Co decyzja Cimoszewicza oznacza dla sceny politycznej

Włodzimierz Cimoszewicz będzie kandydował na prezydenta. Spytaliśmy polityków, socjologów i Jerzego Urbana, co ta decyzja oznacza dla przyszłości lewicy i całej sceny politycznej.
Jacek Wódz, prof. socjologii na Uniwersytecie Śląskim

Bez względu na to, czy Włodzimierz Cimoszewicz wygra, czy przegra (jego wejście do II tury wydaje się pewne), zmieni myślenie na lewicy i o lewicy. Sama nadzieja, że będzie kandydował, pomogła przecież wymienić władze SLD. Transformacja Sojuszu otwiera z kolei drogę do współpracy z SdPl po wyborach. W grę - moim zdaniem - wchodzi konfederacja, bo ambicje liderów obu partii nie pozwolą na pełną jedność.

Nie wierzę natomiast, aby start Cimoszewicza poprawił wyraźnie notowania SLD. Jeśli już, to o 2 proc., nie więcej. On zawsze powtarzał, że ma Sojusz w czterech liderach. Bardzo też ceni swoją niezależność, nosi wysoko głowę. To indywidualista nieczujący logiki życia partyjnego. Podczas kampanii odwoływał się będzie do szeroko rozumianej lewicowości, a nie jakiejś konkretnej partii. Dlatego - powtarzam - ci, co myślą, że Cimoszewicz pociągnie Sojusz w górę, mylą się.

Na pewno jego start zmieni ton kampanii prezydenckiej. Na drugi plan zejdą kandydaci, którzy w walce politycznej posługują się chamstwem. A po wyborach? Rząd PO-PiS przetrwa góra dwa lata - różnice programów gospodarczych są zbyt duże. PO to liberałowie, PiS - zmodernizowani socjaliści. Prezydent będzie miał w tej sytuacji dużo do powiedzenia - jako mediator. Kaczyński do tej roli się nie nadaje. Cimoszewicz - tak.



Zbigniew Siemiątkowski, poseł SLD

Start Włodzimierza Cimoszewicza miesza szyki wielu z tych, którzy czuli się już zwycięzcami wyborów. Jeśli marszałek wejdzie do II tury - zapewne wygra. Lech Kaczyński ma przecież bardzo duży elektorat negatywny.

Cimoszewicz nie może być jednak kandydatem jednego tylko środowiska. Im szersza będzie jego polityczna baza, tym szersze będzie społeczne zaplecze. Jednocześnie decyzja marszałka potwierdza słuszność wyboru Wojciecha Olejniczaka na lidera SLD. Bez tej zmiany Cimoszewicz na start by się zapewne nie zdecydował.

Teraz nie można dopuścić, by za jego plecami skryły się różne skompromitowane środowiska. Marszałek nie może być parawanem dla tych, którzy - z różnych powodów - obawiają się startu pod własnym szyldem.

Wiele środowisk lewicowych musi się dzisiaj opowiedzieć - za Markiem Borowskim lub za Włodzimierzem Cimoszewiczem. Słowem, musi paść odpowiedź na pytanie, wokół kogo lewica powinna się integrować po wyborach. Moim zdaniem SLD jest formacją schodzącą, a SdPl - przejściową. Wokół Cimoszewicza i kończącego kadencję prezydencką Aleksandra Kwaśniewskiego powstanie trzeci ośrodek integracji. I alternatywa dla prawicy w wyborach 2009 roku.



Tomasz Żukowski, socjolog

Na lewicy będziemy teraz mieli ostry spór Cimoszewicz kontra Borowski. Kluczowe jest pytanie o jego stawkę. Jest nią lewicowy elektorat i przywództwo na całej lewicy czy rywalizacja SLD kontra SdPl. W tym drugim przypadku możemy mieć do czynienia z konfrontacją dwóch lewicowości. Tej tradycyjnej, socjalnej, do której odwołuje się Sojusz. I tej nowej, SdPl-owskiej, wielkomiejskiej - kładącej akcent na kwestie obyczajowe.

Jedno jest pewne - dzięki startowi Cimoszewicza i Borowskiego elektorat lewicowy zostanie lepiej zagospodarowany. Ale też podzielony na dwie części. Kto na tym straci? Kandydaci ze środka sceny, np. Religa.

Jerzy Urban, redaktor naczelny "Nie"

To bardzo dobre posunięcie Cimoszewicza. Jest jedynym kandydatem lewicy, który ma szanse wejść do II tury i w niej wygrać. Zapewniłby zbalansowanie władzy, stanowiłby zabezpieczenie przed zmianą konstytucji. Cimoszewicz jest dobrym reprezentantem nie tylko lewicy, lecz także centrum. Ma wady - pewną kostyczność i obrażalskość - ale jest prawy i niezacietrzewiony.

Nie wydaje mi się, żeby Cimoszewicz chciał zbudować wokół siebie obóz lewicy, ale - jak sądzę - spróbuje zabezpieczyć ją przed dyskryminacją.



Marek Dyduch, były sekretarz generalny SLD

Przede wszystkim Cimoszewicz musi zwyciężyć. Jeśli mu się to uda, będzie jedną z kluczowych postaci przy jednoczeniu lewicy. Podczas kampanii wyborczej może zwiększyć wiarygodność programu Sojuszu. I ustabilizować poparcie dla niego na poziomie 10 proc. Nie sądzę, aby to poparcie pomnożył - bardzo przecież akcentuje swoją niezależność.