Świnie z certyfikatem UE

Koniec z podróbkami polskich świń! Gospodarstwo pod Poznaniem chce zastrzec swoje zwierzęta w Unii Europejskiej. Będą one produktem regionalnym - jak grecki ser feta
Co ma wspólnego świnia z gospodarstwa Złotniki z greckim oraz francuskim serem, węgierskim winem i włoskimi ciastami do pizzy?

Wszystkie te "produkty" mogą być niedługo na jednej liście - posiadaczy unijnego certyfikatu produktu regionalnego.

Wniosek o taki certyfikat przygotowuje Stowarzyszenie Hodowców i Producentów Świń Złotnickich. Andrzej Bobrowski, dyrektor departamentu rolnictwa w wielkopolskim urzędzie marszałkowskim, uważa, że świnki mają szansę go dostać. Przygotowane dokumenty, konieczne do rejestracji zwierząt, lada dzień trafią do Ministerstwa Rolnictwa. - A potem do Komisji Europejskiej, która sprawdzi we wszystkich krajach Unii, czy podobny produkt nie jest już zarejestrowany gdzieś indziej - mówi Andrzej Bobrowski. Cała procedura potrwa około roku.

Można założyć, że inne państwo nie pomyślało nawet o certyfikacie dla świń. Nasze są wyjątkowe - świnię złotnicką pstrą i białą - na bazie zwierząt kupionych po wojnie od repatriantów z Wileńszczyzny - wyhodował w gospodarstwie Złotniki prof. Stefan Alexandrowicz z Akademii Rolniczej. Ich mięso jest specyficzne i różni się od dostępnego w sklepach. - Ma niepowtarzalny marmurkowy przekrój z żyłami tłuszczu. Wynika to ze sposobu hodowli świni, który jest od początku do końca naturalny - zaznacza Bobrowski. Tę wyjątkowość potwierdza Julian Kałuski z gospodarstwa Chudopczyce: - Mamy 60 świń rasy złotnickiej. W hodowli nie stosujemy żadnych pasz z mączki kostnej czy rybnej. Używamy tylko naturalnych. A latem, podobnie jak świnie w Hiszpanii, nasza trzoda spaceruje po otwartych pastwiskach.

Ale po co świnie od razu rejestrować jako produkt regionalny w UE? Bo to jeden z podstawowych sposobów realizacji polityki jakości w Unii. Ma ochronić dziedzictwo kulturowe wsi i przyczynić się do zwiększenia atrakcyjności terenów wiejskich oraz rozwoju agroturystyki.

Co jeszcze do rejestru

O certyfikat walczą też inne polskie produkty - poznański rogal świętomarciński, ser smażony z Nowego Tomyśla i andruty kaliskie. Na liście są już m.in. bryndza podhalańska, oscypek, precelek krakowski czy śliwowica łącka.

Co o tym sądzisz?