Globalny plus lokalny to glokalny Harry

Socjolog Roland Robertson spopularyzował kilkanaście lat temu termin "glokalizacja" określający sytuacje, w których to co lokalne zderza się z globalnym. Ten termin wydaje mi się dobrze pasować do fenomenu Harry'ego Pottera.

Nie ma wątpliwości, że jest to zjawisko globalne - od Johannesburga po Tromsoe dzieci kupują książki, gry komputerowe i zabawki związane z tym cyklem.

Z drugiej jednak strony nie ma też wątpliwości co do jego lokalności - Harry Potter bardzo silnie zakorzeniony jest w Londynie i Wielkiej Brytanii.

Choć akcja rozgrywa się w wielu miejscach fikcyjnych, to jednak za każdym razem są one silnie osadzone w lokalnych realiach. Pociąg do Hogwartu, szkoły młodych czarodziejów, odjeżdża z dworca Kings Cross, z którego naprawdę z Londynu odjeżdżają pociągi na północ. Ulicy Pokątnej, na której czarodzieje dokonują swoich magicznych sprawunków, próżno wprawdzie szukać na mapie Londynu, ale jednocześnie mamy dostatecznie dużo wskazówek na temat jej położenia, by określić je z dokładnością do kodu pocztowego - jak już dawno ustalili to fani cyklu, są to okolice Charing Cross Road (kod WC2).

Jeszcze kilkanaście lat temu międzynarodowy sukces tak silnie "zlokalizowanej" opowieści uważano za niemożliwy. Alfonso Cuaron, reżyser trzeciej części przygód Harry'ego Pottera, wiedział o tym najlepiej, bowiem w 1995 r. dokonywał adaptacji "Małej księżniczki" Frances Hodgson Burnett.

Koncern Warnera, dla którego Cuaron kręcił ten film, postawił sprawę jasno - nikt nie chce oglądać filmów o "angielskich dzieciakach", akcja "Małej księżniczki" musi być więc przeniesiona do Nowego Jorku. Powstała przez to fabuła będąca historycznym absurdem. Widzimy tam Amerykanów wyruszających na front I wojny światowej... w 1914 roku, czyli trzy lata przed przystąpieniem USA do tej wojny! Taka wtedy była cena zaangażowania hollywoodzkiego koncernu.

Minęło od tego czasu zaledwie dziesięć lat, ale z punktu widzenia globalnej kultury masowej to już inna epoka. Światowe koncerny medialne nauczyły się, że w silnie zakorzenionych w lokalnych realiach historiach o Anglikach ("Opowieści z Narnii"), Rosjanach ("Nocny patrol") czy Japończykach (manga i anime) tkwi globalna siła.

Tendencja do przerabiania każdej opowieści na historię o kochających baseball i coca-colę Amerykanach jest już na szczęście martwa.

Za jej zabicie czarodziejowi w okularach powinniśmy być nawet bardziej wdzięczni niż za pokonanie złego lorda Voldemorta.

Którą ekranizację przygód Harry'ego Pottera uważasz za najlepszą?