"Panie prezesie, zadanie wykonane!"

Polska potrzebuje rozliczeń, ale jeszcze bardziej potrzebuje zgody - powiedział Lech Kaczyński w chwilę po ogłoszeniu wstępnych wyników. - Panie prezesie, melduję wykonanie zadania - zwrócił się do brata Jarosława, prezesa PiS.
W chwili gdy na ekranach telebimów pojawiły się słupki wykazujące zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego nad Donaldem Tuskiem, w Sali Marmurowej Pałacu Kultury i Nauki zapanowała euforia. Zwycięstwo Kaczyńskiego tłumnie przybyli posłowie, sympatycy PiS, najpierw powitali przeciągłym "jeeeeeest", potem rzucili się wzajemnie w objęcia. Odśpiewali: "Jeszcze Polska nie zginęła", a potem "Sto lat" Lechowi Kaczyńskiemu.

Kaczyński zaczął kampanię 18 marca od konwencji w Pałacu Kultury i kończył ją w tym samym miejscu. - Nie mogę państwu powiedzieć, kto wygrał te wybory, ale zapraszam wszystkich do bufetu, możecie państwo zjeść ostatnie kanapki w III Rzeczypospolitej - żartował członek sztabu wyborczego Kaczyńskiego Michał Kamiński na pół godziny przed ogłoszeniem wyników sondaży.

Zgromadzeni wiedzieli już od dziennikarzy, że według przecieków zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego jest niemal pewne.

Kaczyński swoje wystąpienie rozpoczął od podziękowań. Podziękował przede wszystkim tym, którzy na niego głosowali oraz sztabowcom Adamowi Bielanowi i Michałowi Kamińskiemu - dwóm europosłom, którzy prowadzili kampanię wyborczą. Potem wielu współpracownikom z partii, ale też ze stołecznego ratusza. W pewnym momencie zwrócił się również do Donalda Tuska, który - jak powiedział - wspaniale walczył w tej kampanii. Zachęcił "przyjaciół z PO" do wspólnego tworzenia rządu. Te słowa wywołały oklaski na sali.

Lech Kaczyński występował na scenie na tle rodziny. Na samym końcu wystąpienia zwrócił się do brata - Jarosława Kaczyńskiego, prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość. Nazwał go głównym strategiem kampanii i tym człowiekiem, która skierowała go na stanowisko prezydenta. - Panie prezesie, melduję, że zadanie wykonałem.

Chwilę później to właśnie Jarosław Kaczyński kontynuował listę podziękowań, w tym "odległym ideowo" zwolennikom Lecha Kaczyńskiego: Radiu Maryja (tu oklaski), "Solidarności" (skandowane "Solidarność, Solidarność") wreszcie Ryszardowi Bugajowi i Adamowi Gierkowi, synowi Edwarda (zdziwienie).

- Wygrał człowiek prawdziwy, a nie pewna marketingowa kreacja - tłumaczył powody zwycięstwa brata.

Adam Bielan mówił w niedzielę, że od pierwnej tury, gdy widać było, że Kaczyński ostro goni Tuska, był pewny wygranej. Jedynym momentem zwątpienia był dzień, w którym Jacek Kurski ogłosił swoje rewelacje o dziadku Tuska w Wehrmachcie.

Kaczyński zapowiadał też, że ze wszystkich sił będzie pomagał w tworzeniu koalicji i wspierał rząd Kazimierza Marcinkiewicza.

Jednak część polityków PiS wyrażała obawy, że z powodu "powyborczej frustracji" PO nie wejdzie do koalicji, a będzie liczyła, że mniejszościowy rząd PiS upadnie szybko i będą nowe wybory.

Szczególne zaniepokojenie wywołała wypowiedź Bronisława Komorowskiego z PO, który stwierdził, że po wygraniu wyborów "nie ma gwarancji dla powstania koalicji" i jeśli PiS wygrał wybory preyzdenckie i parlamentarne, to PO powinna się raczej rządom PiS przyglądać. - Mam nadzieję, że jest to jedynie osobisty pogląd pana Komorowskiego - mówił dziennikarzom Ludwik Dorn.

Inny z prominentnych polityków PiS powiedział: "PO przegrały wybory, ale jeśli wycofa się z koalicji to nie będzie przegrana, a ośmieszona - my proponujemy jej bardzo dużo, teraz być może nawet odrobinę więcej".

Lech Kaczyński był bardzo zmęczony miesiącami kampanii. Już rano, gdy na warszawskim Żoliborzu wrzucił do urny swój głos, zapowiedział, że jego pierwszą decyzją będzie krótki wypoczynek.

Jako pierwszy z życzeniami po polsku zatelefonował do niego prezydent Litwy Waldas Adamkus.