Pomoc dla Luizjany, czyli skok na kasę

Aż 250 mld dol. na odbudowę Luizjany i Nowego Orleanu domagają się kongresmani z tego stanu. Pieniądze miałyby pójść nie tylko na wały przeciwpowodziowe, ale też na promowanie sprzedaży krewetek i centrum badań nad trzciną cukrową. To skok na budżet państwa! - alarmują media
Projektowi ustawy przygotowanemu zgodnie przez wszystkich kongresmanów z Luizjany - Republikanów i Demokratów - na razie w Kongresie nikt otwarcie się nie sprzeciwił. Nic dziwnego - cała Ameryka nadal współczuje ofiarom huraganów "Katrina" i "Rita". Zapowiedź prezydenta Busha, że Nowy Orlean zostanie odbudowany "bez względu na koszty", spotkała się z powszechnym aplauzem. Kongresmani nie chcą więc publicznie okazywać braku wrażliwości, blokując ustawę przyznającą pieniądze na odbudowę Luizjany.

Szabrownicy z Luizjany

Politycy z tego zniszczonego stanu, jakby wyczuwając nastroje, poszli na całość. Do projektu ustawy wpisali praktycznie wszystko, co przyszło do głowy grupie miejscowych urzędników, lobbystów, biznesmenów. Korpus inżynieryjny armii USA tradycyjnie prowadzący w Ameryce większość wielkich projektów publicznych, takich jak regulowanie rzek, budowa wałów przeciwpowodziowych, wielkich tam, mostów itd., ma dostać według ustawy aż 40 mld dol. na zabezpieczenie Nowego Orleanu przed kolejną powodzią. Jednak eksperci z korpusu ocenili, że na nowe umocnienia, które uchronią miasto przed powodzią i huraganem kategorii 5, czyli najwyższej, wystarczy 3,5 mld dol. Nieoficjalnie w Kongresie mówi się, że reszta z 40 mld poszłaby na lokalne drogi, mosty itd. Trudno jednak zgadnąć, na co konkretnie można wydać tyle pieniędzy, skoro na odbudowę dróg ustawa i tak proponuje dodatkowe 5 mld.

W ustawie znalazło się wiele projektów, o których luizjańscy politycy i lobbyści walczyli od kilkudziesięciu lat - pogłębienie dwóch portów w pobliżu Nowego Orleanu, rozsuwane stalowe wrota na jednym z kanałów w mieście. Każdy z nich wart jest kilkaset milionów dolarów i zdaniem niezależnych ekspertów ma wątpliwe uzasadnienie ekonomiczne. Nie ma też żadnego związku z odbudową po huraganie. Ma za to związek z lokalnymi rozgrywkami politycznymi, obietnicami składanymi wyborcom i sowitymi kontraktami dla miejscowych firm.

W projekcie ustawy znalazło się np. 35 mln dol. na "marketing owoców morza", czyli krewetek i ostryg hodowanych i łowionych przez rybaków w Zatoce Meksykańskiej, a także 25 mln dol. na budowę centrum badań nad trzciną cukrową, która jest podstawą rolnictwa stanu. "To tak jakby Nowy Jork po zamachach 11 września domagał się od rządu sfinansowania budowy stadionu baseballowego na Brooklynie" - napisał "Washington Post" w zjadliwym komentarzu "Szabrownicy z Luizjany".

Wszystkie projekty wpisane do nowej ustawy mają być przyznawane bez przetargów przez komisję składającą się z "przedstawicieli lokalnej społeczności" oraz władz stanowych i miejskich. Przy ich realizacji byłyby zawieszone przepisy o ochronie środowiska (czyli nowe konstrukcje nie musiałyby spełniać surowych norm).

Stan korupcji

Prasa przypomina, że Luizjana zawsze uchodziła za stan, gdzie polityczna korupcja, układy i powiązania polityki z biznesem decydują o wszystkich najważniejszych sprawach. Teraz na ten grunt stanowi kongresmani chcą wpuścić 250 mld dol. I to oprócz już przyznanych przez Kongres 62 mld na "działania w trybie nadzwyczajnym" (odgruzowywanie, sprzątanie, osuszanie, odbudowę głównych dróg, zapomogi dla ewakuowanych, small businessu, szpitali, sprzęt i dodatkowe płace dla policji, straży pożarnej, ratowników itd.). Kolejne dziesiątki miliardów na odbudowę stanu wypłacą firmy ubezpieczeniowe, miliardy dolarów na najbardziej palące potrzeby są tam też kierowane przez organizacje humanitarne.

Demokraci w kongresie krytykują przyznawanie przez władze federalne bez przetargów kontraktów na odgruzowywanie i oczyszczanie rejonów zniszczonych przez huragan. Według prawa w sytuacji klęsk żywiołowych przetargi nie są konieczne. Jednak najwięcej wątpliwości wzbudził ujawniony w tym tygodniu kontrakt podpisany przez Federalną Agencję ds. Sytuacji Kryzysowych FEMA z armatorem luksusowych statków wycieczkowych. Za wynajęcie trzech statków (każdy na ponad dwa tysiące ludzi) na pół roku rząd zapłaci aż 236 mln dol. Wypada po 1200 dol. za osobę na tydzień. Tymczasem tygodniowy rejs na Karaiby można kupić już za 599 dol. Na dodatek na statkach zacumowanych w rejonach Nowego Orleanu i Missisipi nie chcą mieszkać ludzie, którzy stracili domy. Obecnie są one zapełnione jedynie w jednej trzeciej

Politycy z obu partii domagają się wyznaczenia przez prezydenta jednej osoby, która odpowiadałaby za całość odbudowy w zrujnowanych rejonach Luizjany, Missisipi, Teksasu i Alabamy. Chodzi o kogoś, kto oparłby się lobbystom. Osoba taka mogłaby też przygotować projekt kompleksowej ustawy i wyliczenie, ile odbudowa naprawdę miałaby kosztować. Wśród kandydatów wymienia się m.in. byłego burmistrza Nowego Jorku Rudy Giulianiego, słynnego generała z czasów pierwszej wojny w Zatoce Normana Schwartzkopfa i byłego sekretarza stanu Colina Powella. Na razie jednak Biały Dom nie zajął stanowiska w tej sprawie.