Tłumy na Kongresie Obywatelskim

- Polska ma dziś problem ze zrozumieniem siebie, a także wyzwań przyszłości. Potrzebujemy lepszej debaty publicznej, lepszego rynku idei, wizji i koncepcji - mówił w sobotę, otwierając I Kongres Obywatelski Jan Szomburg
Zebrać Polaków z różnych środowisk, z rozmaitych stron, o różnych poglądach politycznych i sprawić, by rozmawiali ze sobą o najważniejszych sprawach kraju - czy to jeszcze możliwe? Kampania wyborcza, zwłaszcza jej ostatnie tygodnie, jeszcze bardziej uświadomiła nam ogólną dezintegrację społeczną, która od dawna stawała się faktem.

Ludzie, którzy od miesięcy przygotowywali pierwszy w Polsce Kongres Obywatelski, nie mogli wiedzieć, co przyniosą wybory, ale byli przekonani, że drogą, która może doprowadzić do naprawy Polski i jej szybszego rozwoju, jest prawdziwy dialog społeczny.

- Polska ma dziś problem ze zrozumieniem siebie, swoich wartości i tożsamości, możliwości i aspiracji. A także ze zrozumieniem wyzwań przyszłości, jakie przed nami stoją. Aby ten deficyt przezwyciężyć, potrzebujemy lepszej wymiany informacji, lepszej debaty publicznej, lepszego rynku idei, emocji, wizji i koncepcji - mówił, otwierając obrady inicjator całego przedsięwzięcia Jan Szomburg, prezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową w Gdańsku.

Zaznaczył przy tym, że nie chodzi o promocje jednego systemu wartości, ale o wymianę różnych idei i pomysłów, wyjście poza ograniczenia debaty eksperckiej i politycznej.

I chyba odkrył prawdziwą potrzebę - wielka aula Politechniki Warszawskiej, w której w wolną sobotę odbywały się obywatelskie obrady, pełna była nie tylko rano, tuż po otwarciu, ale także późnym popołudniem, kiedy obrady się kończyły. Przepełnione były też wszystkie sesje tematyczne, których było aż dziesięć - od szukania odpowiedzi na pytanie, jakich elit potrzebuje Polska, po wizje rozwoju gospodarczego, rozwoju nauki i miejsca Polski w świecie.

Okazało się, że to jeszcze za mało: przedstawiciele samorządów narzekali, że nie było sesji o samorządności, którą w swoim exposé pominął także nowy premier. - Czyżby była już nieważna - pytali.

Na Kongresie, jeśli pominąć marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, nie było aktualnych polityków, co najwyżej paru byłych. Bo też nie ma to być przedsięwzięcie polityczne, ale obywatelskie. Było więc wielu przedstawicieli organizacji pozarządowych, profesury różnych dziedzin, przedsiębiorców, ekonomistów. I bardzo dużo młodzieży, która w każdym panelu miała swojego przedstawiciela.

Ogólne poruszenie wywołała na sesji plenarnej młoda doktorantka socjologii Maria Rogaczewska, która bezpośrednim językiem mówiła o tym, jak Polskę widzi młodzież. Była po świeżym doświadczeniu studiów w Niemczech, gdzie studiuje mnóstwo Polaków. Są świetni, pracowici, ale ponad 90 proc. nie myśli o powrocie do kraju. I to nie tylko dlatego, że tu są mniejsze pieniądze. - To kwestia smaku - jak się wyraziła. Polska ich drażni - z powodu licznych skandali i afer, niesprawnych instytucji, aroganckich urzędników, korporacjonizmu i nepotyzmu na uczelniach, blokujących drogi awansu, wreszcie braku troski o kobiety, które nie mogą w Polsce pracować i mieć dzieci.

Odstrasza ich także klęska rodziców, często wyrzuconych przez transformację za burtę. - To wszystko wymaga poważnego rachunku sumienia - zakończyła.

Jeśli inicjatorom Kongresu starczy energii, by kontynuować dzieło, a proponowane sieci kontaktów internetowych się sprawdzą, może z tego powstać wielki kapitał myśli i idei. Pod warunkiem że politycy zechcą z niego korzystać.

Na kongresie powołano Polskie Forum Obywatelskie. Porozumiewać się można poprzez internetową agorę www.pfo.net.pl.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie - kolejny Kongres za rok.