Relacje po pożarze samolotu Air France

To był cud - mówi rząd kanadyjski o uratowaniu wszystkich pasażerów samolotu linii Air France, który we wtorek wieczorem stanął w płomieniach na lotnisku w Toronto
Kiedy we wtorek o 16 airbus A 340, lot nr 358 z Paryża, wylądował na międzynarodowym lotnisku im. Pearsona w Toronto, pasażerowie nagrodzili pilota oklaskami. Odetchnęli po chwili grozy przeżytej przy pierwszym nieudanym podejściu.

Tego dnia pogoda nad Toronto była fatalna, władze lotniska ostrzegały od południa przed piorunami. Szalała burza z deszczem i grzmotami. Mimo to wieża kontrolna udzieliła airbusowi A 340 zgody na lądowanie.

Niepokój pojawił się, gdy w lądującym samolocie zapanowała całkowita ciemność. - Ani jedno światełko się nie paliło. Było strasznie - mówi pasażer Olivier Dubois. Gdy samolot już jechał po pasie, pasażerowie zorientowali się, że coś jest nie w porządku - airbus pędził bardzo szybko, za szybko.

Usłyszeli głuchy dźwięk. - Jak gdyby pękło koło - mówi inny pasażer Johnny Abedrabbov. Maszyna zaczęła zataczać się po pasie. - Trzęsło jak w wesołym miasteczku - opowiada Dubois.

Samolot przejechał jeszcze 200 metrów, ześliznął się z pasa, stoczył się do pobliskiego rowu i stanął w płomieniach. Dubois: - Płonął silnik z lewej strony.

Pasażerowie rzucili się do okien. - Zobaczyliśmy, że odleciało jedno ze skrzydeł. Wybuchła panika. Krzyki, płacz. Kabinę wypełniał dym - opowiada Ahmed Alawata. - Myśleliśmy, że to nasza ostatnia godzina.

Jednak załodze i pasażerom udało się otworzyć wyjścia ewakuacyjne po stronie wolnej od płomieni. Dubois: - Powiedziano nam, żeby skakać, i skoczyliśmy do rowu. Inni pasażerowie ześliznęli się po wysuniętych zjeżdżalniach. Zaczęli uciekać w panice, że za chwilę dojdzie do wybuchu.

Część pasażerów mówi z uznaniem o profesjonalizmie personelu w kierowaniu ewakuacją. Inni o chaosie i przepychaniu się do wyjść. - Znaleźliśmy się w błotnistym wąwozie, z którego próbowaliśmy się jak najszybciej wydostać. Niektórym buty ugrzęzły w błocie, ludzie ciągnęli za sobą dzieci - opowiada Gwen Dunlop. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności rów, do którego wpadł airbus, znajduje się tuż obok autostrady. Bardzo szybko do płonącego samolotu dotarły wozy strażackie, które zaczęły gasić płomienie.

297 pasażerów oraz 12-osobowa załoga uratowali się. Jedynie 22 osoby są ranne, przy czym najcięższe obrażenia to połamania kończyn. - Istny cud - skomentował kanadyjski minister transportu Jean Lapierre.

Dzień po katastrofie do Toronto przyleciał prezes Air France Jean-Cyril Spinetta. Obiecał wysokie odszkodowania za poniesione straty. Był to pierwszy wypadek pasażerskiego Airbusa A 340 w ciągu ostatnich 13 lat. Chris Yates ze specjalistycznego pisma "Jane's Transport" twierdzi, że przyczyną katastrofy było prawdopodobnie uderzenie pioruna w samolot.