Rozpada się dwór Leppera?

Tadeusz Jauer i Witold Michałowski współtworzyli program Samoobrony. Po awanturze o listy wyborcze nie chcą już współpracować z Lepperem.
Tak źle w Samoobronie nie było już dawno. Od tygodnia partię opuszczają koalicjanci, rozszerza się bunt lokalnych działaczy. Poszło głównie o układ list wyborczych. Ludzie wyznaczeni przez Leppera znaleźli się na czele, lokalni działacze na gorszych pozycjach. Kandydatom nie podobało się też, że musieli podpisać umowę, że nie opuszczą partii po wyborach. Jeśli zdradzą partię, Andrzej Lepper może wypłacić pieniądze z weksli in blanco, które musieli podpisać. Wiele osób dopiero teraz zdało sobie sprawę, że dobrowolnie oddało się w jasyr.

O buncie działaczy, który doprowadził m.in. do tego, że Samoobrona nie zarejestrowała listy w Sosnowcu, pisaliśmy wczoraj. Teraz zaczyna się wykruszać intelektualne zaplecze partii, eksperci, którzy siedem lat temu przygotowywali jej program.

Do redakcji "Gazety" dotarł list do Leppera z 29 lipca. Generał dywizji w stanie spoczynku Tadeusz Jauer (w 1999 r. przygotował politykę bezpieczeństwa Samoobrony) i Witold Michałowski - redaktor naczelny kwartalnika "Rurociągi", który osiem lat temu blokował z Lepperem budowę rurociągu jamalskiego, przypominają w liście, że uczestniczyli w opracowywaniu programu partii. "Uprzejmie informujemy, że możemy wyrazić zgodę na udział w wyborach pod warunkiem umieszczenia naszych nazwisk na początkach list kandydatów" - piszą.

Jaka była odpowiedź Leppera? - Panu generałowi Jauerowi zaproponowano miejsce na którejś z list na Śląsku, sam pan wie, jaka tam jest koszmarna awantura. A mnie chciano wsadzić na ostatnie miejsce listy w Bydgoszczy. Dlatego wycofaliśmy się z list Samoobrony - opowiada "Gazecie" Michałowski. Jauer zrezygnował z wyborów w ogóle, Michałowski wystartuje w Płocku z list Platformy Janusza Korwin-Mikkego.

O komentarz poprosiliśmy Kazimierza Zdunowskiego, szefa zespołu doradców Samoobrony. - W sprawach list się nie wypowiadam. Jak będzie miał pan pytania dotyczące naszej trasy koncertowej, to zapraszam - powiedział wczoraj "Gazecie". Szef sztabu Samoobrony Janusz Maksymiuk nie odbierał telefonu.