę). Rząd woli dać 1000 zł tylko najuboższym - czyli podwyższyć dwukrotnie obecny dodatek. Poseł Tadeusz Cymański powiedział nam wczoraj, że w komisjach PiS będzie za takim rozwiązaniem.

Wczoraj w czasie drugiego czytania debata nad "becikowym" była burzliwa. Marszałek Sejmu Marek Jurek musiał kilkakrotnie interweniować. Przypominał np., że do przemawiającego posła w drugiej osobie liczby pojedynczej [per "ty"] można odezwać się z sali tylko serdecznie, bo inaczej ma to charakter obelżywy.

Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) twierdziła, że jej klub jest za "becikowym", ale nie dla bogaczy.

Zupełnie przeciwnie niż Andrzej Lepper. - A komu ubędzie, jak wszyscy dostaną po tysiąc złotych? Że urzędnicy mniej zarobią?! - grzmiał za chwilę szef Samoobrony. Jak twierdził, nie martwi go, że przy okazji dostaną i dzieci prezesów firm: - A co, te dzieci nie są polskie? Jak on taki bogaty prezes, bo od was, to może zrzec się zapomogi na rzecz biednych.

Jaruga-Nowacka proponowała, by raczej dać wielodzietnym ulgi podatkowe czy ulgi dla przedsiębiorców, którzy pomagają godzić pracę z wychowaniem (np. tworzą przedszkola przyzakładowe). - Czy nie trzeba też pomagać już matce oczekującej dziecka? - spytała, nawiązując do środowej propozycji jej klubowego kolegi Piotra Gadzinowskiego, który dociekał, dlaczego projekt Ligi wspiera dopiero dziecko urodzone, a nie już poczęte. Argumentował, że matka w ciąży musi się dobrze odżywiać.

- Czy pan chce dawać kapitalistom? - zwróciła się do Leppera Jaruga-Nowacka. I ona, i Sławomir Piechota z PO nazywali projekt Ligi prawem pisanym na kolanie. - Trzeba poważnej debaty, nie pospiesznych gestów - mówił Piechota. Lepper odparował, że zwolennicy projektu działają tak szybko, jak szybko kiedyś oni "doprowadzili rodzinę do ruiny, sprzedając Polskę": - Wy aksamitni i błękitni - zadrwił.

Ostatecznie posłowie skierowali projekt do komisji polityki społecznej oraz rodziny. Nie chcieli, by trafił też do komisji finansów oraz samorządu. Dlaczego?

- To zbędne - powiedział nam później Rajmund Moric z Samoobrony, szef komisji polityki społecznej. - Wszystko jest policzone. Wiemy, że na to trzeba 350 mln zł. A komisji samorządu też nie ma o co pytać, bo jest zapis, że gmina swoje "becikowe", jak będzie chciała, da, a jak nie, to nie. To byłoby tylko odwlekanie pilnej sprawy - mówi Moric. Tymczasem Marek Zuber, doradca ekonomiczny premiera, obawia się, że projekt LPR może kosztować budżet do 400 mln zł. Komisje mają zająć się projektem 6 grudnia.

Tadeusz Cymański (PiS) w debacie o "becikowym" powiedział w środę wieczorem: - Popatrzmy na bardzo kosztowną ulgę remontową, która kończy swój byt w tym roku, a kosztuje wiele miliardów złotych. Korzystają z niej ludzie skromnie na tapetę, kawałek wykładziny, ale też, nie ukrywajmy, na bardzo luksusowe nieraz remonty łazienek za 25 tys. zł. Wtedy osoba bardzo zamożna, poseł, burmistrz albo inny VIP

Piotr Gadzinowski (SLD): Wassermanna się czepia!

Tadeusz Cymański: Proszę się nie wcinać, panie pośle. Panie marszałku, czas na interwencję!

Wicemarszałek Marek Kotlinowski (LPR): To ja decyduję, kiedy jest czas na interwencję. Proszę o wysłuchanie z uwagą wystąpienia pana posła Cymańskiego.

Tadeusz Cymański: Chcę parlamentarnie, a się zapomnę i powiem: między wódkę a zakąskę wchodzi tu waść. Straciłem dwie minuty przez tę wypowiedź. Wypadłem też z rytmu.

Kto według Ciebie powinien otrzymywać ''becikowe''?