USA nie oddadzą władzy nad internetem

W środę rusza w Tunisie Światowy Szczyt Społeczeństwa Informacyjnego ONZ. Zdominuje go spór o kontrolę nad internetem
Pozornie wydaje się, że internet jest niezależną, zdecentralizowaną instytucją, nad którą państwa i rządy nie mają władzy. Jednak każda sieć do sprawnego działania wymaga centrum koordynacyjnego. Światowym systemem łączy telefonicznych zarządza Międzynarodowa Unia Telekomunikacyjna (ITU), a internetem administruje prywatna organizacja non profit ICANN. Odpowiada ona za zarządzanie systemem nazw domen (DNS), czyli komputerami tłumaczącymi adresy w rodzaju www.gazeta.pl na adres w postaci ciągu cyfr zrozumiały dla komputerów.

O ile jednak ITU jest jedną z agend ONZ, to ICANN działa pod nadzorem Departamentu Handlu USA. Amerykański rząd nie tylko może wetować jej decyzje, ale też cofnąć licencję na zarządzanie internetem, która wygasa w marcu następnego roku.

Przez długi czas problem nie wzbudzał zainteresowania dyplomatów, ale z czasem, gdy internet konsekwentnie uzależniał od siebie gospodarki krajów, a USA dały się światu we znaki jednostronną interwencją w Iraku, pojawiły się pierwsze zarzuty. Co jeśli Departament Handlu USA nakaże wykasowanie z rejestru irańskiej domeny "ir"?

Już w 2003 r. na poprzednim szczycie w Genewie zaproponowano, by systemem DNS zarządzała zależna od ONZ Rada Internetowa. - Trzeba skończyć z amerykańską dominacją nad internetem - grzmią przedstawiciele właściwie wszystkich poza USA państw (o sprawie pisaliśmy już w sierpniu).

Zdaniem europejskiej komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów Viviane Reding wszystkie 25 krajów UE jednogłośnie domaga się utworzenia nowej, zbiorowej formy administracji internetu.

Przeciwnicy zwierzchnictwa Ameryki w internecie grożą, że jeśli USA nie oddadzą DNS, sieć może się podzielić. - Zależy nam jedynie na zapewnieniu internetowi globalnego zasięgu. To jest główny cel szczytu w Tunisie - zapewnia sekretarz generalny ONZ Kofi Annan.

Kto powinien administrować internetem?