Po huraganie Katrina świat spieszy z pomocą Amerykanom

Rząd USA przyjął ofertę pomocy od ONZ dla ofiar huraganu. Amerykanom pomoże także Unia Europejska, wiele krajów Azji. Również największy ideologiczny wróg USA - komunistyczny dyktator Kuby Fidel Castro - zapomina o wojnie z USA i chce pomóc
Po dwóch dniach wahania rząd George'a Busha przyjął propozycję pomocy sekretarza generalnego ONZ Kofi Annana. Jeszcze w piątek w rozmowie z Annanem Bush dziękował za nią uprzejmie, ale w miarę, jak rosła świadomość zniszczeń w tej bodaj największej klęsce żywiołowej w dziejach Ameryki oraz narastała krytyka nieudolności władz stanowych i federalnych w obliczu kataklizmu, w niedzielę zmienił zdanie.

ONZ ma duże doświadczenie w niesieniu pomocy ludziom i obszarom dotkniętym przez klęski żywiołowe. Stu wybitnych ekspertów jest do dyspozycji administracji USA. ONZ od zaraz gotowa jest wysłać do Nowego Orleanu i okolic zbiorniki wody pitnej, środki do oczyszczania wody, generatory prądu, namioty, wysokokaloryczne biszkopty itp.

Tego samego dnia Amerykanie poprosili o pomoc UE, która od razu zareagowała. Co najmniej 14 krajów gotowych jest pomóc: Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francia, Niemcy, Włochy, Luksemburg, Czechy, Malta, Holandia, Rumunia, Szwecja i Wielka Brytania. Na razie polski rząd milczy w tej sprawie.

Już w poniedziałek odleciał do USA pierwszy samolot z pomocą brytyjską. W ciągu tygodnia poleci ich jeszcze co najmniej 15. Zawiozą m.in. pół miliona trwałych wojskowych racji żywnościowych.

Z Niemiec odleciały w poniedziałek na Florydę dwa samoloty z 25 tonami pomocy.

Hiszpania dostała w poniedziałek szczegółową listę rzeczy, jakich od niej potrzebują Amerykanie, wśród nich jest ropa naftowa i wojskowe racje żywnościowe. Zacznie ich wysyłkę jak najszybciej. Najprędzej na ratunek Amerykanom pospieszył jednak Singapur. Jego trzy wielkie wojskowe śmigłowce Chinook do poniedziałku zdążyły wywieźć z Nowego Orleanu 700 rozbitków oraz zawieźć tony żywności i sprzętu. Singapur zareagował tak prędko, bo część jego sił powietrznych z braku miejsca w kraju stacjonuje i trenuje w bazie Grand Prairie w Teksasie.

Indonezja, gdzie fala oceaniczna wzbudzona trzęsieniem ziemi w grudniu ub.r. zabiła co najmniej 217 tys. osób, gotowa jest wysłać kilkudziesięciu lekarzy. Także dotknięte tsunami Indie zaproponowały pomoc wartości 5 milionów dolarów, a Sri Lanka - 25 tys. Nawet Afganistan, gdzie trwa wojna z niedobitkami reżimu talibów i terrorystami, oraz jeden z najbiedniejszych krajów świata Bangladesz obiecały, że pomogą Amerykanom. Japonia chce wysłać ekipę ratowniczą oraz pomoc wartą pół miliona dolarów. Chiny chcą dać pomoc wartości 5 milionów.

Obojętny na losy Amerykanów nie pozostał także zawzięty wróg polityczny USA od 45 lat - komunistyczny dyktator Kuby Fidel Castro. Już w piątek zaproponował w telewizyjnym wystąpieniu do narodu wysłanie ponad tysiąca lekarzy. - Mogą się bardzo przydać. Mówią biegle po angielsku. To szczery gest, nie chcemy niczego w zamian. Nawet zniesienia embarga handlowego - powiedział Castro.

Nie doczekawszy się odpowiedzi, w niedzielę Castro ściągnął do Hawany ponad 1,5 tys. lekarzy z zielonymi plecakami wypchanymi sprzętem medycznym, pokazał ich w telewizji i oświadczył ponownie: "Minęło 48 godzin bez odpowiedzi na naszą ofertę, ale będziemy czekać tak długo, jak będzie trzeba".

Ponieważ w lipcu, kiedy przez Kubę przeszedł huragan "Dennis" i zginęło co najmniej 11 osób, Castro odrzucił pomoc Amerykanów, a wcześniej USA z kolei nie chciały jego pomocy po zamachach terrorystycznych w Nowym Jorku i Waszyngtonie 11 września 2001 r., Kubańczycy - zwłaszcza ci chorzy - byliby wdzięczni, gdyby lekarze zamiast czekać na sygnał wylotu do USA, zajęli się nimi.