Wstrząsająca wystawa przeciw aborcji

Na ulicznej wystawie przy Piotrkowskiej stanęło wczoraj 14 gigantycznych plansz z drastycznymi zdjęciami. Obok najpopularniejszy deptak w mieście, dwa duże domy handlowe i multipleks. Codziennie przechodzi tędy i przejeżdża kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Na planszach zestawiono obrazy śmierci ze zdjęciami usuniętych płodów. Obok zmasakrowanych zwłok zamordowanych w czasie wojny w byłej Jugosławii zdjęcie dokumentujące aborcję w ósmym tygodniu ciąży. Podpis: "Różne metody. Różne motywy. Rezultat ten sam". Pokrwawiony, usunięty płód zestawiono ze zdjęciem strażaka niosącego rozszarpane przez bombę dziecko. Obrazy masakry w Ruandzie sąsiadują z urwaną głową płodu.

Na planszach nie ma informacji o organizatorach. Według specjalistów wystawa jest przygotowana profesjonalnie i jest droga. Kilkanaście wielkoformatowych plansz z dobrej jakości odbitkami to koszt około 20 tys. zł. Pomysłodawcą wystawy jest Łukasz Wróbel z Izabelina. Ma 24 lata, studiuje nauki polityczne w Collegium Civitas w Warszawie. Działa w konserwatywno-liberalnym młodzieżowym stowarzyszeniu KoLiber. - Nie udzielam żadnych informacji, nie odpowiadam na żadne pytania - szybko kończy rozmowę z "Gazetą".

- Wystawa jest legalna - mówi inspektor Tadeusz Ratajski ze straży miejskiej. - Magistracki wydział dróg wydał zgodę, aby plansze stały przez miesiąc.

- Zgłoszono nam, że to ekspozycja fotograficzna. Nie wiedzieliśmy, co to będą za zdjęcia - informuje Aleksandra Mioduszewska, rzecznik wydziału dróg. - W przypadku billboardów autorzy muszą nam zgłaszać projekt. Organizator z góry zapłacił za miesięczną ekspozycję. W sumie wyszło 315 zł.

W magistracie twierdzą, że za wystawą stoi Mirosław Orzechowski, wiceprezydent z Ligi Polskich Rodzin. Włodzimierz Tomaszewski, zastępujący chorego prezydenta Jerzego Kropiwnickiego: - Wiem, że bardzo zależało na tej wystawie panu Orzechowskiemu.

Wiceprezydent Orzechowski: - Pochwalam tę wystawę. Widziałem ją i uważam, że taki wstrząs jest potrzebny. W mediach jest mnóstwo zwolenników aborcji. Ciekawe, co powiedzą, kiedy staną przed tymi obrazami.

Na pytanie, czy takie wstrząsające zdjęcia powinny oglądać dzieci, których jest mnóstwo na Piotrkowskiej, Orzechowski stwierdził: - Już małe dzieci powinny być wychowywane przeciw aborcji. Ale ja tej wystawy nie organizowałem.

- Każdy ma jakieś zdanie na temat aborcji, według mnie ta metoda wpływania na ludzi jest faszyzująca - mówi Andrzej Komorowski, doradca rodzinny. - Brutalny obraz niszczy człowieka od środka. W takiej ekspozycji nie ma miejsca na szacunek dla duchowości drugiego człowieka. Ciekawe, czy organizatorzy zastanowili się, jak na widok zdjęć poczuje się kobieta, która straciła dziecko.

Krystyna Kraszewska przechodziła z pięcioletnią wnuczką. Kiedy zobaczyła fotografie, ustawiła się tak, aby dziewczynka ich nie widziała. - Gdyby Ola je obejrzała, nie uśpilibyśmy jej przez pół roku. Czasem kiedy zobaczy jakieś nieszczęście w telewizyjnych wiadomościach, tłumaczymy jej godzinami, żeby się nie bała.

Inni przyznają, że mimo kontrowersyjnej zawartości wystawa jest potrzebna. - Nigdy nie przypuszczałam, że aborcja to coś tak strasznego - mówi Magda z trzeciej klasy gimnazjum. - Teraz wiem, że to zbrodnia i trzeba o tym mówić.

Ktoś zgłosił sprawę policji. Na miejsce przyjechali cywilni funkcjonariusze miejskiej komendy. - Straszne - złapał się za głowę jeden z policjantów. - Na pewno nie chciałbym, żeby oglądały to moje dzieci. Coś z tym trzeba zrobić. Przekazujemy do komendy, co zobaczyliśmy.

Czy to dobry sposób na walkę z aborcją?