Cimoszewicz wycofuje się i oskarża

Rezygnuję ze startu w wyborach prezydenckich w proteście przeciw deprawowaniu obyczaju politycznego w Polsce - ogłosił marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz. Nie wskazał swoim wyborcom, na kogo mieliby głosować
To oznacza, że pierwszy raz od 15 lat w wyborach prezydenckich zabraknie mocnego kandydata lewicy. Walka rozegra się między wywodzącymi się z "Solidarności" Donaldem Tuskiem i Lechem Kaczyńskim.

Cimoszewicz zrezygnował po trwającej ponad miesiąc kampanii negatywnej, w której zarzuty formułowali głównie członkowie komisji ds. Orlenu. Zaczęło się od kwestionowania oświadczeń majątkowych marszałka. Potem były fałszywe oskarżenia jego byłej współpracownicy, że świadomie kłamał w tych oświadczeniach. Wreszcie Roman Giertych (LPR) zarzucił mu, że w 2002 r. sprzedał akcje Orlenu, bo wiedział, że prezes tej spółki zostanie wkrótce zatrzymany. Cimoszewicza atakowano również za to, że kupił akcje w imieniu mieszkającej w USA córki. Wczoraj komisja zażądała od urzędu skarbowego jego PIT-ów, a wcześniej skierowała na marszałka kilka doniesień do prokuratury. Wszystkie zakończyły się umorzeniem. Ale Cimoszewicz spadł w rankingach prezydenckich z pierwszego miejsca na trzecie.

Wczoraj miał odpowiedzieć na kolejne zarzuty - że ukrywał swoje transakcje giełdowe i zarabiał na nich duże pieniądze.

Według źródeł "Gazety" marszałek powiadomił o zamiarze rezygnacji ścisłe kierownictwo swego sztabu wyborczego w nocy z poniedziałku na wtorek. Do późnej nocy i jeszcze rano we wtorek przekonywano go, by nie rezygnował. Cimoszewicz wyjechał do swej leśniczówki na Białostocczyźnie, do rodziny, zapowiadając, że decyzji nie zmieni. We wtorek w południe znało ją już kilkadziesiąt osób ze sztabu. Załamani sztabowcy zanieśli wiadomość do Sejmu. Wieczorem sztab Cimoszewicza zaczął wycofywać z mediów reklamy wyborcze.

Cimoszewicz wrócił wczoraj rano do Warszawy, by osobiście ogłosić decyzję. W Sejmie bez żadnych wstępów spokojnym tonem odczytał dziennikarzom oświadczenie o rezygnacji: - W obecnej kampanii doszło na skalę wcześniej niespotykaną do posługiwania się kłamstwami, oszczerstwami. Sięgnięto po fałszywych świadków i dokumenty. Zmasowana akcja czarnej propagandy przeciwko mnie przyniosła zamierzony skutek. W wyjątkowo nikczemny sposób zaatakowano moją rodzinę, moje dzieci.

Winą za "deprawowanie obyczaju politycznego w Polsce" Cimoszewicz obarczył część polityków i dziennikarzy.

Marszałek nie powiedział swoim zwolennikom, na kogo powinni przerzucić głosy w wyborach prezydenckich: - Wśród kandydatów nie widzę osoby godnej tego urzędu - powiedział.

Wskazując na siedzącego obok szefa SLD Wojciecha Olejniczaka, wezwał natomiast do poparcia tej partii, która teraz "daje prawdziwą szansę odnowy na lewicy".

Na koniec odpierał zarzuty dotyczące transakcji giełdowych. Oświadczył, że - poza kupnem i sprzedażą akcji Orlenu za pieniądze córki - przeprowadził ich siedem, każda o wartości ok. 38 tys. zł. Pieniądze pochodziły z jego oszczędności. Na akcjach stracił 14 tys. zł.

- Jako prezydent przyjmuję decyzję Cimoszewicza z żalem, bo jest politykiem najlepiej przygotowanym do pełnienia tego urzędu. Jako człowiek jego rezygnację rozumiem - komentował Aleksander Kwaśniewski, który jest w USA. Gest Cimoszewicza określił jako "przejmujący protest przeciwko brutalizacji polityki".

Kto najbardziej zyska na wycofaniu się Cimoszewicza z kandydowania?