Europarlamentarna awantura o wystawę LPR

Posłowie LPR zorganizowali w Parlamencie Europejskim wystawę poświęconą dzieciom. I wybuchła awantura. - Dokonałam aborcji i nie zgadzam się, by porównywano mnie z nazistami - krzyczała portugalska socjalistka. Potem polscy posłowie szarpali się z ochroniarzami. O co poszło?
Afera wybuchła we wtorek rano, kiedy eurodeputowani podziwiali w jednym z głównych korytarzy Europarlamentu w Strasburgu skromną wystawę - raptem kilka dużych plansz na sztalugach, głównie zdjęć dzieci, w tym także nienarodzonych. Nie są to fotografie szokujące, raczej słodkie obrazki dziecka w łonie matki. Wśród nich także fotografia Jana Pawła II.

Jedno zdjęcie jednak szokowało: nazistowskiego obozu zagłady, pod którym widniał podpis po angielsku, cytat z Matki Teresy mówiący, że największym zagrożeniem pokoju na świecie jest aborcja. I że jeśli matce pozwoli się na usunięcie dziecka, to nie powstrzyma się ludzi od zabijania się nawzajem. Ten cytat oraz fakt, że zdjęcie sąsiadowało ze zdjęciami nienarodzonych, nie pozostawiał wątpliwości: aborcja jest złem porównywalnym do Holocaustu.

Wielu eurodeputowanych się wściekło. Niemiecka socjaldemokratka Lissy Gröner weszła na salę obrad plenarnych i - w obecności wszystkich posłów - głośno zaprotestowała, nazywając zdjęcia obraźliwymi.

Wtórowały jej inne posłanki. - Sama dokonałam aborcji i nie zgadzam się, by porównywano mnie z nazistami - krzyczała, choć już nie na sali plenarnej Portugalka Ana Gomez.

Większość deputowanych biła paniom brawo, ale część broniła wystawy. - To wolność wypowiedzi! - przekonywał niemiecki chadek Bernd Posselt. Zamieszanie sprawiało dość szokujące wrażenie, bo tak gorąco w sali plenarnej PE bywa rzadko.

Kiedy w pobliżu wystawy pojawił się tłumek eurodeputowanych, doszło do przepychanek. Interweniowała ochrona, która zabrała kontrowersyjne zdjęcie do depozytu. - To skandal. To cenzura! - denerwował się Maciej Giertych, eurodeputowany LPR i pomysłodawca wystawy.

Ochrona działała na polecenie polskiej eurodeputowanej Genowefy Grabowskiej (SdPl, frakcja europejskich socjalistów). To ona - jako kwestor PE - wydaje zgody na organizację wszelkich wystaw w gmachu Parlamentu. Teraz Grabowska twierdzi, że dając zgodę LPR, nie wiedziała, iż na wystawie pojawi się tak kontrowersyjne zdjęcie.

- Zgłoszenie dostałam bardzo późno. Prosiłam, żeby wystawa nie była konfliktowa. Stało się inaczej... - powiedziała "Gazecie". - Niestety, pierwszy raz zdarzyło mi się, że musiałam nakazać ochronie schowanie części wystawy w depozycie. Wiele wystaw budziło kontrowersje, ale do tej pory udawało się wszystko wyjaśnić przed ich otwarciem - dodała.

Gröner, ta, która zaprotestowała jako pierwsza, powiedziała "Gazecie": - To czysta ideologia, obraza dla kobiet, obraza dla praw człowieka. Oni chcieli dać do zrozumienia, że naziści i obozy koncentracyjne są tym samym co aborcja. Parlament nie jest miejscem do takich wystąpień. Ta wystawa nie ma nic wspólnego z wolnością słowa! - dodała Niemka, dodając jednak, że usunięcie zdjęcia ją satysfakcjonuje.

Po południu gruchnęła wieść, że ochrona zlikwiduje całą wystawę. Posłowie LPS postawili więc wartę. Na czatach wytrzymali pół godziny, po czym sami zwinęli wszystkie zdjęcia, schowali je w swoich biurach i ogłosili, że wrócą w środę rano.

Co na to wszystko Maciej Giertych? Zapewnia, że pokazał kwestorowi PE wszystkie zdjęcia z wystawy i mówi, że on też został obrażony. - Dla nas obrazą jest kwestionowanie prawa do obrony życia nienarodzonych. Ci, którzy opowiadają się za aborcją, nie chcą zaakceptować, żebyśmy bronili dzieci w ten sposób - powiedział "Gazecie" eurodeputowany LPR.

LPR-u bronią inni polscy prawicowi deputowani. - Dobrze się stało, że taka wystawa została zorganizowana, bo w PE działa grupa deputowanych, którzy chcą wepchnąć prawo do aborcji do każdej możliwej unijnej polityki - mówi Konrad Szymański z ramienia PiS (należący do frakcji UEN - Unia Narodów).