Były policjant wyłudził pół miliona od mafii

Złapano emerytowanego poznańskiego policjanta, który wyłudził pół miliona od mafii paliwowej. Obiecywał umorzenie śledztw. Prokuratura podejrzewa, że miał wspólników w policji, ale nie wie, jak ich dopaść


Przemysław A. karierę w policji zakończył w 1998 r. na stanowisku kierowniczym w poznańskim wydziale przestępczości gospodarczej. Na emeryturze dorabiał jako windykator w firmie ubezpieczeniowej.

Jest rok 2001. CBŚ prowadzi ogromne śledztwo przeciwko mafii paliwowej: podrabianie benzyny, oszustwa na akcyzie, być może morderstwa na zlecenie. Straty skarbu państwa - co najmniej ćwierć miliarda złotych. Funkcjonariusze podlegający CBŚ w Poznaniu tropią tzw. wątek wielkopolski tej afery.

Przemysław A. zaczyna bywać w firmach paliwowych, wokół których węszy CBŚ. Za pieniądze oferuje informacje ze śledztwa. Zapewnia, że ma świetne kontakty w CBŚ i policji, że załatwi nawet umorzenie. Jednemu z paliwowych bossów na początek donosi, że czeka go rewizja. Rzeczywiście - kilka tygodni później policjanci wchodzą do firmy. Z zeznań biznesmena: "On uwiarygodnił się w moich oczach jako człowiek, który może zahamować śledztwo. W jednym z marketów dałem mu 20 tys. zł.".

Nie zawsze chce pieniędzy. Od kolejnego biznesmena żąda informacji o innych firmach paliwowych. Biznesmen robi zdjęcia z ukrycia swoim kontrahentom, zapisuje numery rejestracyjne cystern, nagrywa rozmowy. Mało tego, zakłada kontrahentom teczki, które trafiają do Przemysława A. Dzięki temu były policjant mógł żądać pieniędzy od następnych firm fałszujących paliwo.

Prokuratura ustaliła, że w latach 2001-03 wyłudził blisko pół miliona złotych od co najmniej pięciu handlarzy paliwem. Zatrzymano go w kwietniu 2004 r. Chciał 200 tys. zł od biznesmena, który jednak nie uległ. Poszedł na policję.

Sprawą zajęła się prokuratura w Łodzi. Przez ponad rok utrzymywano ją w ścisłej tajemnicy. Na początku lata br. Przemysław A. został oskarżony przed sądem w Poznaniu o wyłudzenie pół miliona od mafii paliwowej.

Prokuratura szukała w policji wspólników Przemysława A., którzy dawali mu informacje. Daremnie. Rzecznik łódzkiej prokuratury Małgorzata Glapska-Dudkiewicz: - W naszej ocenie nie działał sam. Jego wiedza o tych śledztwach była wręcz drobiazgowa. Ale nie znaleźliśmy dowodów, że dzielił się pieniędzmi z policjantami, którzy prowadzili śledztwa paliwowe.

"Gazeta" dotarła do aktu oskarżenia. Przemysław A. jednemu z oskarżonych biznesmenów z dwumiesięcznym wyprzedzeniem zapowiedział, jakie dokładnie będzie miał zarzuty. I takie były.

Mechanizm przypomina tzw. spółdzielnię. Jak to działa? Policjanci prowadzący śledztwo wysyłają do podejrzanych pośrednika, który żąda łapówki. "Spółdzielcy" tuszują sprawę i dzielą się pieniędzmi.

Mimo wszystko biznesmeni, którzy płacili Przemysławowi A., poszli siedzieć. Policjant z poznańskiego CBŚ: - Śledztwa paliwowe miały priorytet, nie można ich już było zahamować.

W billingach telefonicznych Przemysława A. znaleziono numery telefonów kilku policjantów z wielkopolskiej wierchuszki, także nadzorujących paliwowe śledztwa. Zeznali, że znają Przemysława A., pijali z nim kawę, ale tylko wspominali stare czasy.

Policjant z CBŚ w Poznaniu: - Przemysław A. nie sypnie wspólników. Oni niczego nie powiedzą.

Łódzki prokurator: - Trafiliśmy na ścianę. Oskarżony wie, jak się zachować podczas przesłuchania. Jego koledzy policjanci też wiedzą.

Marek Wełna, krakowski prokurator koordynujący śledztwa paliwowe: - Wiem, że współpraca policjantów z grupami paliwowymi miała miejsce. Sam postawiłem zarzuty czterem funkcjonariuszom, którzy sprzedawali informacje za kilkaset tysięcy złotych. Chodziło o dokumenty, które znaleziono w siedzibie szczecińskiej spółki, a które wyciekły z katowickiej policji.

Prokuratura łódzka zamierza teraz sprawdzić wątek podobnej sprawy dotyczącej CBŚ w Poznaniu. Tamtejszy policjant Tomasz G. został w lipcu skazany na trzy lata więzienia za szantażowanie biznesmena z branży informatycznej. Obiecywał 180 tys. zł za umorzenie śledztwa.