Nowy komendant policji: Nie jestem polityczny

Nie pochwalam metod pracy Służby Bezpieczeństwa. Ale wśród byłych funkcjonariuszy SB są też ludzie, którzy przez ostatnich 16 lat często z narażeniem życia służyli w policji. Dlatego nie chcę stosować zasad zbiorowej odpowiedzialności - mówi gen. Marek Bieńkowski, nowy komendant główny policji
Piotr Machajski, Wojciech Czuchnowski: Policjanci zadają sobie pytanie: czy jesteśmy aż tak beznadziejni, że nie znalazł się pośród nas nikt, kto mógłby zostać komendantem głównym? Czy trzeba było powoływać na to stanowisko niepolicjanta?

Marek Bieńkowski: To dla mnie honor i zaszczyt kierować polską policją. Nie przyszedłem do niej w nagrodę. Chcę zrealizować program rządu dotyczący poprawy bezpieczeństwa. Szef policji nowojorskiej też jest cywilem i to wcale nie przeszkadza policjantom amerykańskim. Świetne wyniki miał także swego czasu cywilny szef policji hiszpańskiej.

Ale nie słyszymy od Pana tego, co mówią szefowie MSWiA. Że policji jest potrzebne uzdrowienie, sanacja, że to jest schorowany organizm.

Chcę walczyć skutecznie z przestępczością. Policja jest do tego narzędziem, a nie celem.

Przez pół roku przygotowywał Pan program poprawy bezpieczeństwa w Polsce. Rozmawiał Pan m.in. z policjantami. Na co się skarżyli?

Bardzo mocno irytowały ich niezrozumiałe decyzje kadrowe.

Na przykład?

No, mniejsza o nazwiska, ale to nie było czytelne, że po kontroli NIK-u wykazującej nieprawidłowości w zamówieniach publicznych osoba odpowiedzialna za tę sferę aktywności policji w nagrodę pojechała jako oficer łącznikowy na placówkę dyplomatyczną.

Ale to czemu Pan mówi, że bez nazwisk, skoro wszyscy wiemy, że chodzi o nadinspektora Zbigniewa Chwalińskiego. To on zatwierdzał decyzję o zakupie bez przetargu furgonetek Volkswagena, w sytuacji kiedy sam przez rok testował auto tej marki.

Tak. O nim mówili mi policjanci.

Co by Pan zrobił, gdyby wtedy był komendantem i byłby taki wynik badania NIK-u?

Nie byłem wówczas komendantem, ale nie ulega wątpliwości, że placówki zagraniczne nie są miejscem dla policjanta, który odchodzi na emeryturę w atmosferze skandalu.

Ludwik Dorn, zanim objął stanowisko ministra MSWiA, wielokrotnie mówił, że problemem policji jest stara generalicja. Pierwszym znakiem, że on zamierza tę generalicję odsunąć, jest Pańska nominacja. Tu chodzi o bardzo poważny, polityczny ruch.

A dlaczego polityczny? Dlaczego panowie nie widzicie tego programu jako całości? Minister mówi językiem polityka. Ja politykiem nie jestem. Śmiem twierdzić jednak, że w polskiej policji, tak jak w innych na całym świecie, w sposób naturalny musi nastąpić zmiana pokoleniowa.

Czy tu chodzi o to, że ktoś ma 50 czy 60 lat, czy też o to, że zaczynał służbę w PRL-u?

Ktoś może mieć pięćdziesiąt parę lat i myśleć kategoriami XXI wieku, a ktoś może mieć 35 lat i myśleć kategoriami człowieka z tamtej epoki. Zapewne panowie sięgnięcie zaraz do problematyki związanej z funkcjonariuszami wywodzącymi się z byłej Służby Bezpieczeństwa.

Trudno nie sięgnąć. Bo od ministra Dorna dowiedzieliśmy się, że głównym problemem policji nie jest brak komputerów, paliwa, sprzętu i pieniędzy, tylko byli funkcjonariusze SB, którzy, mimo że pozytywnie zweryfikowani, zostali określeni przez ministra jako funkcjonariusze drugiej kategorii.

Mnie to jednak nie zwalnia od indywidualnej oceny każdego policjanta przed podjęciem decyzji kadrowej.

A czy to, co Pan teraz mówi, przekłada się jakoś na zapowiedzi ministra Dorna?

Proszę jednak dać mi prawo, jakie mieli moi poprzednicy na tym stanowisku, i pozwolić dobrać sobie najbliższych współpracowników. Oceniając tych, którzy zajmą stanowiska kierownicze, muszę oczywiście przyglądać się ich przeszłości zawodowej, ale równie ważne będzie dla mnie to, jak pracują dzisiaj.

Weźmy przykład. Jest policjant, który pracuje od 20 lat. Przez pięć lat był w SB. Przez ostatnich 15 lat pracował w policji, miał wyniki, jest na stanowisku kierowniczym. Wedle słów Dorna powinien odejść ze służby.

Każdy przypadek będę traktował indywidualnie.

Czyli jest Pan w sporze z ministrem.

Nie.

Czyli minister się zagalopował.

Ho, ho! To ja bym się zagalopował, oceniając ministra. Nie widzę sprzeczności. Minister wyznacza ogólne zasady polityki kadrowej, ale to nie przekreśla moich uprawnień ustawowych do wskazywania najbliższych współpracowników. Mam tu swobodę, oczywiście w granicach prawa.

Ale zdaje Pan sobie przecież sprawę, że deklaracja ministra wywołała ogromne emocje.

No, dobrze, ale co chcecie, żebym powiedział? Że pochwalam metody pracy Służby Bezpieczeństwa? Nie pochwalam. Czy chcecie, żebym powiedział, że ta przeszłość jest pozytywną przesłanką? Nie jest. Ale wśród byłych funkcjonariuszy SB są też ludzie, którzy przez ostatnich 16 lat, często z narażeniem życia, służyli w policji. Dlatego nie chcę stosować zasad zbiorowej odpowiedzialności.

Kogo Pan sobie dobierze na zastępców?

Rzetelnych fachowców.

Policjantów?

Tak.

Nie będzie już więcej strażników granicznych w policji?

Nie będzie.

A czy powoływanie przez rząd nowych struktur policyjnych, takich jak Centralny Urząd Antykorupcyjny, nie jest kolejnym dowodem braku zaufania rządu do możliwości policji w zakresie badania tego typu przestępstw?

Skądże. Szukamy sojuszników w walce z korupcją. Policjant ma wykonywać prawo stanowione przez Sejm. A posłowie zostali zobligowani przez wyborców do zwalczania korupcji. Powstanie odpowiednia ustawa o nowym urzędzie, będą w niej opisane relacje z policją. Naszym obowiązkiem jest stosować prawo.

Wie Pan już, jaki samochód będzie miał do dyspozycji?

Jak się zorientowałem, to mercedesa z 1998 r.

Pytamy, bo były niejasności w związku z wielomiesięcznym testowaniem samochodów przez kadrę kierowniczą.

Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Absurdem jest, że kadra kierownicza jeździ samochodami, których producenci potem biorą udział w przetargach. Ale czy to ma oznaczać, że policja w ogóle ma nie testować aut, którymi potem jeździ?

Policja kupuje niewiarygodnie dużo różnych samochodów, w tym takie rozpadające się wynalazki jak rumuńska terenówka aro. Co Pan z tym zrobi?

Kiedy rozmawia się z komendantem policji, to on zwykle mówi: Wybudowałem tyle a tyle komisariatów, pokryłem blachą tyle a tyle dachów. To nieporozumienie. Komendanci powinni koncentrować się na odpowiedzialności za stan bezpieczeństwa, a nie na tym, czy dach przecieka. Dlatego chcę ucywilnić służby logistyczne w policji. Dobrze byłoby, gdyby wszelkimi zakupami zajmowało się MSWiA, aby nie wikłać funkcjonariuszy w kontakty z biznesem.

Każdy nowy komendant zapowiada, że wyciągnie policjantów zza biurek, że wyśle ich na ulice, że odbiurokratyzuje tę instytucję. Nic z tego nie wynika. Jaki Pan ma pomysł, żeby ten plan zrealizować?

Trzeba zatrudnić wreszcie tylu policjantów, aby nie było wakatów. Teraz jest ich każdego roku blisko 4 tys. Trzeba też przenieść policjantów pracujących w logistyce do służby prewencyjnej lub kryminalnej, w ich miejsce zatrudnić cywilów, zmniejszyć biurokrację, przekazać prowadzenie śledztw z powrotem prokuraturze, a konwojowanie aresztowanych i skazanych powierzyć wyłącznie wyspecjalizowanej formacji, bez możliwości wykorzystywania do tego policjantów patrolowych. I wreszcie, rzetelnie egzekwować od organizatorów imprez masowych wypełnianie ich ustawowych obowiązków. Wtedy powstanie naprawdę szansa na zwiększenie liczby policjantów na ulicach. Potrzeba tylko urealnienia policyjnego budżetu.

To może ma Pan jakiś projekt gotowy?

Żeby rzeczywiście myśleć o zmianie, trzeba przekonać posłów do zbudowania realnego budżetu. Wiem, że kierownictwo MSWiA będzie to czynić.

Ale budżet jest zatwierdzony, więc następny rok będzie stracony.

Prace w Sejmie trwają. Budżet na przyszły rok zakłada podwyżki dla policjantów, ale środki na to zostały wzięte z "rzeczówki" - z pieniędzy na paliwo, telefony i inne niezbędne zakupy i opłaty. I teraz mamy dylemat - czy podwyższamy pensje policjantów, które są kiepskie, czy jeździmy na interwencje. Trzeba zbudować porządny, czyli realny budżet policji, w którym są pieniądze na podwyżki, na obsadzenie wszystkich etatów, na odprawy i wreszcie na normalne funkcjonowanie całej formacji. Policja mogłaby choć przez trzy lata być finansowana w oparciu o stabilne zasady. To pozwoliłoby na jej modernizację i powstałaby szansa na bezpieczeństwo realne, a nie statystyczne.

Statystyki wskazują poprawę stanu bezpieczeństwa.

Ja ich nie neguję, ale wiem, że policjanci są zamęczani podkręcaniem wyników i nadmierną sprawozdawczością. Chcę się temu przyjrzeć. Będę wymagał od komendantów wojewódzkich redukowania przestępczości. To ich podstawowy obowiązek. Ale muszą też tępić ewentualne statystyczne fałszerstwa.

Wyobraźmy sobie polskiego policjanta w roku, dajmy na to, 2008.

Chcecie panowie, żebym złożył tutaj solenną deklarację?

Żebyśmy mogli później Pana rozliczyć.

Policjant będzie lepiej zarabiał dzięki motywacyjnemu systemowi płac. Zmodyfikowane szkolenie i doskonalenie zawodowe spowodują, że poczuje się pewniej w czasie interwencji. Powinien mieć też dobre indywidualne wyposażenie, dostęp do baz danych w niezbędnym zakresie i transport umożliwiający skuteczne działanie. I to jest bardzo realne, jeśli otrzymamy wystarczające środki.

Generał związkowiec

Marek Bieńkowski został komendantem głównym policji dwa tygodnie temu. Urzędowanie zaczął od mocnych deklaracji. Zapowiedział m. in., że w wewnętrznej policji (tropi nieuczciwych funkcjonariuszy we własnych szeregach) ma pracować trzy razy więcej policjantów. Po publikacji "Gazety" obiecał też wyrzucenie punktów handlowych SKOK-u z budynków policyjnych.

Bieńkowski jest pierwszym w historii III RP szefem policji, który nie jest policjantem. Ma 46 lat, jest z wykształcenia prawnikiem, ukończył Akademię Teologii Katolickiej w Warszawie. Przez wiele lat związany ze Szczecinem. Był etatowym związkowcem - m.in. pełnił funkcję rzecznika komisji krajowej Solidarności "80, blisko współpracował z legendą szczecińskiej "S" Marianem Jurczykiem. Ze służbami mundurowymi zetknął się po raz pierwszy, gdy w 1993 r. został członkiem rady konsultacyjnej przy komendancie wojewódzkim policji w Szczecinie. W tym samym roku zaczął pracę w resorcie spraw wewnętrznych, którym kierował wówczas Andrzej Milczanowski. Bieńkowski zrobił błyskawiczną karierę.

Zaczął od stanowiska komendanta pomorskiego oddziału straży granicznej. W 1996 r. ówczesny szef resortu Zbigniew Siemiątkowski mianował go zastępcą komendanta głównego SG, a rok później (za rządów AWS) był już jej komendantem głównym. W straży granicznej stworzył m.in. biuro spraw wewnętrznych ścigające przekupnych strażników. Odszedł ze służby w 2001 r. w stopniu generała. Od 2002 do września 2005 r. był doradcą w Najwyższej Izbie Kontroli.