Niemcy mają wreszcie "Wielką koalicję"

Niemcy mają wreszcie rząd. Szefowie CDU i SPD ostatecznie dopięli wczoraj wieczorem program rządu. Gabinet kanclerz Angeli Merkel za dziesięć dni czeka głosowanie nad wotum zaufania w Bundestagu
- To idealna umowa koalicyjna - powiedział dziennikarzom rozanielony socjaldemokrata Wolfgang Thierse, wiceprzewodniczący Bundestagu i uczestnik negocjacji z chadekami. Wczorajsze rozstrzygnięcie kończy kilkumiesięczny polityczny impas w Niemczech.

- Udało się nam dokonać niebywałych rzeczy - tak sukces negocjacji skomentowała Angela Merkel, pierwsza w historii Niemiec pani kanclerz. Trudno odmówić jej racji. Jeszcze w piątek rano nikt nie spodziewał się, że sprawy potoczą się tak szybko.

Gdy po przedterminowych wyborach 18 września okazało się, że faworyzowana w sondażach prawicowa koalicja CDU i FDP zdobyła zbyt mało głosów, by samodzielnie rządzić, komentatorzy wątpili w powstanie wielkiej koalicji. A to, że na jej czele stanie Angela Merkel, uznawali wręcz za nieprawdopodobne. Gdy SPD i CDU negocjowały już program rządu, głosy o nietrwałości tej misternej politycznej konstrukcji nie cichły.

A ona zachwiała się tylko raz i tylko na chwilę - w ub. tygodniu, gdy Franz Müntefering, desygnowany na wicekanclerza i ministra pracy, zrezygnował z szefowania SPD, a zaraz po nim z udziału w rządzie wycofał się bawarski premier Edmund Stoiber z CSU.

Rząd wielkiej koalicji będzie musiał w pierwszej kolejności zmierzyć się z ponad czteromilionowym bezrobociem, wielką dziurą budżetową i praktycznie zerowym wzrostem gospodarczym. Nowy rząd chce w tym celu stosować różne instrumenty, m.in. obcinać wydatki budżetu, podwyższyć podatek VAT do 19 proc. oraz podatek dla najlepiej zarabiających do 45 proc., opodatkować dodatki za pracę w weekendy i święta, zwiększyć składkę na ubezpieczenie emerytalne i zmniejszyć na ubezpieczenie od bezrobocia.

Do tego dochodzi liberalizacja prawa pracy i zaostrzenie reguł przyznawania zasiłków dla bezrobotnych. CDU ustąpiło SPD w sprawie zamykania elektrowni atomowych. Zgodnie z założeniami byłego już rządu ostatnia elektrownia zostanie więc zamknięta w 2021 r.

Wielka koalicja wydaje się sprzyjać Polsce, mimo, że fotel szefa MSZ obejmie Frank Walter Steinmeier, bliski współpracownik ustępującego kanclerza Gerharda Schrödera oraz współautor antyamerykańskiej i nieprzychylnej Warszawie osi Paryż-Berlin-Moskwa. Kanclerz Merkel, która zamierza wpływać na politykę zagraniczną ponad głową ministra, deklaruje, że chce z nowymi krajami UE nawiązać ciasną współpracę, a z stosunki z Polską będą dla niej tak samo ważne jak z Francją.

Co więcej - to właśnie Paryż i Warszawa mają być pierwszymi stolicami, jakie nowa kanclerz odwiedzi. Stosunki między nowym rządem a Związkiem Wypędzonych też układają się po naszej myśli: CDU i SPD zgodziły się współtworzyć europejską sieć instytucji upamiętniających wypędzenia, a nie budować zgodnie z wizją Eriki Steinbach Centrum przeciw Wypędzeniom w Berlinie. Nowy rząd będzie też starał się roztopić lody w stosunkach z USA. Natomiast nowa kanclerz nie będzie tak serdecznie jak poprzednik traktować prezydenta Rosji Władimira Putina.

Radość polityków nie przyćmiewa jednak wątpliwości. Komentatorzy zastanawiają się, jak długo rząd Merkel przetrwa i jaką pozycję będzie zajmować pani kanclerz: czy będzie dalej niezależnym od nikogo liderem, czy też stanie się zakładnikiem obydwu partii. SPD już wcześniej zapowiadało, że jakakolwiek próba przeforsowania decyzji ponad głowami socjaldemokratycznych ministrów będzie oznaczać śmierć koalicji. Rząd dodatkowo osłabia nieobecność w rządzie Edmunda Stoibera i Franza Münteferinga. Pierwszy polityk będzie mógł sabotować jego zdaniem zbyt liberalne posunięcia gabinetu, drugi nie będzie natomiast w tej sprawie zapobiec podobnej dywersji ze strony socjaldemokratów.

Jasne jest natomiast jedno. Władza w Niemczech przeszła wczoraj w ręce polityków wywodzących się z byłej NRD: kanclerz Merkel i nowego szefa SPD Matthiasa Platzecka. - Wychowywali się poza realiami zachodnich Niemiec, nie budowali państwa socjalnego. Teraz łatwiej im będzie je reformować - podsumowuje tygodnik "Der Spiegel".