Status pokrzywdzonego nie jest na zawsze

Ewa Milewicz: Maciej Giertych został uznany kilka miesięcy temu przez IPN za pokrzywdzonego. Dostał swoją teczkę. Teraz okazuje się, że sąd lustracyjny otrzymał więcej dokumentów niż Giertych. Dlaczego tak się dzieje?

Przewodniczący sądu lustracyjnego Zbigniew Puszkarski: IPN nie musi okazywać pokrzywdzonemu wszystkich dokumentów, które przesyła sądowi. Nie widziałem tych akurat dokumentów, bo nie jestem w składzie orzekającym, ale być może IPN uznał je za nieistotne dla pokrzywdzonego.

Po co sąd lustracyjny bada jeszcze raz jego teczkę, skoro IPN uznał Giertycha za pokrzywdzonego?

- Decyzja IPN w żadnej sprawie nie jest dla sądu wiążąca. Przecież IPN - nim zdecyduje, czy nada człowiekowi status pokrzywdzonego - bada tylko dokumenty. Sąd zaś słucha także świadków.

Poza tym materiały PRL-owskich służb, które IPN przejął, nie są jeszcze przeczytane i może się zdarzyć, że IPN zdecyduje, że ktoś jest pokrzywdzonym, a po jakimś czasie znajdzie materiały wskazujące na to, że ten ktoś jednak współpracował. Nie znam takich przypadków, ale są możliwe.

Czy to znaczy, że dla sądu to, że ktoś jest pokrzywdzonym, nie ma znaczenia?

- Ma znaczenie. Jest to dla sądu sygnał, że IPN uznał kogoś za pokrzywdzonego, ale ten sygnał sądu nie wiąże.

Czy to nie absurd? Teoretycznie jedna instytucja państwa uznać może człowieka za bohatera, a inna - za agenta?

- Tak może być, choć się z tym nie spotkałem. Zdaję sobie sprawę z tego, że byłaby to sytuacja niezręczna. Czym innym jest jednak procedura przewidziana w ustawie o IPN, w której archiwiści decydują o przyznaniu komuś statusu pokrzywdzonego, a czym innym lustracja przewidziana w ustawie lustracyjnej. Tu decyduje niezawisły sąd. Może się np. zdarzyć, że do sądu zgłosi się funkcjonariusz SB i powie, że dysponuje pisemnym dowodem, że X współpracował z SB.

I?

- W takiej sytuacji oczywiste jest, że sąd może uznać X za współpracownika, mimo że wcześniej ta osoba została uznana przez IPN za pokrzywdzonego.

Przez lata mówiło się, że niektórzy funkcjonariusze SB mogli wynieść różne papiery, aby w razie czego je wyciągnąć.

- W zasadzie wszyscy, którzy mieli takie dokumenty, powinni je byli przekazać IPN-owi. Ale zawsze się może zdarzyć sytuacja nadzwyczajna. Cóż można poradzić? Pojawią się nowe okoliczności i sąd je będzie musiał uwzględnić. Także IPN może zmienić decyzję o nadaniu statusu pokrzywdzonego.

Właśnie miałem okazję rozmawiać z osobami z szefostwa IPN. Mówią, że status pokrzywdzonego nie jest dany raz na zawsze. Zmieniają się dokumenty, zmienia się status.