Prasa w USA: prezydent napełnił nas wstydem

Stany Zjednoczone Wstydem, Maureen Dowd, "New York Times"

- Nikt nie przewidział, że tamy zawiodą - powiedział George W. w telewizji. Kiedy w koszulce z podwiniętymi rękawami zawitał w nowoorleańskim Piekle, był bardzo poruszony. - Za minutę będę leciał - mówił na lotnisku. - Ale chcę, żebyście wiedzieli: nigdy nie zapomnę tego, co tu widziałem.

Kto na Boga mógł przewidzieć, że Osama ben Laden może zaatakować za pomocą samolotów pasażerskich? Każdy, kto zadałby sobie trud przeczytania raportów wywiadu sprzed 11 września.

Kto na Boga mógł wiedzieć, że inwazja na Irak skończy się eksplozją brutalnej partyzantki i terroryzmu oraz groźbą wojny domowej? Każdy, kto zadałby sobie trud przeczytania raportów CIA sprzed wojny.

Kto na Boga mógł wiedzieć, że tamy mogą nie wytrzymać huraganu? Każdy, kto zadałby sobie trud przeczytania długiej serii alarmujących raportów z Nowego Orleanu.

W czerwcu 2004 miejski urzędnik skarżył się lokalnej gazecie: "Nasze pieniądze przeszły na bezpieczeństwo kraju i wojnę w Iraku. A tamy nie są dokończone. Przekonujemy, kogo się da, że dla nas to jest właśnie sprawa bezpieczeństwa".

Wojska inżynieryjne wystąpiły rok temu o 105 mln dol. na program ochrony przed huraganami i powodziami w Nowym Orleanie. Biały Dom dał 40 mln. Nie tylko pieniądze odleciały do Iraku na szaleńczą eskapadę Busha, jest tam jeszcze 30 proc. Gwardii Narodowej i połowa jej wyposażenia.

Michael Brown, bełkotliwy idiota na czele agencji ds. sytuacji nadzwyczajnych (FEMA), przyznał, że aż do czwartku nie wiedział, że 15 tysięcy zdesperowanych, odwodnionych, głodnych i umierających ludzi tkwi w nowoorleańskim Centrum Konferencyjnym. Czy został natychmiast zwolniony? Nie, nasz głuchy prezydent powiedział mu wczoraj: "Brownie, robisz kawał dobrej roboty!".

Byłoby jeszcze pół biedy, gdyby prezydent i jego ludzie - wiceprezydent Cheney bawiący na wczasach w Wyoming czy Condi Rice kupująca buty na Piątej Alei - wykazywali brak wrażliwości, ale wykonywali swoją robotę.

Kiedy jednak byli głusi na wołanie o pomoc, wołanie głównie biednych i czarnych, zachwiali naszą wiarą w amerykańskie wartości. I napełnili nas wstydem. Jak wczoraj, kiedy ewakuowano gości luksusowego hotelu Hyatt, a reszta czekała gdzieś w tyle kolejki.

Podwójnie dotknięci, Komentarz redakcyjny, Boston Globe

Na filmach katastroficznych ludzie po prostu uciekają. Podczas prawdziwej katastrofy całe tysiące ludzi nie uciekają, bo nie mają gdzie i jak. Nie mają samochodu ani nawet kilku dolarów na autobus.

Zapomniano o naprawie tamy w Nowym Orleanie, ale jeszcze wcześniej zapomniano o biedakach z Nowego Orleanu. Ignorowano ich aż do chwili, kiedy huragan "Katarina" zostawił ich na środku zatopionego miasta, co wszyscy zobaczyli w telewizji.

Burmistrz Nowego Orleanu Ray Nagin wiedział, że bieda utrudni ewakuację półmilionowego miasta. Apelował do Kościołów i zwykłych ludzi, żeby pomogli uciec biedniejszym - to szlachetna, ale niewystarczająca prośba. Teraz, kiedy miasto połknęła woda, ci, którzy mieli mało, nie mają już dokładnie nic.

23 proc. nowoorleańczyków żyje poniżej poziomu ubóstwa (dwa razy więcej niż średnia krajowa). Jedna trzecia dostaje za swoją pracę głodowe pensje. 16 proc. dzieci rodzą nastolatki. Jeszcze niedawno miasto potrzebowało planu wyjścia z ubóstwa. Dziś nadal go potrzebuje, razem z tysiącami łodzi ratunkowych.

Rządowe pieniądze odbudują Nowy Orlean. Ale trzeba znacznie więcej, żeby odbudować jego życie. Nigdy nie wygraliśmy wojny z biedą, którą ogłosił niegdyś prezydent Johnson, i przyszła pora, żeby wypowiedzieć jej bitwę na nowo. Najbiedniejsze ofiary "Katriny" muszą otrzymać wsparcie przy wspinaniu się po drabinie społecznej i ekonomicznej. Będą potrzebować edukacji, miejsc pracy, niskoprocentowych pożyczek. Młodzież musi zobaczyć alternatywę dla przestępczości, narkotyków czy przedwczesnego macierzyństwa.

"Katrina" była niszczycielska. Ale jej efektem może być odrodzenie: miasto, które wyłoni się z powodzi bogatsze, lepsze i silniejsze niż kiedykolwiek.